Archiwum dla ‘SEO’ Kategorii
Wtorek, sierpień 17th, 2010 | Kamila Tokarska
Dzisiejszy odcinek NEO SEO sponsorują literki K, P oraz I.
Będziemy zajmować się kluczowymi wskaźnikami efektywności w SEO (Key Performance Indicators).
KPI - Co to?
Pozawracam dziś głowę wskaźnikami takimi jak jakieś procenty, średnie, iloczyny i ilorazy, które pomagają zrozumieć, jak fakt posiadania strony przekłada się na sukces biznesowy. Są namacalnym sposobem mierzenia trudnych zjawisk typu satysfakcja klienta czy poziom świadczonych przez siebie usług, gdyż ubierają abstrakcyjne pojęcia w wymierne wskaźniki.
KPI pokazują aktywności użytkowników w kontekście celów biznesowych, Jeśli masz określone KPI masz mapę tego, na czym się skupić w swojej pracy i jak rozbudowywać stronę, by osiągnąć swoje cele.
Wskaźniki te wynikają z celów biznesowych typu „mieć więcej kasy”, albo „zwiększyć ruch na stronie”, ale są konkretnymi wartościami, które chcemy osiągnąć. Znaczy się: KPI typu „mieć dużo kasy” jest słaby. „Mieć więcej hajsu niż Blake i Crystal” to już lepiej, ale lepiej zastanów się ile, jak i na kiedy.
Jak ustalić własne KPI?
Odpowiedz sobie na pytanie, po co istnieje twoja strona, co ma ci dać obecność w Internecie?
Trudniejszą częścią jest przedstawienie tych celów tak by były mierzalne, oraz realne do osiągnięcia i do ogarnięcia. Powinny dotyczyć wyników twoich działań (typu zyski) i czynności wykonywanych przez użytkowników twojej strony (typu czas na stronie).
Nie ma jakiś uniwersalnych rozwiązań. Wskaźniki efektywności zależą od tego, jaką masz stronę, co robisz i co chcesz poprzez nią osiągnąć.
Jeżeli masz sklep będzie interesować cię ile zarabiasz, jak wygląda przeciętny koszyk zakupowy i jak twoja strona wpływa na zakupy w tradycyjnym sklepie (efekt ROPO)
Jeżeli celem twojej strony jest zbieranie leadów i budowanie bazy osób zapisanych do twojego newslettera, ważne będzie śledzenie konwersji i etapów, na których ludzie rezygnują.
Jeżeli utrzymujesz się z reklam wyświetlanych użytkownikom, którzy przychodzą skuszeni twoją treścią (typu teksty, zdjęcia czy gry), będzie ważna dla ciebie ilość odwiedzin, klików i przekierowań na zewnętrzne serwisy.
Jakie KPI mogę zastosować dla SEO?
1. Widoczność w rankingach
Pomyśl, jaką pozycje chcesz osiągnąć. Jeśli masz więcej stron opłaci ci się inwestycja w Advanced Web Ranking.
2. Ruch na stronie, czyli o jaki wzrost ruchu nam chodzi
3. Stały przyrost linków – to możesz sprawdzić za pomocą majestic SEO
4. Konwersje, czyli sprzedaż, zapisy do newslettera, czy o co ci tam chodzi
Skąd mam sobie wyczarować dane z punktu dwa i cztery ?
Najprościej z systemu Google Analytics.
Konto otwierasz za darmo i potem wystarczy wstawić kod śledzenia Google Analytics do HTML każdej podstrony twojej witryny. A potem… musisz trochę poczekać, bo danych nie da się wyciągnąć wstecz, z czasów, kiedy jeszcze nie miałeś żadnej analityki. W bardziej pozytywnym języku: już następnego dnia będziesz mieć jakieś dane do analizy, a jak sobie trochę poczekasz, to będzie, co porównywać.
Jakie podstawowe parametry dotyczące mojej witryny muszę znać?
Zacznij od trójcy odsłona – użytkownik – wizyta.
Myśląc o użytkowniku mamy z reguły przed oczami konkretną postać, która z wypiekami na twarzy czyta naszego blogaska. Jakąś panią Basię w wieku 20-40 lat, która ma kota i lubi kawę. To teraz wyobraź sobie, że nie ma Basi tylko przeglądarka, bo z jednego komputera może korzystać wiele osób i to nie koniecznie w kafejce internetowej. Jeżeli cała lankijska wioska obejrzy twoją stronę, będzie to policzone jako 1 użytkownik. Podobnie jedna osoba może korzystać z kilku wyszukiwarek i wtedy twoja pani Basia w danych jest w trzech osobach.

Źródło: www.e-greenstar.com
Odsłona to załadowanie strony przez przeglądarkę Basię. Możesz mierzyć ilość odsłon, średni czas pobytu na stronie, czy co tam ci będzie potrzebne. Podobnie w przypadku odwiedzin możesz określić serwisy odsyłające, z których ludzie do ciebie trafiają i słowa kluczowe, po wpisaniu których w wyszukiwarce użytkownik rozpoczął swoją wizytę.
To trudny temat, jeżeli chcesz pogłębić swoją wiedzę albo nawet zostać Analitycznym Ninja polecam blog Avinash’a Kaushnik’a Brzytwa Ockhama.
Jakie parametry mogą pomóc mi w ustalaniu KPI dla moich działań SEO?
Optymalizując stronę przyjrzyj się źródłom ruchu, ilości wizyt z ruchu organicznego, ilości unikalnych słów, które generują wizyty i ilości stron docelowych. Pomocne mogą być też dane o lojalności użytkowników (nowi i powracający), długości i głębokości wizyt oraz o bounce rate. Przyjrzyj się, jaki procent ruchu generuje Universal Search, czyli grafika, mapy czy video na twojej witrynie. Może da ci to do myślenia.
Przede wszystkim patrz na trendy, a nie na pojedyncze wyniki. Interesuje cię zmiana procentowa, a nie pojedyncze cyferki.
Powodzenia!
wiecej | dodaj komentarz (1)
Piątek, sierpień 13th, 2010 | Anna Herman
Wprowadzone przez Google ulepszenie infrastruktury indeksującej, znane powszechnie jako Google Caffeine, przyniosło nieco zamieszania w światku SEOwo- SEMowym, szczególnie… zanim Caffeine w ogóle wdrożono. Prorokowano zmierzch pozycjonowania, zupełnie nowy algorytm wyszukiwawczy, który wgniecie nas w ziemię, nadejście końca świata w trybie pilnym przyspieszonym i tak dalej. Tym czasem okazuje się, że zmiany są nie tyle rewolucyjne, co zauważalne, a przy okazji są użyteczne zarówno dla użytkownika, szukacza zwyczajnego, jak i dla wydawcy serwisu internetowego.
źródłó: littlehouseinthevalley.com
A dlaczego kofeina? Nie jest to wysublimowana metafora. Wyszukiwarka ma działać teraz jak pracownik działu SEO po wypiciu dużego espresso na pusty żołądek w poniedziałkowy poranek. Do tej pory wyniki wyszukiwania zwracane były przez Google z indeksu wyszukiwarki. Nigdy nie działo się to w czasie rzeczywistym, stąd dokumenty znajdujące się w SERPach niekoniecznie były pierwszej świeżości (choć, jak mawiał messer Woland, nie ma pierwszej i drugiej świeżości – świeżość jest tylko jedna). Według oficjalnych informacji opublikowanych na blogu Google Polska, dzięki Kofeinie szybkość indeksowania przez googlebota dokumentów w sieci wzrasta o 50%. Zamiast pracowicie indeksować cały Internet, googlebot jednocześnie sprawdza wiele jego wycinków na raz, dostarczając użytkownikowi najbardziej aktualnych danych. Gra na cztery robocie ręce.
Warto przy okazji zauważyć, że obecnie Google umożliwia sortowanie wyników po dacie aktualizacji – służy do tego specjalna opcja na pasku po lewej stronie strony. Zaktualizowane dokumenty dodawane są od razu do indeksu. Kofeinowy silnik korzysta ze 100 milionów gigabajtów. Spróbujcie wyobrazić sobie 100 milionów gigabajtów. Kofeina wg informacji Google’a nie wpływa na algorytm wyszukiwania i działa globalnie – we wszystkich językach i regionach. Korzysta z niej każde data center.
Kto na tym korzysta?
Użytkownik. Dzięki przyspieszonej indeksacji otrzymuje najświeższe dane z witryn internetowych niemal natychmiast po ich publikacji. To jak codzienna gazeta prosto na wycieraczkę – z tym, że dostarczana kiedykolwiek, gdy masz ochotę zagwizdać na chłopca rozwożącego rowerkiem poranną prasę.
Wydawca. Jego treści znajdują się w sieci już nie dwa, trzy dni po zamieszczeniu ich na serwisie, ale „już”. Skoro każdy wydawca żąda zawsze wszystkiego na tak zwany ASAP („ a spróbuj azaliż później!”), to przyspieszone indeksowanie treści niejako idealnie wpasowuje się w jego potrzeby.
Pozycjoner. Pamiętasz, ile czasu spędziłeś na pingowaniu swoich stron, żeby wreszcie się zaindeksowały? Możesz odetchnąć. Pozwolę sobie przytoczyć rozmowę z pewnego forum: Pozycjoner 1- faktycznie, dzięki caffeine moja podstrona zaindeksowała się już w kilka godzin po jej publikacji!
Pozycjoner2- kilka godzin? Co zepsułeś??!
Jednak nie musi to znaczyć, że strona odwiedzana jest przez robota częściej, niż do tej pory. Raczej treści, jakie robot zczyta, będą szybciej serwowane użytkownikowi.
To jedna strona medalu. Nie da się ukryć, że nowy silnik, chociaż Caffeine nie jest aktualizacją algorytmu Google’a, nieco zmienia wyniki wyszukiwania. Tak, jakby z Universal Search mielibyśmy mało kłopotu. Stoję jednak na stanowisku, że wahnięcia w SERPach, z resztą niewielkie, nie są wielką ceną do zapłacenia za dobrą kawę. W końcu, jestem też użytkownikiem Internetu.
Oczywiście, istnieją ludzie, którzy piją piwo bezalkoholowe i kawę bez kofeiny. I palą te elektroniczne papierosy.
Pytanie tylko: po co?
wiecej | brak komentarzy
Piątek, lipiec 30th, 2010 | Maciek Kowalczyk
1. Czy słowo kluczowe wstawione w adresie URL wpływa na pozycję strony w serpach?
Shaun Anderson z Hobo Web przeprowadził test gdzie udowadnia, że umiejscowienie słowa kluczowego w adresie URL strony jest lepiej widziane przez wujka Google, niż ta sama fraza w treści strony.

Oryginalna fraza wstawiona w adresie URL (i tylko tam, nie występuje już w contencie) sprawia, że taka strona jest wyżej w rankingu google od strony, która w swojej treści naszą frazę zawiera. Oczywiście test był przeprowadzany w “szklarniowych” warunkach (tylko 2 zaindeksowane strony), ale znowu potwierdza się reguła, że content nie taki king..
2. Sprawdźmy jeszcze skuteczność stosowania słów kluczowych w description.
Autor wpisu na blogu Hobo Web wykorzystał unikalną frazę (3987635823764), która została wstawiona tylko w description, a w title umieszczono frazę “a random element & And Attribute Page”. Ani jednej ani drugiej frazy nie ma w treści samej strony.

Po wpisaniu w google frazy z title strona pojawia się na 1 miejscu - w sumie dziwnym nie jest. Ale jeżeli do naszego zapytania dodamy liczbę z description (której przypominam, nie ma w treści strony) to już naszej strony w serpie na tą złożoną frazę nie znajdziemy.
Wniosek: słowa kluczowe wstawiane do description, a równocześnie nieobecne w treści strony, nie mają wpływu na pozycję w rankingu google (analogicznie działa to w bingu, jednak jeśli pozycjonujecie stronę pod yahoo spamowanie description jest wciąż skuteczne
)
wiecej | dodaj komentarz (3)
Środa, lipiec 28th, 2010 | Anna Herman
Nie jest mi wiadome, żeby cokolwiek w przyrodzie (przynajmniej tej internetowej dżungli) funkcjonowało dobrze w długofalowej perspektywie, pozbawione planu. Może poza znakomitym onegdaj serwisem demotywatory.pl.
Podstawą rozpoczęcia każdego projektu jest… projekt. Zaplanowanie wszystkich działań, określenie wykonawców i czasu, oraz (co chyba najważniejsze!) trzymanie się ustalonych wytycznych to fundament sukcesu. Jeżeli masz zamiar postawić zaplecze liczące docelowo kilka tysięcy domen, dobrze by było, żebyś poświęcił nieco swojego czasu najpierw na przemyślenie całej sprawy, a następnie złożenie tego w całość za pomocą kartki i ołówka, lub jakiegoś programu do projektowania graficznego procesów biznesowych, jak Microsoft Visio.
Przydatne są także programy do zarządzania projektami, które można bardzo często ściągnąć nawet za darmo, lub korzystać w chmurze – tu mogę polecić z czystym sumieniem WebCollab w najnowszej wersji 2.61, popularnym tego typu softem jest także dziecko giganta wyszukiwania, Google Wave. Z niezbędnych narzędzi wymieniłabym jeszcze sporo samozaparcia i ekspres do kawy (chociaż Douglas Adams* dodałby pewnie do tego zestawu ręcznik).
Takie przygotowanie pozwoli bez większego strachu zmierzyć się z naprawdę WIELKIM problemem zapleczem. Bez paniki!
W przypadku naszego projektu, podzieliliśmy sam proces powstawania zaplecza na pięć równoległych podprocesów, zachodzących na siebie w osi czasu. Pierwsza oś „TEKST” pokazuje podproces zdobywania, sprawdzania, a następnie publikacji tekstów, które będą stanowiły treść naszych zapleczowych witryn.

Przykładowe wartości użyte na obrazku ilustrują czas pracy i oczekiwania, jaki jest potrzebny, żeby dany interwał się zakończył. Można to w zasadzie oznaczać w jakikolwiek sposób, niekoniecznie wyczytany w podręcznikach zarządzania – byleby działało. Oczywiście nie ukończyłam nigdy zarządzania i moje podejście nacechowane jest być może arogancką ignorancją, nie mniej jednak: jeśli działa, jest dobrze.
Następny wyszczególniony podetap to „SILNIK”, czyli wszystko to, co odpowiada za to, że strona jest widoczna i w pełni sprawna (poza kwestiami domen i hostingu, za które odpowiada kolejny podproces), czyli: przygotowanie paczek instalacyjnych oprogramowania, upload i instalacja takiej paczki na serwerze, sprawdzenie, czy gdzieś nie powstały jakieś błędy, oraz finalnie odpalenie witryny. Kiedy nasza strona została już dokładnie sprawdzona i działa bez zarzutu, możemy publikować teksty.

Kolejnym podprocesem wchodzącym w skład całego projektu jest oś zatytułowana „Domeny/ Hosting”, czego chyba nie ma większego sensu tłumaczyć. Trzeba kupić, utworzyć konta, skonfigurować, zmienić DNSy, wypić kawę, sprawdzić, czy wszystko jest OK. i wypić kawę.
Bardzo ważny jest podproces zakładający analizę i kontrolę wykonanej przez nas pracy. Nie pamiętam, co na temat kontroli mówił w dowcipie z brodą towarzysz Stalin (a może to nie było w dowcipie?), ale moja mama zawsze mówiła „kochaj, ale sprawdź”. Jak widać, przyjęta przez nią metoda była słuszna, bo dziecię pracuje dziś w ACR/ K2Search i pisze oto te słowa, co niewątpliwie stanowi powód do dumy całej mojej rodziny. Kończąc dygresję: bez stałej analizy tego, co dzieje się z naszym zapleczem i usuwania na bieżąco usterek, które wyłapaliśmy dzięki stałemu monitorowaniu, cała reszta staje się wiele mniej warta, dużo bardziej kosztowna i rozwlekła w czasie.

Wisienkę na torcie stanowi ostatni podproces, nazwany przez nas „LINKOWANIE I PARAMETRY GOOGLE’A”. Jeżeli w poprzednich podprocesach nic nie zostało pozostawione przypadkowi, to tutaj współczynnik pozostawienia czegokolwiek przypadkowi jest na solidnym minusie. W tym miejscu odeślę Was do poszukiwań tekstów o linkowaniu na naszym blogu – tam znajdziecie wszystko, co jest Wam potrzebne, żeby ułożyć to po swojemu. Pamiętajmy o wszystkich podstawowych zasadach, jakie wiążą się z tym zagadnieniem. Proponuję też postawić sobie samemu pytanie: po co robię to zaplecze? Czemu ma ono służyć? I nie chodzi mi o odpowiedź: „podniesieniu pozycji mojej strony w wyszukiwarce”. The truth is out there, jak głosił napis na plakacie przyklejonym do biurka Foxa Mouldera.
Przy okazji – wiecie, ile czasu trwa skopiowanie Wordpress’a 3.0 na serwer znajdujący się w USA? Długo, zdecydowanie zbyt długo. Decydując się na hosting w Stanach Zjednoczonych musisz liczyć się z tym, że czas uploadu zwiększysz sobie na własne życzenie o 30-40%.
Również średni czas pingu jest wysoki, to około 143 ms. Firmy hostingowe w Ameryce proponują naprawdę świetne rozwiązania klasy „Serwer dla SEOwca”, ale Ocean Atlantycki może stanowić tu dość zniechęcającą przeszkodę. Wiecie sami jak jest ze związkami na odległość.
* Douglas Adams – autor cyklu powieści „Autostopem przez Galaktykę”. Tamże sprawdź, o co chodzi z ręcznikiem i wielkim napisem „BEZ PANIKI”. Ewentualnie wpisz w Google.
Powyższy wpis nie powstałby, gdyby nie ciężka praca i wielkie zaangażowanie w projekt Marcina Kordowskiego.
wiecej | brak komentarzy
Środa, lipiec 21st, 2010 | Kamila Tokarska
W SEO dla początkujących maglujemy dziś słowa i frazy kluczowe.
Po co nam te słowa kluczowe?
Po pierwsze pomagają nam pamiętać, czym się zajmujemy zawodowo. I jak to się nazywa w języku zwykłych ludzi. Każdemu się zdarza zapomnieć.
Jeszcze trudniej jest zdać hardkorową wersję testu windy. Wyobraź sobie, że na wytłumaczenie z czego żyjesz i co możesz zaoferować, masz zaledwie słowo( lub kilka słów). Możesz patrzeć z wyższością na kogoś, kto ma kilkanaście sekund, aby przekonać szefa do swojego projektu, czyli tyle, ile potrzebuje winda w wieżowcu, aby zjechać do podziemnego parkingu, gdzie jego szansa zniknie w oparach diesla. On to ma dobrze. Kilkanaście sekund to kilkanaście słów. Ty z reguły masz tylko 1 lub 2.
Po drugie, słowa kluczowe sprawiają, że łatwo jest nas znaleźć. Słowa kluczowe to zapytania, których Internauta użyje, aby zaspokoić swoje potrzeby, czyli znaleźć naszą stronę i kupić nasze produkty. My sami użyjemy ich, żeby zbudować swoją witrynę, zoptymalizować treści i stworzyć kluczową treść na stronie.
Kiedy mamy już słowa kluczowe możemy je pakować do:
- adresu naszej witryny (URL)
- tagów strony (zwłaszcza jeśli chodzi o tytuł i description) oraz do nagłówków(H1-H6)
- anchorów w linkach wewnątrz strony i linków przychodzących
- artykułów i treści strony – ale o tym niżej!
Słowa kluczowe są też punktem wyjścia do projektowania nowych podstron i artykułów. Z tych słów i fraz możesz zbudować sukces twojej witryny i twojego biznesu.

Skąd wziąć te słowa kluczowe?
Możesz zacząć z głowy.
Pomocny może być także brainstorming. Samemu lub w grupie zastanów się, jakich zapytań może użyć twój potencjalny klient , któremu potrzebny jest twój produkt (a przy okazji ty i twoja witryna).
Poszukiwanie słów kluczowych jest tu oparte na kliencie i jego potrzebach.
Uda się, jeśli będziesz kreatywny, poćwiczysz umiejętność budowania synonimów i skupisz się na słowach z długiego ogona.
Jeśli wstałeś zaspany i kreatywność nie jest dziś twoją mocną stroną, możesz pomyśleć szablonowo.
Przejdź przez:
- Słowa brandowe – nazwa twojej firmy i produktu wraz ze wszystkimi wariacjami
- Słowa, które opisują produkt, branżę i kategorię produktową, możesz poruszać się od szczegółu do ogółu a potem odwrotnie, czyli od słów generycznych do najbardziej szczegółowych. Nie zapomnij o frazach opisujących wyjątkowe właściwości, tym, co cię odróżnia od konkurencji, zastosowaniach, cechach, typach itp.
- Słowa związane z konkurencją – może nie jest to jakoś super etyczne, żeby pozycjonować się na nazwę firmy sąsiada, ale nikt nie zabroni ci obejrzeć top 10 witryn w wynikach wyszukiwania, nacisnąć ctrl+U i sprawdzić w kodzie źródłowym, jakie słowa kluczowe wybrali ich twórcy.
- Przymiotniki – pomyśl o wszystkich POZYTYWNYCH, które mogłyby opisywać twój produkt.
Słowa, które mogą sprowadzić wartościowy ruch. Wiem, że łatwo powiedzieć, a trudniej naprawdę wykonać taką listę hitów, ale frazy typu „za darmo”, „najtańszy” raczej nie sprowadzą ci wartościowego ruchu, tylko stada sępów.
- Lokalizacja – koniecznie napisz gdzie działasz. Jeżeli masz pizzerię na Skoroszach, to nie przyciągniesz zbyt wielu klientów spoza Warszawy, więc „pizza Ursus” to najdalej jak możesz sięgać.
Jeżeli wierzysz tylko w cuda techniki, możesz skorzystać z narzędzi propozycji słów kluczowych.
Najczęściej korzysta się z Google AdWords i Google Insight For Search.
A picture is worth a thousand words dlatego Google Wonder Wheel może niedługo dołączyć do tych podstawowych źródel.
Jeżeli pokłóciłeś się z Google to pozostaje ci wyjechać do Stanów, bo tam mają Wordtracker czy Yahoo, które dla ojczyzny polszczyzny nie mają niestety specjalnego zastosowania. Polecamy porównanie narzędzi słów kluczowych, ale nie jest ważne, jakiego narzędzia użyjesz.
Ważne, żeby były adekwatne, sformułowane w języku twojej grupy docelowej, odzwierciedlające ich sposób myślenia i wyszukiwania, oraz efektywne.
Nie zaszkodzi też wiedzieć jaki potencjał, czyli potencjalną szacunkową ilość wyszukiwań, ma dane słowo, gdyż pozwoli Ci to skupić się na tych, które dobrze rokują i nie tracić czasu na takie, których szuka 2 osoby na krzyż, na miesiąc.
Kiedy ustalisz już priorytety i masz frazy kluczowe, na które będziesz się pozycjonować to usiądź i napisz artykuł na dany temat. Fajnie by było móc pozycjonować się na słowa, które na witrynie nie występują, ale z reguły udaje się to tylko Google bomberom, którzy twierdzą, że twój ulubiony polityk to kretyn.
Zwyczajnym SEOwcom pozostaje tworzenie zoptymalizowanej treści, tudzież redagowanie starej.
Czyli jak zwykle dzisiejszy odcinek sponsoruje Bierz-Się-Do-Roboty Karma.
wiecej | brak komentarzy