Projekty internetowe
młotkowanieprojekty
Zastanawiałem się ostatnio. To dość ważne, aby w otaczającym nas pędzie znaleźć chwilę na przemyślenia. Bo inaczej będziemy cały czas bezmyślnie młotkować otaczającą nas bieżączkę. To moje zastanawianie nie było jakoś ustrukturyzowane w formie a obracało się wokół projektów internetowych. Widziałem ich kilka w swoim życiu. Mogę je podzielić na dwa typy - takie, które odniosły sukces oraz takie… które ładnie wyglądały na prezentacji PowerPoint przed decydentami (dla nowych w branży, słowo porażka winno być wykreślone z waszego słownika). W ostatnim zdaniu zawarte było sporo jadowitej ironii. Zatem reasumując mamy sukcesy i (tak, tak) porażki. Podręcznika pt. “jak spektakularnie zniszczyć projekt internetowy” nie zamierzam pisać… brakuje mi kreatywności.
Zastanówmy się jednak nad projektami, które w naturze nie występują. W biologii mamy łatwiej, bo ojciec jest tylko jeden. Jeżeli mówimy jednak o sukcesie mamy istny gwałt zbiorowy… bo sukces ma wielu ojców. Nie zastanawiałem się jednak nad brakiem funkcjonalności natury ale nad tym jak ten sukces osiągnąć.
Wyszło mi coś takiego (osoby poniżej osiemnastego roku życia, wrażliwe proszę o zamknięcie oczu i nie podglądanie):
młotkowanie + pierdolnięcie
Wiedziałem, że podglądacie… Nie jestem jednak pierwszą osobą używającą przekleństw publicznie.
Nie równam się broń Boże z John’em Clease’em, chodzi mi jedynie o to, że czasem pewne słowa najlepiej opisują pewne zjawiska. Jednak aby ten wpis nie przemienił się w stek przekleństw od tego momentu będę stosował formę pier*******.
Wróćmy jednak do tematu. Przyglądając się (w praktyce, nie na papierze) jak tworzone są projekty internetowe, zauważyłem, że te które wypalają są młotkowane. Dlaczego ? Jeżeli przyjrzymy się temu jak działa serwis internetowy, jak bardzo interdyscyplinarna wiedza wymagana jest do jego tworzenia, jak unikalne są to dzieła, to wychodzi nam sztuka połączona z technologią kosmiczną. Unikalne dzieło (mniej lub bardziej) wymagające zaawansowanej techniki, widzieliście to gdzieś indziej poza NASA i grami komputerowymi ? Wymagane jest nieustanne rzeźbienie i poprawki. Gdyby Da Vinci chciał pracować w branży interaktywnej nie skończyłby Giocondy do dziś :-).
Ujmując młotkowanie w ramy praktyczne. Projekt internetowy i jego rozwój to tak naprawdę setki drobnych projekcików. Przykład: wpięcie kodów Analytics, stworzenie formularzy, modyfikacja formularzy, analiza ruchu, optymalizacja pod kątem wyszukiwarek, poprawki w menu, pisanie treści, tworzenie innych treści, social media w miliardzie serwisów, poprawki layoutu, poprawki wyświetlania galerii, a to nie działa hosting, a to strona 404 jest zła, to znów zlicza się nam coś podwójnie aaaaaaaaaa…
Cały czas trzeba przy projekcie dłubać. A i to nie zawsze zdaje egzamin. Nasuwa się kolejne pytanie dlaczego ? Cytując jednego z kolegów…
… bo w życiu nie warto być tylko robotnikiem i cały czas młotkować, lepiej być majstrem przyjść raz i wiedzieć gdzie p********* …
… nasza formuła jest już znana i objaśniona. Zatem wracajcie do dłubania przy projektach, ale nie zapominajcie, że czasem trzeba zatrzymać się i pomyśleć. Czego wam i sobie życzę.
