acr.blog - noł bulszit » SEO

Posts Tagged ‘SEO’

Piątek, sierpień 13th, 2010 | Anna Herman

Kofeina i inne dragi

Wprowadzone przez Google ulepszenie infrastruktury indeksującej, znane powszechnie jako Google Caffeine, przyniosło nieco zamieszania w światku SEOwo- SEMowym, szczególnie… zanim Caffeine w ogóle wdrożono. Prorokowano zmierzch pozycjonowania, zupełnie nowy algorytm wyszukiwawczy, który wgniecie nas w ziemię, nadejście końca świata w trybie pilnym przyspieszonym i tak dalej. Tym czasem okazuje się, że zmiany są nie tyle rewolucyjne, co zauważalne, a przy okazji są użyteczne zarówno dla użytkownika, szukacza zwyczajnego, jak i dla wydawcy serwisu internetowego.

caffeine-catźródłó: littlehouseinthevalley.com

A dlaczego kofeina? Nie jest to wysublimowana metafora. Wyszukiwarka ma działać teraz jak pracownik działu SEO po wypiciu dużego espresso na pusty żołądek w poniedziałkowy poranek. Do tej pory wyniki wyszukiwania zwracane były przez Google z indeksu wyszukiwarki. Nigdy nie działo się to w czasie rzeczywistym, stąd dokumenty znajdujące się w SERPach niekoniecznie były pierwszej świeżości (choć, jak mawiał messer Woland, nie ma pierwszej i drugiej świeżości – świeżość jest tylko jedna).  Według oficjalnych informacji opublikowanych na blogu Google Polska, dzięki Kofeinie szybkość indeksowania przez googlebota dokumentów w sieci wzrasta o 50%. Zamiast pracowicie indeksować cały Internet, googlebot jednocześnie sprawdza wiele jego wycinków na raz, dostarczając użytkownikowi najbardziej aktualnych danych. Gra na cztery robocie ręce.
Warto przy okazji zauważyć, że obecnie Google umożliwia sortowanie wyników po dacie aktualizacji – służy do tego specjalna opcja na pasku po lewej stronie strony. Zaktualizowane dokumenty dodawane są od razu do indeksu. Kofeinowy silnik korzysta ze 100 milionów gigabajtów. Spróbujcie wyobrazić sobie 100 milionów gigabajtów. Kofeina wg informacji Google’a nie wpływa na algorytm wyszukiwania i działa globalnie – we wszystkich językach i regionach. Korzysta z niej każde data center.

Kto na tym korzysta?
Użytkownik. Dzięki przyspieszonej indeksacji otrzymuje najświeższe dane z witryn internetowych niemal natychmiast po ich publikacji. To jak codzienna gazeta prosto na wycieraczkę – z tym, że dostarczana kiedykolwiek, gdy masz ochotę zagwizdać na chłopca rozwożącego rowerkiem poranną prasę.
Wydawca. Jego treści znajdują się w sieci już nie dwa, trzy dni po zamieszczeniu ich na serwisie, ale „już”. Skoro każdy wydawca żąda zawsze wszystkiego na tak zwany ASAP („ a spróbuj azaliż później!”), to przyspieszone indeksowanie treści niejako idealnie wpasowuje się w jego potrzeby.
Pozycjoner. Pamiętasz, ile czasu spędziłeś na pingowaniu swoich stron, żeby wreszcie się zaindeksowały? Możesz odetchnąć. Pozwolę sobie przytoczyć rozmowę z pewnego forum: Pozycjoner 1- faktycznie, dzięki caffeine moja podstrona zaindeksowała się już w kilka godzin po jej publikacji!
Pozycjoner2- kilka godzin? Co zepsułeś??!
Jednak nie musi to znaczyć, że strona odwiedzana jest przez robota częściej, niż do tej pory. Raczej treści, jakie robot zczyta, będą szybciej serwowane użytkownikowi.
To jedna strona medalu. Nie da się ukryć, że nowy silnik, chociaż Caffeine nie jest aktualizacją algorytmu Google’a, nieco zmienia wyniki wyszukiwania. Tak, jakby z Universal Search mielibyśmy mało kłopotu. Stoję jednak na stanowisku, że wahnięcia w SERPach, z resztą niewielkie, nie są wielką ceną do zapłacenia za dobrą kawę. W końcu, jestem też użytkownikiem Internetu.
Oczywiście, istnieją ludzie, którzy piją piwo bezalkoholowe i kawę bez kofeiny.  I palą te elektroniczne papierosy.
Pytanie tylko: po co?

wiecej | brak komentarzy

Wtorek, sierpień 10th, 2010 | Anna Herman

Diablo vs. WordPress

Podstawowy ekwipunek bohatera - część pierwsza

inventory
źródło: Blizzard

Wordpress jest obecnie najpopularniejszą, najbardziej rozpowszechnioną i, zaryzykuję twierdzenie, bezdyskusyjnie najlepszą platformą blogową dostępną za darmo w sieci. Możliwości modyfikowania, personalizowania i ulepszania Wordpressa są ogromne, prawdopodobnie nie ma dnia, którego nie ujrzałyby światła dziennego nowa wtyczka, łatka, czy szablon.
Jest to system bardzo przyjazny zarówno blogerom, dzięki łatwemu w obsłudze interfejsowi, deweloperom - dzięki otwartemu API i pozycjonerom, z racji wielu udogodnień pomagających w optymalizacji serwisu.  Zastanawiam się nieraz, czy mogłabym pisać takie panegiryki za pieniądze? Czy to się nie nazywa Word-of-mouth Marketing? Spróbuję sił podczas jakiejś kampanii wyborczej… najlepiej swojej. A tymczasem, przyjrzyjmy się temu, co warto wrzucić do naszego folderu wp-content i aktywować po instalacji bloga, żeby zostać B(l)ogami SEO, rozprawiając się ostatecznie z Diabelską Konkurencją.

Układanie paczki wordpress’owego oprogramowania, które wgramy na serwer, może być oczywiście ze względu na nasze aktualne potrzeby (lub chwilowy kaprys). Trochę przypomina to kompletowanie ekwipunku w jakiejś grze RPG - lub w Diablo 2 (które definitywnie NIE jest grą RPG, ale jest jednym z niewielu przejawów ludzkiego geniuszu), który będzie różny zależnie od tego, czy gramy Nekromantą, Czarodziejką, czy Paladynem…

SEOwiec w poniedziałek rano

źródło: www.artspire.com

Ustalamy, że gramy SEOwcem - Zapleczowcem.  W naszym  Inventory nie powinno zatem zabraknąć porządnej zbroi, czyli wtyczki zawiadującej znacznikami meta i kwestiami seogólnymi.

Najpopularniejszą wtyczką, która swoją drogą została uznana przez Internautów najlepszą wtyczką pozycjonerską do Wordpress’a w roku 2007 (oczywiście ciągle aktualizowaną), jest All in One SEO. Poza możliwością manipulacji metatagami, All in One pozwala na:

- Oznaczenie treści jako kanonicznych
- Rewrite tytułów, kategorii, archiwów, pojedynczych postów itp. zgodnie ze schematem z kodeksu Wordpress’a.
- Dynamicznie generowanie słów kluczowych z zapytań użytkownika
- Automatyczne generowanie description
- Dodawanie dodatkowych nagłówków
- Prowadzenie dziennika błędów

W zastępstwie można z powodzeniem spróbować Greg’s High Performance SEO, który dodatkowo umożliwi nam wstawianie z automatu linków do postów, lub Ultimate SEO, wtyczki mającej bardzo podobne opcje do dwóch powyższych.

Mając zbroję, należy naszemu bohaterowi dać do ręki miecz. Oraz tarczę. Mieczem jest wtyczka SEO Smart Links, która za nas znajdzie w tekście frazy kluczowe i zamieni na linki do przypisanego wcześniej adresu URL. Pozwala na blokowanie linkowania z nagłówków, pojedynczych postów i kategorii, ustawienie maksymalnej liczby linków. Są zwolennicy i przeciwnicy robienia tego automatycznie - fakt faktem, takie rozwiązania nie pozwala na dokładną kontrolę naszych linków, natomiast jest szybkie. Pozostawiam to do rozważenia każdemu z osobna.

Na początkowych levelach warto posiadać także:

- Ask Apache - czyli starożytny artefakt służący do kontaktów z duchami naszych Indiańskich przodków, w praktyce pozwalający monitorować chociażby błędy 404 na serwisie
- 404 Monitor - jak wyżej
- Google XML Maps lub inna wtyczka służąca do tworzenia XML’owych map strony.
- Webmaster Tools Verification - albo coś w zastępstwie, co pomoże nam potwierdzić swoją wiarygodność jako właściciela witryny w Narzędziach dla Webmasterów.

Mamy podstawowe wyposażenie. Możemy udać się na poszukiwanie wysłanników piekieł i siać zniszczenie. W miarę zdobywania doświadczenia i osiągania coraz większych sukcesów w walce  samotnego wojownika będziemy zdobywać nowe umiejętności… Będą nam potrzebne także zupełnie nowe zbroje, przez najznamienitszych płatnerzy ze stali najszlachetniejszych wykute, oraz miecze tak ostre, że cięciem jednym korpus dać radę przepołowią…

Zaiste :-)

wiecej | dodaj komentarz (3)

Środa, lipiec 28th, 2010 | Anna Herman

Podejście pierwsze. Podejście projektowe. Bez paniki!

Nie jest mi wiadome, żeby cokolwiek w przyrodzie (przynajmniej tej internetowej dżungli) funkcjonowało dobrze w długofalowej perspektywie, pozbawione planu. Może poza znakomitym onegdaj serwisem demotywatory.pl.

Podstawą rozpoczęcia każdego projektu jest… projekt. Zaplanowanie wszystkich działań, określenie wykonawców i czasu, oraz (co chyba najważniejsze!) trzymanie się ustalonych wytycznych to fundament sukcesu. Jeżeli masz zamiar postawić zaplecze liczące docelowo kilka tysięcy domen, dobrze by było, żebyś poświęcił nieco swojego czasu najpierw na przemyślenie całej sprawy, a następnie złożenie tego w całość za pomocą kartki i ołówka, lub jakiegoś programu do projektowania graficznego procesów biznesowych, jak Microsoft Visio.

Przydatne są także programy do zarządzania projektami, które można bardzo często ściągnąć nawet za darmo, lub korzystać w chmurze – tu mogę polecić z czystym sumieniem WebCollab w najnowszej wersji 2.61, popularnym tego typu softem jest także dziecko giganta wyszukiwania, Google Wave. Z niezbędnych narzędzi wymieniłabym jeszcze sporo samozaparcia i ekspres do kawy (chociaż Douglas Adams* dodałby pewnie do tego zestawu ręcznik).

Takie przygotowanie pozwoli bez większego strachu zmierzyć się z naprawdę WIELKIM problemem zapleczem. Bez paniki!
W przypadku naszego projektu, podzieliliśmy sam proces powstawania zaplecza na pięć równoległych podprocesów, zachodzących na siebie w osi czasu. Pierwsza oś „TEKST” pokazuje podproces zdobywania, sprawdzania, a następnie publikacji tekstów, które będą stanowiły treść naszych zapleczowych witryn.

tekst1

Przykładowe wartości użyte na obrazku ilustrują czas pracy i oczekiwania, jaki jest potrzebny, żeby dany interwał się zakończył. Można to w zasadzie oznaczać w jakikolwiek sposób, niekoniecznie wyczytany w podręcznikach zarządzania – byleby działało. Oczywiście nie ukończyłam nigdy zarządzania i moje podejście nacechowane jest być może arogancką ignorancją, nie mniej jednak: jeśli działa, jest dobrze.

Następny wyszczególniony podetap to „SILNIK”, czyli wszystko to, co odpowiada za to, że strona jest widoczna i w pełni sprawna (poza kwestiami domen i hostingu, za które odpowiada kolejny podproces), czyli: przygotowanie paczek instalacyjnych oprogramowania, upload i instalacja takiej paczki na serwerze, sprawdzenie, czy gdzieś nie powstały jakieś błędy, oraz finalnie odpalenie witryny. Kiedy nasza strona została już dokładnie sprawdzona i działa bez zarzutu, możemy publikować teksty.

silnik1

Kolejnym podprocesem wchodzącym w skład całego projektu jest oś zatytułowana „Domeny/ Hosting”, czego chyba nie ma większego sensu tłumaczyć. Trzeba kupić, utworzyć konta, skonfigurować, zmienić DNSy, wypić kawę, sprawdzić, czy wszystko jest OK. i wypić kawę.

Bardzo ważny jest podproces zakładający analizę i kontrolę wykonanej przez nas pracy. Nie pamiętam, co na temat kontroli mówił w dowcipie z brodą towarzysz Stalin (a może to nie było w dowcipie?), ale moja mama zawsze mówiła „kochaj, ale sprawdź”. Jak widać, przyjęta przez nią metoda była słuszna, bo dziecię pracuje dziś w ACR/ K2Search i pisze oto te słowa, co niewątpliwie stanowi powód do dumy całej mojej rodziny. Kończąc dygresję: bez stałej analizy tego, co dzieje się z naszym zapleczem i usuwania na bieżąco usterek, które wyłapaliśmy dzięki stałemu monitorowaniu, cała reszta staje się wiele mniej warta, dużo bardziej kosztowna i rozwlekła w czasie.

20100728077

Wisienkę na torcie stanowi ostatni podproces, nazwany przez nas „LINKOWANIE I PARAMETRY GOOGLE’A”. Jeżeli w poprzednich podprocesach nic nie zostało pozostawione przypadkowi, to tutaj współczynnik pozostawienia czegokolwiek przypadkowi jest na solidnym minusie. W tym miejscu odeślę Was do poszukiwań tekstów o linkowaniu na naszym blogu – tam znajdziecie wszystko, co jest Wam potrzebne, żeby ułożyć to po swojemu. Pamiętajmy o wszystkich podstawowych zasadach, jakie wiążą się z tym zagadnieniem. Proponuję też postawić sobie samemu pytanie: po co robię to zaplecze? Czemu ma ono służyć? I nie chodzi mi o odpowiedź: „podniesieniu pozycji mojej strony w wyszukiwarce”. The truth is out there, jak głosił napis na plakacie przyklejonym do biurka Foxa Mouldera.

Przy okazji – wiecie, ile czasu trwa skopiowanie Wordpress’a 3.0 na serwer znajdujący się w USA? Długo, zdecydowanie zbyt długo. Decydując się na hosting w Stanach Zjednoczonych musisz liczyć się z tym, że czas uploadu zwiększysz sobie na własne życzenie o 30-40%.
Również średni czas pingu jest wysoki, to około 143 ms. Firmy hostingowe w Ameryce proponują naprawdę świetne rozwiązania klasy „Serwer dla SEOwca”, ale Ocean Atlantycki może stanowić tu dość zniechęcającą przeszkodę. Wiecie sami jak jest ze związkami na odległość.

* Douglas Adams – autor cyklu powieści „Autostopem przez Galaktykę”. Tamże sprawdź, o co chodzi z ręcznikiem i wielkim napisem „BEZ PANIKI”. Ewentualnie wpisz w Google.

Powyższy wpis nie powstałby, gdyby nie ciężka praca i wielkie zaangażowanie w projekt Marcina Kordowskiego.

wiecej | brak komentarzy

Kamila Tokarska
Środa, lipiec 21st, 2010 | Kamila Tokarska

Słowa i frazy kluczowe

W SEO dla początkujących maglujemy dziś słowa i frazy kluczowe.

Po co nam te słowa kluczowe?

Po pierwsze pomagają nam pamiętać, czym się zajmujemy zawodowo. I jak to się nazywa w języku zwykłych ludzi. Każdemu się zdarza zapomnieć.

Jeszcze trudniej jest zdać hardkorową wersję testu windy. Wyobraź sobie, że na wytłumaczenie z czego żyjesz i co możesz zaoferować, masz zaledwie słowo( lub kilka słów). Możesz patrzeć z wyższością na kogoś, kto ma kilkanaście sekund, aby przekonać szefa do swojego projektu, czyli tyle, ile potrzebuje winda w wieżowcu, aby zjechać do podziemnego parkingu, gdzie jego szansa zniknie w oparach diesla. On to ma dobrze. Kilkanaście sekund to kilkanaście słów. Ty z reguły masz tylko 1 lub 2.
Po drugie, słowa kluczowe sprawiają, że łatwo jest nas znaleźć. Słowa kluczowe to zapytania, których Internauta użyje, aby zaspokoić swoje potrzeby, czyli znaleźć naszą stronę i kupić nasze produkty. My sami użyjemy ich, żeby zbudować swoją witrynę, zoptymalizować treści i stworzyć kluczową treść na stronie.

Kiedy mamy już słowa kluczowe możemy je pakować do:

  • adresu naszej witryny (URL)
  • tagów strony (zwłaszcza jeśli chodzi o tytuł i description) oraz do nagłówków(H1-H6)
  • anchorów w linkach wewnątrz strony i linków przychodzących
  • artykułów i treści strony – ale o tym niżej!

Słowa kluczowe są też punktem wyjścia do projektowania nowych podstron i artykułów. Z tych słów i fraz możesz zbudować sukces twojej witryny i twojego biznesu.

nowy-obraz2

Skąd wziąć te słowa kluczowe?
Możesz zacząć z głowy.

Pomocny może być także brainstorming. Samemu lub w grupie zastanów się, jakich zapytań może użyć twój potencjalny klient , któremu potrzebny jest twój produkt (a przy okazji ty i twoja witryna).

Poszukiwanie słów kluczowych jest tu oparte na kliencie i jego potrzebach.

Uda się, jeśli będziesz kreatywny, poćwiczysz umiejętność budowania synonimów i skupisz się na słowach z długiego ogona.

Jeśli wstałeś zaspany i kreatywność nie jest dziś twoją mocną stroną, możesz pomyśleć szablonowo.
Przejdź przez:

  • Słowa brandowe – nazwa twojej firmy i produktu wraz ze wszystkimi wariacjami
  • Słowa, które opisują produkt, branżę i kategorię produktową, możesz poruszać się od szczegółu do ogółu a potem odwrotnie, czyli od słów generycznych do najbardziej szczegółowych. Nie zapomnij o frazach opisujących wyjątkowe właściwości, tym,  co cię odróżnia od konkurencji,  zastosowaniach, cechach, typach itp.
  • Słowa związane z konkurencją – może nie jest to jakoś super etyczne, żeby pozycjonować się na nazwę firmy sąsiada, ale nikt nie zabroni ci obejrzeć top 10 witryn w wynikach wyszukiwania, nacisnąć ctrl+U i sprawdzić w kodzie źródłowym, jakie słowa kluczowe wybrali ich twórcy.
  • Przymiotniki – pomyśl o wszystkich POZYTYWNYCH, które mogłyby opisywać twój produkt.
    Słowa, które mogą sprowadzić wartościowy ruch. Wiem, że łatwo powiedzieć, a trudniej naprawdę wykonać taką listę hitów, ale frazy typu „za darmo”, „najtańszy” raczej nie sprowadzą ci wartościowego ruchu, tylko stada sępów.
  • Lokalizacja – koniecznie napisz gdzie działasz. Jeżeli masz pizzerię na Skoroszach, to nie przyciągniesz zbyt wielu klientów spoza Warszawy, więc „pizza Ursus” to najdalej jak możesz sięgać.

Jeżeli wierzysz tylko w cuda techniki, możesz skorzystać z narzędzi propozycji słów kluczowych.

Najczęściej korzysta się z Google AdWords i Google Insight For Search.

A picture is worth a thousand words dlatego Google Wonder Wheel może niedługo dołączyć do tych podstawowych źródel.
Jeżeli pokłóciłeś się z Google to pozostaje ci wyjechać do Stanów, bo tam mają Wordtracker czy Yahoo, które dla ojczyzny polszczyzny nie mają niestety specjalnego zastosowania. Polecamy porównanie narzędzi słów kluczowych, ale nie jest ważne, jakiego narzędzia użyjesz.

Ważne, żeby były adekwatne, sformułowane w języku twojej grupy docelowej, odzwierciedlające ich sposób myślenia i wyszukiwania, oraz efektywne.

Nie zaszkodzi też wiedzieć jaki potencjał, czyli potencjalną szacunkową ilość wyszukiwań, ma dane słowo, gdyż pozwoli Ci to skupić się na tych, które dobrze rokują i nie tracić czasu na takie, których szuka 2 osoby na krzyż, na miesiąc.
Kiedy ustalisz już priorytety i masz frazy kluczowe, na które będziesz się pozycjonować to usiądź i napisz artykuł na dany temat. Fajnie by było móc pozycjonować się na słowa, które na witrynie nie występują, ale z reguły udaje się to tylko Google bomberom, którzy twierdzą, że twój ulubiony polityk to kretyn.

Zwyczajnym SEOwcom pozostaje tworzenie zoptymalizowanej treści, tudzież redagowanie starej.
Czyli jak zwykle dzisiejszy odcinek sponsoruje Bierz-Się-Do-Roboty Karma.

wiecej | brak komentarzy

Kamila Tokarska
Środa, lipiec 14th, 2010 | Kamila Tokarska

Wyszukiwanie i ROPO, czyli wyszukiwarki dla początkujących cz. 2

Dzisiaj znowu to samo. Zajmiemy się wyszukiwarkami, a dokładniej wyszukiwaniami.

Zapytania informacyjne
Wpisujemy w wyszukiwarkę słowa kluczowe, żeby znaleźć konkretne informacje, definicje, artykuły czy klipy, ale nie koniecznie na konkretnych stronach. Szukamy odpowiedzi na pytanie, ale nie interesuje nas z jakiego źródła będzie ona pochodzić.

Z reguły wyników pojawia się całe mnóstwo, ale Internauta przegląda tylko te, które będą najwyżej, bo temat interesuje nas raczej na ogólnym poziomie. Słowami kluczowymi są pojęcia, nazwiska, nazwy firm. Często używamy tu codziennego języka, czy formułujemy bardzo uprzejme zapytania do maszyny typu: Jak (żyć)? Co to…? Gdzie…?
Zapytania nawigacyjne
Takie kwerendy (znaczy się zapytania) wpisujemy, gdyż szukamy konkretnej witryny czy pliku, bo wiemy, lub mamy nadzieje, że taka strona/obiekt istnieje, ale nie znamy dokładnego adresu.
Chcemy tu znaleźć stronę naszej ulubionej restauracji, obejrzeć profil na Facebooku kolegi z pracy, czy znaleźć czyjeś zdjęcie, żeby zobaczyć jak wygląda. Typem kwerendy nawigacyjnej jest też zapytanie o własną głowę, czyli ulubione wyszukiwanie osób typu ja, które nigdy nie są pewne, jaki był dokładny adres witryny i do tego mylą okienko wyszukiwarki z okienkiem przeglądarki.
Zapytania transakcyjne
Wpisujemy je, bo chcemy coś kupić, ściągnąć, ukraść z sieci czy wykonać jeszcze bardziej podejrzaną akcję. W zależności od produktu jesteśmy w stanie obejrzeć więcej stron, niż tylko te top 10, zwłaszcza jeżeli po kursie SEO wiemy już jak „obiektywne” są najlepsze wyniki w konkurencyjnych kategoriach.

Częściej używamy słów kluczowych z długiego ogona, które są dłuższe niż zwykłe zapytania informacyjne.

nowy-obraz1

Zapytania decyzyjne
Pytamy, bo potrzebujemy, aby wielki Google pomógł nam podjąć decyzje na temat tego, jakie buty kupić, gdzie pojechać na wakacje i kiedy, co robić wieczorem i jak żyć.
Zapytania decyzyjne wpisują się często w trend ROPO (Research Online Purchase Offline). Znaczy się spędzamy pół dnia w pracy w necie, a potem i tak idziemy kupić do tradycyjnego sklepu. Czas ten nie idzie jednak na marne, oglądamy różne modele, czytamy opinie innych użytkowników, porównujemy ceny, szukamy punktów sprzedaży najbliżej naszego domu.
Jeżeli prowadzisz biznes, to powinno cię to zainteresować, bo Internet jest drugim w kolejności źródłem informacji, a kosztuje taniej niż zatrudnianie miłego pana w sklepie, który jest numerem 1. Sprawia też, że ludzie podejmują decyzję o zakupie i ruszają tyłek do twojego sklepu.
Google wraz z TNS OBOP i Pentor RI badał ROPO w Retailu (AGD/RTV), turystyce (słońce/plaża) i bankowości (BZ WBK).

Oczywiście i tak 75% zapytań wymaga dopytań, a wyszukiwarka nie odczyta sama naszych intencji, ale decyzje zakupowe napędzane są obecnie przez porównywarki cenowe, strony produktowe, oraz fora internetowe. 65% Polaków decyduje gdzie pojechać (i w ogóle co kupić) oglądając oferty w Internecie. OBOP ustalił też, że osoby dla których źródłem informacji o produkcie był Internet, statystycznie wydały na zakup sprzętu (np. AGD/RTV) więcej.

wiecej | brak komentarzy