acr.blog - noł bulszit » projekty

Posts Tagged ‘projekty’

Środa, lipiec 28th, 2010 | Anna Herman

Podejście pierwsze. Podejście projektowe. Bez paniki!

Nie jest mi wiadome, żeby cokolwiek w przyrodzie (przynajmniej tej internetowej dżungli) funkcjonowało dobrze w długofalowej perspektywie, pozbawione planu. Może poza znakomitym onegdaj serwisem demotywatory.pl.

Podstawą rozpoczęcia każdego projektu jest… projekt. Zaplanowanie wszystkich działań, określenie wykonawców i czasu, oraz (co chyba najważniejsze!) trzymanie się ustalonych wytycznych to fundament sukcesu. Jeżeli masz zamiar postawić zaplecze liczące docelowo kilka tysięcy domen, dobrze by było, żebyś poświęcił nieco swojego czasu najpierw na przemyślenie całej sprawy, a następnie złożenie tego w całość za pomocą kartki i ołówka, lub jakiegoś programu do projektowania graficznego procesów biznesowych, jak Microsoft Visio.

Przydatne są także programy do zarządzania projektami, które można bardzo często ściągnąć nawet za darmo, lub korzystać w chmurze – tu mogę polecić z czystym sumieniem WebCollab w najnowszej wersji 2.61, popularnym tego typu softem jest także dziecko giganta wyszukiwania, Google Wave. Z niezbędnych narzędzi wymieniłabym jeszcze sporo samozaparcia i ekspres do kawy (chociaż Douglas Adams* dodałby pewnie do tego zestawu ręcznik).

Takie przygotowanie pozwoli bez większego strachu zmierzyć się z naprawdę WIELKIM problemem zapleczem. Bez paniki!
W przypadku naszego projektu, podzieliliśmy sam proces powstawania zaplecza na pięć równoległych podprocesów, zachodzących na siebie w osi czasu. Pierwsza oś „TEKST” pokazuje podproces zdobywania, sprawdzania, a następnie publikacji tekstów, które będą stanowiły treść naszych zapleczowych witryn.

tekst1

Przykładowe wartości użyte na obrazku ilustrują czas pracy i oczekiwania, jaki jest potrzebny, żeby dany interwał się zakończył. Można to w zasadzie oznaczać w jakikolwiek sposób, niekoniecznie wyczytany w podręcznikach zarządzania – byleby działało. Oczywiście nie ukończyłam nigdy zarządzania i moje podejście nacechowane jest być może arogancką ignorancją, nie mniej jednak: jeśli działa, jest dobrze.

Następny wyszczególniony podetap to „SILNIK”, czyli wszystko to, co odpowiada za to, że strona jest widoczna i w pełni sprawna (poza kwestiami domen i hostingu, za które odpowiada kolejny podproces), czyli: przygotowanie paczek instalacyjnych oprogramowania, upload i instalacja takiej paczki na serwerze, sprawdzenie, czy gdzieś nie powstały jakieś błędy, oraz finalnie odpalenie witryny. Kiedy nasza strona została już dokładnie sprawdzona i działa bez zarzutu, możemy publikować teksty.

silnik1

Kolejnym podprocesem wchodzącym w skład całego projektu jest oś zatytułowana „Domeny/ Hosting”, czego chyba nie ma większego sensu tłumaczyć. Trzeba kupić, utworzyć konta, skonfigurować, zmienić DNSy, wypić kawę, sprawdzić, czy wszystko jest OK. i wypić kawę.

Bardzo ważny jest podproces zakładający analizę i kontrolę wykonanej przez nas pracy. Nie pamiętam, co na temat kontroli mówił w dowcipie z brodą towarzysz Stalin (a może to nie było w dowcipie?), ale moja mama zawsze mówiła „kochaj, ale sprawdź”. Jak widać, przyjęta przez nią metoda była słuszna, bo dziecię pracuje dziś w ACR/ K2Search i pisze oto te słowa, co niewątpliwie stanowi powód do dumy całej mojej rodziny. Kończąc dygresję: bez stałej analizy tego, co dzieje się z naszym zapleczem i usuwania na bieżąco usterek, które wyłapaliśmy dzięki stałemu monitorowaniu, cała reszta staje się wiele mniej warta, dużo bardziej kosztowna i rozwlekła w czasie.

20100728077

Wisienkę na torcie stanowi ostatni podproces, nazwany przez nas „LINKOWANIE I PARAMETRY GOOGLE’A”. Jeżeli w poprzednich podprocesach nic nie zostało pozostawione przypadkowi, to tutaj współczynnik pozostawienia czegokolwiek przypadkowi jest na solidnym minusie. W tym miejscu odeślę Was do poszukiwań tekstów o linkowaniu na naszym blogu – tam znajdziecie wszystko, co jest Wam potrzebne, żeby ułożyć to po swojemu. Pamiętajmy o wszystkich podstawowych zasadach, jakie wiążą się z tym zagadnieniem. Proponuję też postawić sobie samemu pytanie: po co robię to zaplecze? Czemu ma ono służyć? I nie chodzi mi o odpowiedź: „podniesieniu pozycji mojej strony w wyszukiwarce”. The truth is out there, jak głosił napis na plakacie przyklejonym do biurka Foxa Mouldera.

Przy okazji – wiecie, ile czasu trwa skopiowanie Wordpress’a 3.0 na serwer znajdujący się w USA? Długo, zdecydowanie zbyt długo. Decydując się na hosting w Stanach Zjednoczonych musisz liczyć się z tym, że czas uploadu zwiększysz sobie na własne życzenie o 30-40%.
Również średni czas pingu jest wysoki, to około 143 ms. Firmy hostingowe w Ameryce proponują naprawdę świetne rozwiązania klasy „Serwer dla SEOwca”, ale Ocean Atlantycki może stanowić tu dość zniechęcającą przeszkodę. Wiecie sami jak jest ze związkami na odległość.

* Douglas Adams – autor cyklu powieści „Autostopem przez Galaktykę”. Tamże sprawdź, o co chodzi z ręcznikiem i wielkim napisem „BEZ PANIKI”. Ewentualnie wpisz w Google.

Powyższy wpis nie powstałby, gdyby nie ciężka praca i wielkie zaangażowanie w projekt Marcina Kordowskiego.

wiecej | brak komentarzy

Marcin
Piątek, maj 21st, 2010 | Marcin

Projekty internetowe


Zastanawiałem się ostatnio. To dość ważne, aby w otaczającym nas pędzie znaleźć chwilę na przemyślenia. Bo inaczej będziemy cały czas bezmyślnie młotkować otaczającą nas bieżączkę. To moje zastanawianie nie było jakoś ustrukturyzowane w formie a obracało się wokół projektów internetowych. Widziałem ich kilka w swoim życiu. Mogę je podzielić na dwa typy - takie, które odniosły sukces oraz takie… które ładnie wyglądały na prezentacji PowerPoint przed decydentami (dla nowych w branży, słowo porażka winno być wykreślone z waszego słownika). W ostatnim zdaniu zawarte było sporo jadowitej ironii. Zatem reasumując mamy sukcesy i (tak, tak) porażki. Podręcznika pt. “jak spektakularnie zniszczyć projekt internetowy” nie zamierzam pisać… brakuje mi kreatywności.

Zastanówmy się jednak nad projektami, które w naturze nie występują. W biologii mamy łatwiej, bo ojciec jest tylko jeden. Jeżeli mówimy jednak o sukcesie mamy istny gwałt zbiorowy… bo sukces ma wielu ojców. Nie zastanawiałem się jednak nad brakiem funkcjonalności natury ale nad tym jak ten sukces osiągnąć.

Wyszło mi coś takiego (osoby poniżej osiemnastego roku życia, wrażliwe proszę o zamknięcie oczu i nie podglądanie):

młotkowanie + pierdolnięcie

Wiedziałem, że podglądacie… Nie jestem jednak pierwszą osobą używającą przekleństw publicznie.

Nie równam się broń Boże z John’em Clease’em, chodzi mi jedynie o to, że czasem pewne słowa najlepiej opisują pewne zjawiska. Jednak aby ten wpis nie przemienił się w stek przekleństw od tego momentu będę stosował formę pier*******.

Wróćmy jednak do tematu. Przyglądając się (w praktyce, nie na papierze) jak tworzone są projekty internetowe, zauważyłem, że te które wypalają są młotkowane. Dlaczego ? Jeżeli przyjrzymy się temu jak działa serwis internetowy, jak bardzo interdyscyplinarna wiedza wymagana jest do jego tworzenia, jak unikalne są to dzieła, to wychodzi nam sztuka połączona z technologią kosmiczną. Unikalne dzieło (mniej lub bardziej) wymagające zaawansowanej techniki, widzieliście to gdzieś indziej poza NASA i grami komputerowymi ? Wymagane jest nieustanne rzeźbienie i poprawki. Gdyby Da Vinci chciał pracować w branży interaktywnej nie skończyłby Giocondy do dziś :-).

Ujmując młotkowanie w ramy praktyczne. Projekt internetowy i jego rozwój to tak naprawdę setki drobnych projekcików. Przykład: wpięcie kodów Analytics, stworzenie formularzy, modyfikacja formularzy, analiza ruchu, optymalizacja pod kątem wyszukiwarek, poprawki w menu, pisanie treści, tworzenie innych treści, social media w miliardzie serwisów, poprawki layoutu, poprawki wyświetlania galerii, a to nie działa hosting, a to strona 404 jest zła, to znów zlicza się nam coś podwójnie aaaaaaaaaa…

istock_000001768667xsmall

Cały czas trzeba przy projekcie dłubać. A i to nie zawsze zdaje egzamin. Nasuwa się kolejne pytanie dlaczego ? Cytując jednego z kolegów…

… bo w życiu nie warto być tylko robotnikiem i cały czas młotkować, lepiej być majstrem przyjść raz i wiedzieć gdzie p********* …

… nasza formuła jest już znana i objaśniona. Zatem wracajcie do dłubania przy projektach, ale nie zapominajcie, że czasem trzeba zatrzymać się i pomyśleć. Czego wam i sobie życzę.

wiecej | dodaj komentarz (3)