Posts Tagged ‘Google Analytics’
Czwartek, marzec 11th, 2010 | Przemek Cyluk
Zastanawialiście się kiedyś jak wpływa reklama telewizyjna na wzrost oglądalności witryny www? Jest sposób, by to sprawdzić. Poniżej przepis:
Dla mediów offilne, np. TV lub radio ustalamy unikalne adresy www, np.:
www.abc.pl/promocja
www.abc.pl/przecena
Oba te adresy przekierowujemy na standardowy adres www.abc.pl tyle, że po drodze dodajemy utm’y, które wyglądają np. tak:
www.abc.pl/?utm_source=tv&utm_medium=spot&utm_campaign=1
www.abc.pl/?utm_source=radio&utm_medium=spot&utm_campaign=1
Dzięki temu nie musimy zmieniać ustawień wewnątrz konta Google Analytics, a w zwykłym raporcie „Źródła odwiedzin” zobaczymy statystyki dodatkowo otagowanych źródeł ruchu.

Oczywiście rozwiązanie ma swoje wady. Część osób może wchodzi na domenę główną wpisując adres bezpośrednio do przeglądarki. Część osób będzie posiłkowała się Google’em gdyż wpisanie w pasek przeglądarki dokładnego adresu uznają za zbyt duży wysiłek.
Jednak mimo wszystko jest to lepszy sposób niż standardowe rozwiązanie gdy każde medium ma ten sam adres www.
wiecej | dodaj komentarz (1)
Poniedziałek, luty 22nd, 2010 | Przemek Cyluk
Kolejna osoba z ACR dołączyła do grona certyfikowanych osób ze znajomości Google Analytics.

Do uwag M. Siekierskiego dodam tylko, że…
a) czasu jest bardzo dużo
b) pytania są konkretne
c) brak źle przetłumaczonych pytań 
d) update do komentarza Marcina - teraz minimum do zdania wynosi 80%, a nie 75%.
wiecej | dodaj komentarz (5)
Piątek, luty 12th, 2010 | Beata Zielińska
Kampania w modelu CPC. Reklamujemy usługę dość rzadką na rynku marketingowym, w niszowej branży. Klient nie za duży, raczej liczy i nadzoruje to co robi dla niego afiliacja w system3. Nie jest mu obojętne na co wyda kolejną złotówkę. Jak płaci, to wymaga efektów.
Grupą docelową Klienta są ludzie z wyższym wykształceniem, kierownictwo wyższego szczebla, dla których najważniejszą w życiu wartością jest rodzina. Postanowiliśmy zrealizować kampanię CPC na dość popularnym portalu (którego nazwy nie wymienię), ale należy do jednych z tj. pb.pl, gazeta.pl – info w internecie + druk, gdzie możemy dotrzeć do użytkowników o tym profilu. Portal cieszy się uznaniem, zaufaniem i dobra opinia.
Kampania trwała 1 tydzień. Standardowo po zakończeniu kampanii przyszedł czas na raport…Google Analytics pokazuje Klientowi w tym okresie ok. 20% mniej wejść na swoją stronę niż pokazują to statystyki z naszego systemu… ups…
Sprawdzamy logi. Jest bardzo dużo kliknięć z jednego IP. Co jest grane? Googlujemy IP. Okazuje się, że to siedziba rzeczonego portalu. W linijkach rejestrujących kliknięcia widać dziwną rzecz – Tarantula Web Crawler. Hmm? Google mówi: “Web Tarantula automatically loads in 8 independent windows your Top 8 Web Sites.” albo tak. Pracownicy portalu, na którym prowadziliśmy kampanię mają założony fajny dodatek do przeglądarki …
Chłopaki programiści mówią, że nie wiadomo dlaczego to jedno IP - może cała firma jest po nie podpięta, a może nie, i nie ma jednoznacznych wniosków, żeby obarczać kogokolwiek winą za różnice w statystykach. Może to ludzie z firmy klikają, a może to crawler. Google Analytics zapewne śledził ruch na stronie Klienta dopiero po pełnym załadowaniu strony. Nasz system (jak i inne systemy afiliacyjne) zliczają kliknięcia już w momencie pojawienia się parametrów systemu w linku url, po kliknięciu w kreację, kiedy użytkownik dostaje nasze ciastko. Klientowi zaś zliczyły się więc jedynie pełne załadowania strony po kliknięciu w kreację z systemu.
Wnioski?
Warto używać kilku narzędzi do mierzenia efektywności kampanii i ruchu na stronie. I zawsze precyzyjnie umawiać się z Klientem na model rozliczenia. A tych w przypadku kampanii CPC nie brakuje:
(Źródło: Gemius, za AdOcean)
Gdybym była Klientem chciałabym mieć takiego pilota
:

to nie Bruce Wszechmogący, ale w zasadzie też mogłbym nim być ;)
wiecej | brak komentarzy
Wtorek, styczeń 26th, 2010 | Marcin
Ha. Zdałem. Google Analytics Individual Qualification. 98%.

No dobra koniec lansu. Kilka wrażeń.
a. Egazmin trwa 90 minut
b. Pytań jest siedemdziesiąt
c. Trzeba mieć 75% by zdać
Tyle formalności. Wypuśćmy demona dygresji. Czy egzamin jest trudny? Raczej nie, wystarczy dobrze znać angielski i w miarę sprawnie korzystać z wyszukiwarki. Kluczowa wydaje się umiejętność formułowania zapytań w mianowniku, po angielsku. W pierwszych trzech, czterech wynikach można znaleźć potrzebne nam informacje.
Drugą praktyczną radą, jaką mogę dać chętnym do otrzymania tytułu GAIQ, to zmiana w supportowym URL’u parametru “hl=” z en na pl. Pamiętajcie, że gdy szukamy informacji (zapytanie w Google) po angielsku, to odnajdujemy odpowiednią stronię napisaną w dialekcie Szekspira. Jako, że Szekspirem nie jesteśmy, przełączamy na znany nam język polski i szukamy wymaganych informacji. I tak w praktyce: o filtrach możemy poczytać po angielsku jak i po polsku. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że w języku ojczystym szybciej wyłapiecie potrzebne informacje.
Dalej - o czym warto wiedzieć przystępując do testu. Przede wszystkim o filtrach - jest z nich masa pytań, a same filtry nie są rzeczą powszechną. Tworzone są one jedynie kilka razy w trakcie “życia” profilu. Wiedza o nich się nie odkłada w głowie. Kolejnym aspektem - który warto przyswoić to uprawnienia użytkowników oraz ustawienia profilu. Mając to opanowane macie połowę testu za sobą. Jeszcze tylko śledzenie (first party cookies vs. third party cookies), modyfikacje kodu (setDomainName etc.) orz łączenie GA i AdWords. Pytań na myślenie (zależności wskaźników od siebie) jest stosunkowo niewiele - chociaż, może być to mylne. Po prostu mi trafił się taki zestaw.

Podsumowując, jeżeli pracujesz w GA, instalowałeś go kilka razy (w tym e-commerce), robiłeś filtry oraz modyfikowałeś kod, to przystępuj do egzaminu. Choćby z marszu.
wiecej | dodaj komentarz (7)
Piątek, listopad 20th, 2009 | Marcin
Pozostając w tematyce narzuconej przez tytuł, zastanawiałem się nad tym… “Gdybym miał podać jedną, jedyną rzecz która najwięcej daje w Google Analytics, to co bym wybrał ?”. W związku z faktem, że miałbym podać jedną rzecz, to duże koncepcje w stylu zaawansowanych segmentów odpadają. Chodząc po systemie, doszedłem do wniosku, że największy zwrot z porady dałby mi znak “|” !

Dla tych niezaznajomionych, znak “|” oznacza potok… (cytat za ciekawym artykułem z Magicznego ). Pisząc prościej, znak ten oznacza “lub” i jest jednym ze znaków specjalnych w wyrażeniach w regularnych. Pisząc jeszcze prościej, można było za jego pomocą filtrować listy w Google Analytics. W praktyce wygląda to tak jak na załączonym obrazku.

Scenariusz był taki - chciałem zobaczyć jakie słowa kluczowe generują ruch na naszą stronę firmową www.acr.pl, poza tym chciałem obejrzeć trendy… czy nam rośnie ? czy może wręcz odwrotnie ? Jednak stało się w przeszłości tak, że Damian napisał wpis o tym, że “Michael Jackson żyje“. Mieliśmy zatem straszny pik w ruchu z Google. Chciałem to odfiltrować. Acha i chciałem usunąć wejścia na słowa związane z marką + kombinacje,
Efekt był taki, że w pole exclude wpisałem “michael|jackson|acr”. Ten prosty, ale potężny znak (oraz inne wyrażenia regularne) pozwala nam na proste generowanie widoków na np. poziomie słów kluczowych. Teraz Google poszło o krok dalej i udostępniło zaawansowane filtry. Potok nie odchodzi oczywiście w zapomnienie, ale teraz w prosty sposób (dzięki filtrom zaawansowanym) można budować takie widoki.
Zatem, po pierwsze mamy odfiltrowany ruch z fraz, o których pisałem na górze. Po drugie mamy dodany warunek, że bounce rate < 20% oraz bierzemy dane dla segmentu (zdefiniowanego oddzielnie), który zalicza jedynie wizyty na blogu. Zatem innymi słowy, patrzymy przez jakie słowa docierają do nas wartościowi użytkownicy bloga.

Możliwości filtrów jaki widać są ogromne. Jednak nie to jest najciekawszym wnioskiem. Najbardziej pouczająca jest jakość innowacji wprowadzanych przez twórców tego oprogramowania (jakby ktoś nie wiedział to podpowiem: Google). Będąc użytkownikiem, aż miło jest patrzeć na produkt, który się tak dobrze rozwija… aż chce się za niego zapłacić… :-). Z drugiej strony możemy mieć tutaj z taktyką na dealera - tj. najpierw wszystkich uzależniamy, a później, mając delikwentów na haczyku wynagradzamy sobie z nawiązką. Zobaczymy jak sprawa się rozwinie… ale do tego czasu ja na pewno będę się uzależniać
wiecej | brak komentarzy