GAIQ. Wrażenia.
GAIQgoogleGoogle Analytics
Ha. Zdałem. Google Analytics Individual Qualification. 98%.
No dobra koniec lansu. Kilka wrażeń.
a. Egazmin trwa 90 minut
b. Pytań jest siedemdziesiąt
c. Trzeba mieć 75% by zdać
Tyle formalności. Wypuśćmy demona dygresji. Czy egzamin jest trudny? Raczej nie, wystarczy dobrze znać angielski i w miarę sprawnie korzystać z wyszukiwarki. Kluczowa wydaje się umiejętność formułowania zapytań w mianowniku, po angielsku. W pierwszych trzech, czterech wynikach można znaleźć potrzebne nam informacje.
Drugą praktyczną radą, jaką mogę dać chętnym do otrzymania tytułu GAIQ, to zmiana w supportowym URL’u parametru “hl=” z en na pl. Pamiętajcie, że gdy szukamy informacji (zapytanie w Google) po angielsku, to odnajdujemy odpowiednią stronię napisaną w dialekcie Szekspira. Jako, że Szekspirem nie jesteśmy, przełączamy na znany nam język polski i szukamy wymaganych informacji. I tak w praktyce: o filtrach możemy poczytać po angielsku jak i po polsku. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że w języku ojczystym szybciej wyłapiecie potrzebne informacje.
Dalej - o czym warto wiedzieć przystępując do testu. Przede wszystkim o filtrach - jest z nich masa pytań, a same filtry nie są rzeczą powszechną. Tworzone są one jedynie kilka razy w trakcie “życia” profilu. Wiedza o nich się nie odkłada w głowie. Kolejnym aspektem - który warto przyswoić to uprawnienia użytkowników oraz ustawienia profilu. Mając to opanowane macie połowę testu za sobą. Jeszcze tylko śledzenie (first party cookies vs. third party cookies), modyfikacje kodu (setDomainName etc.) orz łączenie GA i AdWords. Pytań na myślenie (zależności wskaźników od siebie) jest stosunkowo niewiele - chociaż, może być to mylne. Po prostu mi trafił się taki zestaw.
Podsumowując, jeżeli pracujesz w GA, instalowałeś go kilka razy (w tym e-commerce), robiłeś filtry oraz modyfikowałeś kod, to przystępuj do egzaminu. Choćby z marszu.


