Kofeina i inne dragi
googlegoogle caffeinekofeinaSEOserp
Wprowadzone przez Google ulepszenie infrastruktury indeksującej, znane powszechnie jako Google Caffeine, przyniosło nieco zamieszania w światku SEOwo- SEMowym, szczególnie… zanim Caffeine w ogóle wdrożono. Prorokowano zmierzch pozycjonowania, zupełnie nowy algorytm wyszukiwawczy, który wgniecie nas w ziemię, nadejście końca świata w trybie pilnym przyspieszonym i tak dalej. Tym czasem okazuje się, że zmiany są nie tyle rewolucyjne, co zauważalne, a przy okazji są użyteczne zarówno dla użytkownika, szukacza zwyczajnego, jak i dla wydawcy serwisu internetowego.
źródłó: littlehouseinthevalley.com
A dlaczego kofeina? Nie jest to wysublimowana metafora. Wyszukiwarka ma działać teraz jak pracownik działu SEO po wypiciu dużego espresso na pusty żołądek w poniedziałkowy poranek. Do tej pory wyniki wyszukiwania zwracane były przez Google z indeksu wyszukiwarki. Nigdy nie działo się to w czasie rzeczywistym, stąd dokumenty znajdujące się w SERPach niekoniecznie były pierwszej świeżości (choć, jak mawiał messer Woland, nie ma pierwszej i drugiej świeżości – świeżość jest tylko jedna). Według oficjalnych informacji opublikowanych na blogu Google Polska, dzięki Kofeinie szybkość indeksowania przez googlebota dokumentów w sieci wzrasta o 50%. Zamiast pracowicie indeksować cały Internet, googlebot jednocześnie sprawdza wiele jego wycinków na raz, dostarczając użytkownikowi najbardziej aktualnych danych. Gra na cztery robocie ręce.
Warto przy okazji zauważyć, że obecnie Google umożliwia sortowanie wyników po dacie aktualizacji – służy do tego specjalna opcja na pasku po lewej stronie strony. Zaktualizowane dokumenty dodawane są od razu do indeksu. Kofeinowy silnik korzysta ze 100 milionów gigabajtów. Spróbujcie wyobrazić sobie 100 milionów gigabajtów. Kofeina wg informacji Google’a nie wpływa na algorytm wyszukiwania i działa globalnie – we wszystkich językach i regionach. Korzysta z niej każde data center.
Kto na tym korzysta?
Użytkownik. Dzięki przyspieszonej indeksacji otrzymuje najświeższe dane z witryn internetowych niemal natychmiast po ich publikacji. To jak codzienna gazeta prosto na wycieraczkę – z tym, że dostarczana kiedykolwiek, gdy masz ochotę zagwizdać na chłopca rozwożącego rowerkiem poranną prasę.
Wydawca. Jego treści znajdują się w sieci już nie dwa, trzy dni po zamieszczeniu ich na serwisie, ale „już”. Skoro każdy wydawca żąda zawsze wszystkiego na tak zwany ASAP („ a spróbuj azaliż później!”), to przyspieszone indeksowanie treści niejako idealnie wpasowuje się w jego potrzeby.
Pozycjoner. Pamiętasz, ile czasu spędziłeś na pingowaniu swoich stron, żeby wreszcie się zaindeksowały? Możesz odetchnąć. Pozwolę sobie przytoczyć rozmowę z pewnego forum: Pozycjoner 1- faktycznie, dzięki caffeine moja podstrona zaindeksowała się już w kilka godzin po jej publikacji!
Pozycjoner2- kilka godzin? Co zepsułeś??!
Jednak nie musi to znaczyć, że strona odwiedzana jest przez robota częściej, niż do tej pory. Raczej treści, jakie robot zczyta, będą szybciej serwowane użytkownikowi.
To jedna strona medalu. Nie da się ukryć, że nowy silnik, chociaż Caffeine nie jest aktualizacją algorytmu Google’a, nieco zmienia wyniki wyszukiwania. Tak, jakby z Universal Search mielibyśmy mało kłopotu. Stoję jednak na stanowisku, że wahnięcia w SERPach, z resztą niewielkie, nie są wielką ceną do zapłacenia za dobrą kawę. W końcu, jestem też użytkownikiem Internetu.
Oczywiście, istnieją ludzie, którzy piją piwo bezalkoholowe i kawę bez kofeiny. I palą te elektroniczne papierosy.
Pytanie tylko: po co?