acr.blog - noł bulszit » wyszukiwarki

Posts Tagged ‘wyszukiwarki’

Marcin
Wtorek, marzec 16th, 2010 | Marcin

Long tail i crowding

Ponad rok temu (takie rozpoczęcie wpisu dodaje autorytetu :-)) pisałem relację z SES. W pierwszym z punktów opisywałem wystąpienie przedstawiciela ASK.com. Wykład był zajmujący, a jedno ze stwierdzeń stało się zaczynem dla tego wpisu. Pan Mascaraque odkrył przed słuchaczami jak działa wyszukiwarka. Nie i nie chodzi tutaj, o magię algorytmów ani o super pomysł jak się pozycjonować. Pokazał on spojrzenie z zupełnie innej strony - opisał model biznesowy. Tyle wstępu przejdźmy do konkretów:

Przychód wyszukiwarki = liczba zapytań X przychód z zapytania

(Search Queries, SQ) X (Revenue Per Search, RPS)

dzialanie

Model biznesowy

Iloczyny mają to do siebie, że by zwiększyć jego wynik należy maksymalizować każdy z czynników. W dzisiejszym wpisie zajmiemy się prawą częścią iloczynu (RPS),  na przykładzie największego gracza na Polskim rynku wyszukiwarek. Oczywiście na wstępie warto dać disclaimer, że przedstawione poniżej tezy są jedynie luźnymi przemyśleniami.

Wejdźmy w buty wyszukiwarki. Mamy użytkowników, mamy powierzchnię reklamową. Jak każdy wydawca (firma), chcemy zwiększyć do maksimum przychód z naszego stanu posiadania - zwiększyć SQ. Zatem z jednej strony chcemy maksymalizować częstość używania naszego produktu. Jednak w momencie, gdy ma się ponad 95% rynku, zadanie jakie stoi przed nami można porównać do próby zdobywania Mt. Everest, bez tlenu, zimą… niby jest to możliwe, ale eufemistycznie mówiąc niełatwe.

diagram

Maksymalizacja RPS

Z drugiej strony, chcielibyśmy (o ile jest to możliwe) wyselekcjonować grupy użytkowników, którzy będą nam płacić więcej - zwiększać średnie RPS. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku “normalnej” produkcji, gdy sprzedajemy coraz więcej, zwykle musimy obniżać ceny. W przypadku wyszukiwarek jest inaczej (sic!?). Każda grupa fraz (opony, pożyczki, aparaty, wycieczki) tworzy osobny rynek, gdzie nasi partnerzy konkurują ze sobą o nasz produkt. Wychodząc naprzeciw partnerom (co uważam za bardzo dobre) i dajemy im możliwość aukcji. To (aukcja) jak każdy kij ma dwa końce - jeżeli konkurencja jest duża to istnieje ryzyko, że część graczy przepłaci. Jeżeli konkurencja jest nieduża (np. tylko jeden gracz) to cena może być niższa od naszych kosztów.

Crowding

Zatem mamy taką sytuację, gdzie jeżeli mamy duży tłum (opony ? OFE ?) to czerpiemy stamtąd ponadprzeciętne zyski. To jest ok. Pamiętajmy jednak, że istnieje coś takiego jak długi ogon. Zatem ludzie nie wpisują jedynie fraz ogólnych, ale używają fraz dłuższych, bardziej skomplikowanych. Dzięki dopasowaniu dokładnemu i dowolnemu doborowi słów, reklamodawca mógłby chcieć się reklamować na wybrane, precyzyjne frazy. Weźmy na przykład: “jan brzechwa akademia”. Fraza dość specyficzna, jednak znam bardziej złożone. Google jednak nie pozwala się na świecenie… pisząc, że fraza jest zbyt rzadko wyszukiwana. Jak dla mnie ok, mogę poczekać, mam czas. Jako np. sprzedawca mogę mieć w ofercie jedynie “Akademię Pana Kleksa” i żadnych innych tytułów tego autora.

jan-brzechwa

Zatem dlaczego Google nie chce mnie wyświetlać ? Że niby użytkownikom nie spodoba się moja reklama - jak mogą to wiedzieć, skoro mnie nie przetestowali ? Jako reklamodawca bardzo chciałbym być widoczny na tą frazę. Mało tego, zapewne nie spotkałbym tam konkurencji, więc moja stawka w aukcji byłaby jedyną. Co mam jednak zrobić, gdy zależy mi na wyświetlaniu ? Muszę wejść we frazę bardziej ogólną… czyli na przykład “jan brzechwa”, gdzie jak się już domyślacie spotkam konkurencję.

Kiedy już zgromadzimy reklamodawców w jednym miejscu możemy pobawić się w optymalizację RPS.

QS a RPS

Teraz przyjrzyjmy się systemowi Google. Zastanówmy się chwilę nad działaniem parametru Quality Score. Z oficjalnych informacji wynika, że ten parametr powiązany jest z CTR’em (jako jednym z parametrów, załóżmy, że jest on główny - taka moja teza, niech ktoś mnie poprawi jeżeli się mylę).  Uprośćmy dla naszego rozumowania (tak wiem, jest to błędne), że QS = CTR. Ze strony użytkowników sygnał mówiący o wysokiej klikalności nie zawsze musi oznaczać, że reklama jest dla nich dobra, może na przykład pokazywać, że tekst reklamy jest lepiej napisany.

Rozważmy teraz dwa scenariusze, gdzie mamy maksymalizować średnie RPS, zakładamy że reklamy walczą o tą samą pozycję:

a. CPC = 2 CTR = 2%

b. CPC = 1 CTR = 5%

Załóżmy próbę tysiąca wyświetleń:

a. 1000 x  2% x 2 = 20 x 2 = 40

b. 1000 x 5% x 1 = 50 x 1 = 50

Która reklama z punktu widzenia wyszukiwarki, powinna być wyświetlana … ? Proste.

Pójdźmy trochę dalej. Bowiem QS nie jest jedynym parametrem, który służy maksymalizacji RPS. Dodajmy do naszego eksperymentu “First Page Bid” czyli minimalna stawkę CPC dla pierwszej strony. Tutaj mamy do czynienia z dwoma graczami. Przyjmijmy założenie dla wyszukiwarki, że RPS (z tysiąca zapytań) to 20.

a. CPC = 0,7 CTR = 2,2%

b. CPC = 1 CTR = 2 %

daje nam to:

a. 1000 x  2,2% x 0,7 = 15,4 (zbyt mało!)

b. 1000 x 2% x 1 = = 20 (ok)

Co robimy ? Dajemy graczowi A, komunikat, że wymagane jest by zwiększył stawkę do 1. Zatem mamy sytuację:

a. 1000 x  2,2% x 1= 22 (ok)

b. 1000 x 2% x 1 = = 20 (ok)

Uważny czytelnik, w tym momencie zapyta, po co był nam gracz B w naszej analizie. Już tłumaczę. Podniesienie minimalnej stawki dla gracza A, zmienia dość mocno sytuację. Z punku widzenia wyszukiwarki optymalizujemy swoje przychody i po pierwsze gracz A nie przynosi nam strat. Po drugie zaakceptował wyższy poziom kosztów, co prowadzi do sytuacji, że przynosi nam więcej przychodów niż B. Zatem warto wyświetlać go wyżej… Gracz B, po pewnym czasie zauważy spadek pozycji i jednym z jego posunięć może być zwiększenie swojej stawki CPC. Taki mały efekt mnożnikowy :-) (albo bidding war, jak kto woli).

wiecej | brak komentarzy

Marcin
Czwartek, październik 29th, 2009 | Marcin

Liczba zapytań do wyszukiwarki i zwrot z zapytania

Przez ostatnie lata dużo naczytałem się materiałów odnośnie tego jak należy optymalizować kampanie PPC. Wiem też dlaczego SEO jest tak ważne. Nieodzowne w mej lekturze są blogi o szeroko pojętym SEM’ie. Ostatnio na Magiczne SEM i SEO, przeczytałem artykuł, z którym się nie zgadzam (przynajmniej w pewnych kwestiach).  Jednak, nie czas i miejsce na polemikę z tezami. Pojawiło się tam jedno, szczególnie ciekawe zdanie, które zainspirowało mnie do … myślenia :-).

Zdanie brzmi tak:

… widział ktoś kiedyś wskazówki albo kodeks dla wyszukiwarek? …

Celne, celne nie powiem. Pierwsza moja myśl skupiła się na tym, że faktycznie wyszukiwarki (Google?) starają się silnie sterować czymś co nazywają etyką. Etyka ta skierowana jest do ludzi, którzy usiłują mieszać w ich indeksie (jakby nie było jednej definicji etyki - mamy etykę SEM i etykę Właściwą). W kontekście tym,  zastanawiające jest podejście Google do indeksowania treści - w myśli ich misji, że mają uporządkować wszystkie zasoby informacyjne świata. Zatem indeksują i już a ty biedny webmasterze martw się o to, żeby twoja treść nie była indeksowana… cóż takie są prawa Internetu. Było, nie było, walczą ze sobą dwie strony (Webmasterzy vs Google), które są świadome, więc mamy regularną wojnę dwóch armii… i to jest ok.

The Battle of Dorylaeum

Jednak, czy ktoś pomyślał o cywilach… i nie chodzi mi tu o fakt, że zmiana SERP’ów organicznych, obniża wartość tychże dla użytkowników. Zostawmy jednak złych SEO’wców z boku. Przyjrzymy się jak działają Twórcy Etyki czyli innymi słowami Google. Skupmy się tutaj na wynikach płatnych, czyli na czymś na co Google ma 100% wpływ (na indeks organiczny mają wpływ czynniki zewnętrzne).

W ogólnym pojmowaniu Google oferuje tak dobrą jakość swojej darmowej usługi, że mało kto zastanawia się nad jakością (i sensem) tego co serwuje Google. Google robi wszystko DLA użytkowników, a reszta przychodzi sama (parafrazując dość znany cytat). Mamy zatem hipotezę roboczą:

Hipoteza 1: Wyszukiwarka Robi Wszystko Dla Użytkowników.

Teraz przyjrzyjmy się drugiej stronie medalu. Model biznesowy wyszukiwarki, w dużym uproszczeniu opiera się na prostym iloczynie, który (podpowiem) należy maksymalizować. Iloczyn budujemy z dwóch czynników. Z jednej strony mamy Liczbę Zapytań (Search Queries) do wyszukiwarki, która powinna dążyć do nieskończoności. Z drugiej strony mamy Zwrot Z Zapytania (Return Per Search Query), tutaj ponownie dążymy do maksymalizacji. Przychód naszego przedsięwzięcia obliczamy z działania

Przychód = SQ x RPSQ

Wykluwa się nam tutaj druga hipoteza.

Hipoteza 2: Wyszukiwarka dąży do maksymalizacji przychodów z modelu biznesowego.

Differences

Mamy zatem zdefiniowaną przestrzeń działań. Pytanie, jakie się nasuwa to “czy możliwe jest równoczesne dążenie do realizacji przedstawionych Hipotez?”. Czy może są one sprzeczne ? Myślę, że nikt nie ma na to dobrej odpowiedzi, nawet Google. Poprzez dobrą odpowiedź mam na myśli obiektywną prawdę, a nie marketingowe stwierdzenia. Przecież każdy może napisać cokolwiek w Internecie, a jeśli jest wystarczająco sławny/znany/wpływowy  i powtarza to w nieskończoność to stanie się to prawdą. Jak to mawiają w działach finansowych - Excel przyjmie wszystko… :-).

Skoro nie ma dobrej odpowiedzi, przyjrzyjmy się faktom. Na pierwszy ogień pójdzie instrukcja obsługi dla użytkowników… (może jest takowa, jednak nie udało mi się jej znaleźć). Jako użytkownik (a nie SEM’owiec) chciałem się dowiedzieć na jakiej zasadzie wyświetlane są Linki Sponsorowane ? Dlaczego się zmieniają? Dlaczego czasem są nad innymi wynikami ? Nie mogłem znaleźć takiej instrukcji, która wyjaśnia założenia Linków Sponsorowanych dla UŻYTKOWNIKA wyszukiwarki. Nie jest jasno napisane, że jest to reklama… a skoro wyróżniają te linki jedynie szary napis na podlewie to mogą się one mylić z wynikami organicznymi. Prywatny “field research”, na członkach rodziny, pokazał mi że nie wszyscy wiedzą, że są to reklamy. Bannery są natomiast łatwiej odróżnialne na portalach. (offtopicując … może warto aby bannery nie odcinały tak bardzo od powierzchni informacyjnych, może wtedy będą bardziej skuteczne).  Zatem: wyszukiwarka trochę tak mimochodem, serwuje reklamy… które nie wiadomo jak działają. Na portalu mamy tą samą stronę z newsami (wiadomo dlaczego pojawiają się takie a nie inne informacje) natomiast SERP wyszukiwarki jest swego rodzaju rankingiem - zatem reguły jego działania powinny być jasne. Wniosek - napis “Linki Sponsorowane” powinien być klikalny i precyzyjnie objaśniać zasady wyświetlania reklam.

Idźmy dalej. Z tego co wiem, superlatywy w kampanii AdWords należy udowadniać w odległości dwóch kliknięć od linku. Nie chcę denuncjować żadnej kampanii i poniższe slajdy mają charakter CZYSTO informacyjny. Wpiszmy “najlepszy kredyt” do Google. Jeżeli się nam poszczęści mamy taki oto rezultat:

najlepszy-kredyt

Trzeci i czwarty wpis ma dynamicznie wstawiony tytuł “Najlepszy Kredyt”. Spoglądając na stronę docelową dla wyniku trzeciego, nigdzie nie widzę oficjalnego potwierdzenia, że jest to najlepszy kredyt… a tak jak pisałem powyżej, użytkownicy nie znają zasad ustalania rankingu reklam/organica. Przypominam, że nie zawsze wiedzą, że mają do czynienia z reklamą.  Nie mają też pojęcia co to jest DKI, ale reagują wyższymi CTR’ami.  Jak widać Internauci działaj racjonalnie i maksymalizują Hipotezę 2 :-).

najlepszy-kredyt-strona-docelowa

Kolejny punkt… to sama konstrukcja AdWords. I sławetny długi ogon. Każdy praktyk wie, że słowa z długiego ogona często otrzymują komunikat - “fraza jest wpisywana zbyt rzadko”, i nie ma wyświetleń. Jeżeli chcemy objąć te słowa to musimy robić broad, który obejmuje synonimy. A na tym samym broadzie mamy konkurencję, więc biddy idą w górę a wyszukiwarka maksymalizuje RPSQ. Kolejny raz Hipoteza 2.  Hipoteza pierwsza, też występuje. Są one obie obecne w działaniach Google. Która dominuje ? Problem jest nierozwiązywalny, to fakt. Jednak pozwala na stwierdzenie, że nie wszystko co wychodzi z Mountain View musi być “krystalicznie czyste”, naprawiać świat i leczyć wszystkie choroby.

Patrząc na to z drugiej strony, korzystanie z Google.pl jest darmowe, więc nikt nas nie zmusza do korzystania. Sama wyszukiwarka jest świetna, więc korzystamy.  Zatem, na cały mój wywód można by powiedzieć… po co się czepiasz? Zatem, moja odpowiedź… ja się nie czepiam, jednak moim zdaniem żona Cezara powinna być poza wszelkim podejrzeniem.

wiecej | dodaj komentarz (4)

Damian Krawczyk
Wtorek, październik 27th, 2009 | Damian Krawczyk

Bing i SEO

Mówiąc o wyszukiwarce często, zamiennie, używam słowa Google. No cóż, monopol robi swoje i ma wpływ także na nasze słownictwo. Nie powinienem się zatem dziwić gdy otrzymuję feedback w postaci pytania: “a co z Bingiem?”.

Można tłumaczyć, że Google ma miażdżącą przewagę na naszym rynku, ale czy w ten sposób nie powiększamy jeszcze tej przewagi? Postanowiłem zatem niniejszy post poświęcić Bingowi i porównać go z jego dużym przeciwnikiem.
W swoich wskazówkach dla webmasterów Bing przedstawia techniki, które poprawiają indeksację strony oraz techniki, które stronie mogą zaszkodzić. Nie są one raczej bardzo szczegółowe, ale przedstawiają generalnie zasady jakimi powinni się kierować webmasterzy przy optymalizacji witryny dla wyszukiwarki. Można zauważyć, że wskazówki Binga nie różnią się wiele od wskazówek Google. Trudno dostrzec w sumie jakiekolwiek różnice. Patrząc na opis dotyczący stosowania keywordsów można zauważyć, że Bing nadal bierze pod uwagę (w odróżnieniu od Google) metatag keywords. Poza tym mowa jest o tym, o czym w kółko powtarza też Google - relewantność keywordsów do contentu.

bing_3
Odnośnie samego contentu i jego organizacji na stronie Bing wypowiada się tutaj. Ciekawe jest wyróżnienie dość wysoko informacji, by istotne frazy wstawiać w tagi <strong>. Autor wspomina o tym, że czynnik ten nie jest najistotniejszy, mimo wszystko poświęcenie temu całego akapitu, gdzie inne dotyczą duplicate content (w Bingu redundant content :) ) czy też unikania javascript lub Flasha jest zastanawiające.

Zgodnie z tym, o czym przeczytałem w wielu komentarzach, użytkownicy narzekają na szybkość indeksowania przez wyszukiwarkę Microsoftu. Postanowiłem zatem sprawdzić parę świeżo indeksowanych witryn w Google.  Nie zauważyłem jakiegoś gorszego indeksowania przez Bing. Mało tego, w większości, witryny są wyżej zaindeksowane na frazy kluczowe (choć to akurat wynika zapewne z mniejszej konkurencji).
Porównałem także jak indeksuje się strona flashowa i tutaj również lepiej wyglądają SERPy w Bingu. Jak wiemy obie wyszukiwarki pracują nad indeksowaniem tekstów flashowych. W moim małym teściku Bing na razie prowadzi :)
bing_vs_google
Patrząc na wskazówki dotyczące optymalizacji w Bingu można wnioskować, że nie trzeba pracować oddzielnie przy SEO dla Googla i przy SEO dla Binga. Czynności jakie będziemy wykonywać będą takie same dla obu wyszukiwarek. No cóż, Ameryki tym nie odkrywam, ale być może, pamiętając o tym wpisie, nie będę tak często zamiennie używał słów wyszukiwarka i Google :)

wiecej | brak komentarzy

Kamil Sztubecki
Piątek, czerwiec 19th, 2009 | Kamil Sztubecki

Coś o SEO

Coś o SEO

Uwaga, uwaga tego jeszcze nie było:

a) ja – Kamil Adwords Sztubecki – będę pisał o pozycjonowaniu

b) o tak późnej porze też jeszcze nie pisałem (jest 1 w nocy)

c) a już na pewno nie po 3 piwach

d) przy okazji będę bił rekord ilości czasu spędzonego przed komputerem w skali tygodnia (by the way – szkoda, że finały NBA się skończyły, przynajmniej wiedziałbym jak zagospodarować czas przed kompem między 3 a 5 rano)

Google - rulezzz

Ok., po przyjemnym wprowadzeniu przejdźmy do meritum. Dzięki wspaniałemu serwisowi – uwaga, uwaga (+fanfary) – FaceBookowi –odnowiłem kontakt z moim byłym szefem. Przeglądając sobie jego profil, natknąłem się na krótki komentarz „Post of this year so far” z linkiem do posta z popularnego, anglojęzycznego forum o SEO – WebMasterWorld. O czym był ten post – namaszczony przez mojego byłego pracodawcę jako „Post of this year”? – streszczenie poniżej:

Autor na wstępie refleksyjnie nawiązuje do starych, dobrych czasów, kiedy wszyscy SEO Menagerowie, WEB Masterzy, SEM Specjaliści, Pozycjonerzy, SEO Junior Menagers, Specjaliści ds. Promocji w Internecie, SEO Junior SEM Specialists, a także CEO SEO Directorzy byli tak życzliwi i dzielili się zdobytą wiedzą oraz zdobytymi doświadczeniami (kiedy to było?! – w polskim piekiełku chyba nigdy…)

Następnie przedstawia bardzo ciekawy przypadek dwóch równolegle wprowadzonych stron, które wchodziły na rynek mniej więcej w tym samym czasie, targetowały dwie różne strony działalności tej samej firmy/przedsiębiorstwa, jednakże były optymalizowane i pozycjonowane w różny sposób:

Strona 1:

- na jej potrzeby zakupiono zupełnie nową domenę, o brandowym brzmieniu – dajmy na to – rzeczdlaciebie.pl

- stworzono ok. 70 linkujących stron, które tematyką nawiązywały do sprzedawanej „rzeczy”, bez przesadnego wypełniania tekstów keywordami związanymi z tą „rzeczą”

- przeprowadzono typowe paid searchowe kampanie (autor wymienia m. in. Yahoo)

- stworzono stronę – darmowy SWL – który linkował (nie A-B-C-A tylko A=B) ze wszystkimi chętnymi, bez względu na kategorię i rodzaj tematyki strony

- zatrudniono na etacie 2 osoby, których jedynym zajęciem było przeszukiwanie Internetu w celu znalezienia relatywnych stron, które być może wymieniły by się linkiem (a nóż się uda…)

- 10 artykułów zamieszczono na darmowych preclach

- przy stałej kontroli Anchor Textów, liczba stron linkujących po 3 miesiącach wyniosła 7 151

Strona 2:

- zakupiono 3-letnią domenę, o nazwie: nowemetalowerzeczy.pl – będącej jednym z popularniejszych keywordów

- twórcy przez pół roku tworzyli średnio 3 unikalne strony linkujące dziennie, które tematyką nawiązywały do branży naszej firmy, miały naturalny content (wskazówki, porady itp.), po pół roku autorzy zredukowali liczbę tworzonych stron do 1-2 dziennie (unikalne teksty, zawierające się w przedziale 400 – 800 znaków)

- zamieścili 16 artykułów, linkujących do strony i opisujących przedsiębiorstwo, na takich serwisach informacyjnych jak PRWeb, PRNewswire czy Bussineswire

- na potrzeby SEO stworzyli bloga

- stworzyli kanał video z newsami branżowymi (w tej chwili są na nim 22 video)

- założyli firmowe konto na Twitterze

- stworzyli RSS i zaczęli spamować

- nie prowadzili żadnego link building, bazowali jedynie na naturalnych linkach (4 374 linki)

A teraz efekty:

Strona 1 – po 3 miesiącach zdystansowała całkiem mocną konkurencję, ruch na serwisie rośnie proporcjonalnie, przez ostatnich 6 miesięcy zarabiała średnio ponad 10 000 funciaków, aż w końcu została sprzedana przez autorów za niemałą sumkę (szkoda, że nie ma więcej szczegółów na temat pozycji w Google…).

Strona 2 – praktycznie nie zaistniała w wyszukiwarce, nawet na frazę: “nazwa domeny”, nie odnotowała przyrostu ruchu od samego początku, w najlepszym miesiącu zarobiła coś poniżej 3 000 funtów jednocześnie przynosząc straty za pierwszych 8 miesięcy jej funkcjonowania.

Wnioski:

Chyba każdy, kto choć trochę interesuje się tematem, jest w stanie samemu dojść do tej samej konkluzji…Jako podsumowanie dodam tylko, że Strona 1 stale notuje pozycje w Top 3 Google (wyżej nawet od stron z 10-letnimi domenami), a Strona 2 – bazująca na naturalnych linkach, praktycznie nigdy nie odbiła się od SEOwego dna…

Dla mnie bardzo ciekawe. Czy jest to wpis roku? – nie wiem, oceńcie sami. Mam tylko nadzieję, że nasze projekty (zainteresowani wiedzą o co chodzi;) ) czeka podobna ścieżka co Stronę 1. A prawdziwym zwycięzcą jest … FaceBook – nie pytajcie dlaczego.

Aha – jeszcze jedna rzecz – Michał – to dla Ciebie – hotelcalculator.com – dzięki za link do posta;)<–>

wiecej | brak komentarzy