Negatywnego zjawiska “duplicate content” można uniknąć poprzez zastosowanie stałego przekierowania 301 lub też zastosowania polecenia link canonical. O ile przy przekierowaniach w ramach tej samej domeny sprawa wydaje się klarowna, o tyle w przypadku przekierowania dla dwóch różnych domen występuje pewna rozbieżność. Przekierowanie 301 dla dwóch różnych domen daje pożądany rezultat w kontekście SEO. Czy to samo tyczy się kanonizacji domen?
Nie dysponuję na tyle jasnym wynikiem doświadczeń w tej mierze, by móc stwierdzić, że także canonical przynosi pożądany skutek.
Sięgnąłem do źródła, czyli do supportu Google. Zgodnie z treścią jednej ze stron supportu Googla:
“…Ponadto tę metodę [rel="canonical"] należy stosować tylko [!] w przypadku adresów URL znajdujących się w tej samej domenie co wersja kanoniczna.”
Czarno na białym, czy też białe na czarnym - canonical nie możemy stosować dla różnych domen.
Ale…
Jeśli poszukamy dalej na stronach supportu Googla docieramy do takiej informacji:
“Czy atrybut rel=”canonical” może być wykorzystany do sugerowania kanonicznego adresu URL w całkiem innej domenie?
Istnieją sytuacje, w których proste skonfigurowanie przekierowań nie jest możliwe. Może się tak zdarzyć, gdy konieczne jest przeprowadzenie migracji do nowej nazwy domeny przy użyciu serwera internetowego, który nie może tworzyć przekierowań po stronie serwera. W takim przypadku można użyć elementu link rel="canonical" w celu określenia dokładnego adresu URL preferowanej domeny do zaindeksowania. Mimo iż element link rel="canonical" jest traktowany raczej jako wskazówka, a nie bezwzględna dyrektywa, tam gdzie jest to możliwe, staramy się postępować zgodnie z nim.”
Wyraźnie zatem widać pewien rozdźwięk. Przychylałbym się raczej ku drugiej informacji. Canonical nie będzie traktowany jako przymus dla robota, a raczej znak dany od … no prawie Boga, bo webmastera.
Jeśli macie jakieś własne doświadczenia to piszcie o nich śmiało.
Czy LP służące do zbierania danych kontaktowych musi wyglądać tak, tak, albo tak?
Nie.
LP może działać z zaskoczenia, tak jak LP w kampanii nowej oferty netii. Spójrzcie tu.
Genialny copywriting, dodatkowo dobrze odegrany przez Tomasza Kota rzuca się na pierwszy plan, ale nie o tym miało być.
Spójrzmy nieco niżej - uwagę przykuwa napis STWÓRZ NOWEGO ZAWODNIKA. Po kliknięciu, nie dość że mamy super zabawę z ubieraniem Pana, to można mu nadać nick, osobowość w postaci zainteresowań, a także swój numer telefonu :). Formularz kontaktowy umieszczony w tak rozrywkowym kontekście już nie jest zwykłym formularzem, ale częścią zabawy. (Nie lubię call center, ale ta kampania napawa mnie taką radością, że mam ochotę porozmawiać z ludźmi, którzy biorą udział w tej kampanii po stronie CC Klienta.)
Dodatkowo mamy pozostający na każdej podstronie żółty przycisk WSPIERAJ NASZĄ LIGĘ. Kto by go nie kliknął? Któż nie chciałby wesprzeć naszej ligii przed EURO 2012? Nie ma takich. Klikamy więc i przenosimy się do formularza zmówienia, w którym można kupić netię. Sam formularz nie jest już taki fajny, bo trzeba podać m.in: Nr Ewidencyjny TP. Właśnie leżę w łóżku z komputerem w pościeli. Jak myślicie, czy chciało mi się wstać, żeby sięgnąć po fakturę, żeby sprawdzić mój numer ewidencyjny…?
Łamanie schematów jest dobre. Zaskoczenie jest dobre. LP do zbierania danych nie musi być sztampą. Testujmy więc! Bądźmy zapamiętani jako oryginalni schematołamacze, a marka niech rośnie z nami (chciałoby się napisać, rośnij Kliencie duży okrąglutki ;))
Ponad rok temu (takie rozpoczęcie wpisu dodaje autorytetu :-)) pisałem relację z SES. W pierwszym z punktów opisywałem wystąpienie przedstawiciela ASK.com. Wykład był zajmujący, a jedno ze stwierdzeń stało się zaczynem dla tego wpisu. Pan Mascaraque odkrył przed słuchaczami jak działa wyszukiwarka. Nie i nie chodzi tutaj, o magię algorytmów ani o super pomysł jak się pozycjonować. Pokazał on spojrzenie z zupełnie innej strony - opisał model biznesowy. Tyle wstępu przejdźmy do konkretów:
Przychód wyszukiwarki = liczba zapytań X przychód z zapytania
(Search Queries, SQ) X (Revenue Per Search, RPS)
Model biznesowy
Iloczyny mają to do siebie, że by zwiększyć jego wynik należy maksymalizować każdy z czynników. W dzisiejszym wpisie zajmiemy się prawą częścią iloczynu (RPS), na przykładzie największego gracza na Polskim rynku wyszukiwarek. Oczywiście na wstępie warto dać disclaimer, że przedstawione poniżej tezy są jedynie luźnymi przemyśleniami.
Wejdźmy w buty wyszukiwarki. Mamy użytkowników, mamy powierzchnię reklamową. Jak każdy wydawca (firma), chcemy zwiększyć do maksimum przychód z naszego stanu posiadania - zwiększyć SQ. Zatem z jednej strony chcemy maksymalizować częstość używania naszego produktu. Jednak w momencie, gdy ma się ponad 95% rynku, zadanie jakie stoi przed nami można porównać do próby zdobywania Mt. Everest, bez tlenu, zimą… niby jest to możliwe, ale eufemistycznie mówiąc niełatwe.
Maksymalizacja RPS
Z drugiej strony, chcielibyśmy (o ile jest to możliwe) wyselekcjonować grupy użytkowników, którzy będą nam płacić więcej - zwiększać średnie RPS. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku “normalnej” produkcji, gdy sprzedajemy coraz więcej, zwykle musimy obniżać ceny. W przypadku wyszukiwarek jest inaczej (sic!?). Każda grupa fraz (opony, pożyczki, aparaty, wycieczki) tworzy osobny rynek, gdzie nasi partnerzy konkurują ze sobą o nasz produkt. Wychodząc naprzeciw partnerom (co uważam za bardzo dobre) i dajemy im możliwość aukcji. To (aukcja) jak każdy kij ma dwa końce - jeżeli konkurencja jest duża to istnieje ryzyko, że część graczy przepłaci. Jeżeli konkurencja jest nieduża (np. tylko jeden gracz) to cena może być niższa od naszych kosztów.
Crowding
Zatem mamy taką sytuację, gdzie jeżeli mamy duży tłum (opony ? OFE ?) to czerpiemy stamtąd ponadprzeciętne zyski. To jest ok. Pamiętajmy jednak, że istnieje coś takiego jak długi ogon. Zatem ludzie nie wpisują jedynie fraz ogólnych, ale używają fraz dłuższych, bardziej skomplikowanych. Dzięki dopasowaniu dokładnemu i dowolnemu doborowi słów, reklamodawca mógłby chcieć się reklamować na wybrane, precyzyjne frazy. Weźmy na przykład: “jan brzechwa akademia”. Fraza dość specyficzna, jednak znam bardziej złożone. Google jednak nie pozwala się na świecenie… pisząc, że fraza jest zbyt rzadko wyszukiwana. Jak dla mnie ok, mogę poczekać, mam czas. Jako np. sprzedawca mogę mieć w ofercie jedynie “Akademię Pana Kleksa” i żadnych innych tytułów tego autora.
Zatem dlaczego Google nie chce mnie wyświetlać ? Że niby użytkownikom nie spodoba się moja reklama - jak mogą to wiedzieć, skoro mnie nie przetestowali ? Jako reklamodawca bardzo chciałbym być widoczny na tą frazę. Mało tego, zapewne nie spotkałbym tam konkurencji, więc moja stawka w aukcji byłaby jedyną. Co mam jednak zrobić, gdy zależy mi na wyświetlaniu ? Muszę wejść we frazę bardziej ogólną… czyli na przykład “jan brzechwa”, gdzie jak się już domyślacie spotkam konkurencję.
Kiedy już zgromadzimy reklamodawców w jednym miejscu możemy pobawić się w optymalizację RPS.
QS a RPS
Teraz przyjrzyjmy się systemowi Google. Zastanówmy się chwilę nad działaniem parametru Quality Score. Z oficjalnych informacji wynika, że ten parametr powiązany jest z CTR’em (jako jednym z parametrów, załóżmy, że jest on główny - taka moja teza, niech ktoś mnie poprawi jeżeli się mylę). Uprośćmy dla naszego rozumowania (tak wiem, jest to błędne), że QS = CTR. Ze strony użytkowników sygnał mówiący o wysokiej klikalności nie zawsze musi oznaczać, że reklama jest dla nich dobra, może na przykład pokazywać, że tekst reklamy jest lepiej napisany.
Rozważmy teraz dwa scenariusze, gdzie mamy maksymalizować średnie RPS, zakładamy że reklamy walczą o tą samą pozycję:
a. CPC = 2 CTR = 2%
b. CPC = 1 CTR = 5%
Załóżmy próbę tysiąca wyświetleń:
a. 1000 x 2% x 2 = 20 x 2 = 40
b. 1000 x 5% x 1 = 50 x 1 = 50
Która reklama z punktu widzenia wyszukiwarki, powinna być wyświetlana … ? Proste.
Pójdźmy trochę dalej. Bowiem QS nie jest jedynym parametrem, który służy maksymalizacji RPS. Dodajmy do naszego eksperymentu “First Page Bid” czyli minimalna stawkę CPC dla pierwszej strony. Tutaj mamy do czynienia z dwoma graczami. Przyjmijmy założenie dla wyszukiwarki, że RPS (z tysiąca zapytań) to 20.
a. CPC = 0,7 CTR = 2,2%
b. CPC = 1 CTR = 2 %
daje nam to:
a. 1000 x 2,2% x 0,7 = 15,4 (zbyt mało!)
b. 1000 x 2% x 1 = = 20 (ok)
Co robimy ? Dajemy graczowi A, komunikat, że wymagane jest by zwiększył stawkę do 1. Zatem mamy sytuację:
a. 1000 x 2,2% x 1= 22 (ok)
b. 1000 x 2% x 1 = = 20 (ok)
Uważny czytelnik, w tym momencie zapyta, po co był nam gracz B w naszej analizie. Już tłumaczę. Podniesienie minimalnej stawki dla gracza A, zmienia dość mocno sytuację. Z punku widzenia wyszukiwarki optymalizujemy swoje przychody i po pierwsze gracz A nie przynosi nam strat. Po drugie zaakceptował wyższy poziom kosztów, co prowadzi do sytuacji, że przynosi nam więcej przychodów niż B. Zatem warto wyświetlać go wyżej… Gracz B, po pewnym czasie zauważy spadek pozycji i jednym z jego posunięć może być zwiększenie swojej stawki CPC. Taki mały efekt mnożnikowy (albo bidding war, jak kto woli).
W tym momencie nie wyobrażam sobie Internetu bez Google: YT, Picasa, Gmail itp. Strategia “Giganta” jest prosta, udostępniać jak najwięcej narzędzi, treści za darmo aby jeszcze więcej pozyskać rynku. Pewnie niektórzy z Was zastanawiali się nad celem Google. Poniżej film, który wyjaśnia to wszystko. Oczywiście to jeden z wielu punktów widzenia, z którym może nie do końca w całości zgadzam się, ale przyznacie, że coś w tym jest.
Na wyborcza.biz pojawił się artykuł o zarobkach wyszukiwarki Google (nie mylić z przeglądarką!). Wychodzi, że Google zarabia prawie milion zł dziennie. Całkiem nieźle.
Spójrzmy na podział tortu reklamowego na krajowym podwórku
- wyszukiwarka Google to 28% rynku reklamy internetowej w Polsce
- w Wlk. Brytanii wyszukiwarki mają ponad 60 proc. rynku e-reklamy, w USA - ok. 50 proc.
- Google ma w Polsce ma ok. 98 proc. rynku. Pozostałe 2% należą do Microsoft i Netsprint.
Udział wyszukiwarek(ki) rośnie z roku na rok. Pytanie dlaczego tak wolno? Nie można wszystkiego zrzucić na kark niskiej świadomości klientów. Ile można być nieświadomym… Może warto spojrzeć na agencje / domy mediowe lub inne podmioty, które prowadzą kampanie SEM.
- czy wiedza i doświadczenie ludzi z branży SEM pozwalają na przejęcie ciężaru i odpowiedzialności za wydatki rzędu 50-60% budżetu online?
- czy branża SEM w Polsce dysponuje narzędziami (lub umiejętnościami posługiwania się narzędziami!), które pozwolą na świadczenie wysokiej jakości usług?
Na 2 pytania odpowiadam NIE. I dlatego jeszcze trochę potrwa zanim wyszukiwarka Google osiągnie w Polsce pułap 40-50%.