Co daje łączenie SEM-u i Social Media ? Czy to w ogóle się opłaca ? Ja uważam, że tak i myślę, że przykład poniższej kampanii (wybory NYC) potwierdza to.
PS Rozwalił mnie slajd numer 8 . Widać kto miał profesjonalistów przy obsłudze kampanii.
Tajemniczo brzmiący tytuł daje szansę na to, że może ktoś wgłębi się we właściwą treść.
Klienci często zadają pytanie co my właściwie robimy. Co to jest właściwie to SEO i jakie warunki powinny być spełnione by serwis, grupa serwisów osiągnęła cel, czytajcie ruch.
Odpowiedź, w skrócie, zawarta jest we wzorze O x L x T x G =…. Rozmyślnie użyty jest iloczyn wektorów, z definicji wektor posiada moduł (zwany też długością lub – zdaniem niektórych niepoprawnie – wartością), kierunek i zwrot.
Pierwszy wektor O, czytaj optymalizacja techniczna serwisu. Zawiera w sobie wszystkie te działania, które mają na celu poprawienie przejrzystości, szybkości działania serwisu i dostępności treści. Ogólnie szeroko rozumiana optymalizacja.
Drugi wektor L, czytaj linkowanie. W przypadku linkowania jest najwięcej, tzw szumu informacyjnego. Z jednej strony, Google niejednoznacznie, choć stanowczo odradza sztuczne zwiększanie ilości linków (z odpowiednim anchor-em) z drugiej wiemy, że jest to bardzo skuteczne. Skuteczne szczególnie na frazy typu: kredyty, opony, odżywki, bielizna… Taka mała dygresja. Jeśli w pracy umieszczę link do strony klienta jako człowiek od SEO to już jest “czarne SEO”, jeśli zrobię to po pracy jako właściciel bloga, tak bezinteresownie, to już jest Białe SEO. Ważne jest, że pomijając sprawy kolorów czarno-białych liczą się ilość i jakość linków.
Trzeci wektor T, czytaj teksty. Teksty, to po linkach podstawowy parametr zwiększający ruch. Podobnie jak w przypadku linków liczy się ilość, jakość a także oryginalność. Im więcej treści, tym większe prawdopodobieństwo, że ruch z długiego ogona będzie znaczący.
Ostatni wektor G, czytaj Google. Ogólnie jest to wektor najważniejszy. Ludzie z Google mogą ręcznie usuwać serwisy o niskiej wartości, zmniejszać wartość linków, czyścić index…. Mogą wszystko.
Wracając do meritum i do tego co my tak właściwie robimy.
-Przedstawiamy klientom powyższy wzór.
-Edukujemy.
-Wybieramy wspólnie strategię czyli wektory, na które będziemy oddziaływać.
-Poprawiamy kierunki, zwroty i moduł (wartość) wybranych wektorów.
-Konsumujemy wspólnie z klientami sukces (model success fee)
Jest rzeczą jasną, że główną wartością Google to wyszukiwarka. Nie dziwi fakt, że Google nieprzerwanie pracuje nad ulepszaniem swojego produktu. Prawdopodobnie już w styczniu wystartuje nowy silnik wyszukiwarki - Caffeine czego efektem powinny być lepiej dopasowane do naszych zapytań wyniki. My szukamy, Google dostarcza informacji. Ciągle dąży do poprawy swoich usług o czym już wcześniej napisał Marcin w swoim poście Wind of change.
Jako użytkownicy mamy możliwość wyszukiwania oddzielnie zdjęć/grafiki Google Grafika, oddzielnie książek Google Books (w polskiej wersji językowej nadal w wersji beta), możemy bez problemu sprawdzić dojazd do domu mediowego ACR w Google Maps
Czy w takim razie Google traktuje reklamę graficzną z przymrużeniem oka? Absolutnie nie!
Nie tak dawno temu Google zakupiło firmę Teracent, która specjalizuje się w technologii pozwalającej dopasować przekaz reklamy graficznej do użytkownika. Jak można przeczytać na stronie Internet Standard:
“Proces ten odbywa się w czasie rzeczywistym i polega na tworzeniu reklamy graficznej z tysięcy różnych elementów kreatywnych, jak kolor, obrazki, różne hasła reklamowe.
Forma reklamy dopasowana jest do internauty za pomocą technologii targetowania, która bierze pod uwagę lokalizację użytkownika witryny czy też jego wcześniejsze zachowanie w stosunku do innych reklam. “
Świadczy to o tym, że pilnie pracuje nie tylko nad poprawą jakości wyników w wyszukiwarce ale także chce pomóc dotrzeć reklamodawcom z odpowiednim przekazem do odpowiednich użytkowników.
Już teraz na rynku amerykańskim - niestety polski jeszcze nie jest tak dalece zaawansowany, można dobierać witryny w ramach kampanii kontekstowej Google za pomocą Google Ad Planner uwzględniając płeć, wiek, wykształcenie, średni dochód użytkowników stron.
Niby nic takiego, szczególnie nie powali na nogi osoby doświadczone w marketingu online ale pamiętajmy, że Google poprzez swój system Adwords daje nam bardzo łatwy dostęp do sieci reklamowej, obejmującej tysiące witryn, portali, wortali i serwisów informacyjnych jak m.in Nasza Klasa, o2, gazeta.pl.
Roboty wyszukiwarek to kreatury, które wędrują od strony www do strony www żywiąc się ich tekstem i gromadząc o nich informacje. Szczególnie preferują strony a la html w klasycznym, nieprzekombinowanym sosie winegret. Post Flash i SEO informuje, że niedługo być może przekonają się także do stron w technologii flash!
Póki co nadal wybrzydzają i od flasha stronią, bo go po prostu nie rozumieją. W efekcie trzeba wykonać 2 razy więcej pracy przy pozycjonowaniu aby strony flashowe były wysoko w wynikach wyszukiwania - to tak w dużym skrócie.
Czy strony w technologii flash mają także wpływ na wyniki kampanii Adwords? Jak najbardziej!
Strony docelowe naszych reklam są zawsze sprawdzane w ramach systemu Adwords - chyba, że zablokujemy do nich dostęp. Jednak blokowanie dostępu mija się z celem.
Jaki jest cel? Wysoki wynik jakości reklam i niższe CPC.
Według informacji Google: “Zebrane informacje dotyczące jakości mają wpływ na skuteczność konta w przyszłości. Strony docelowe zawierające przydatne treści związane z Twoimi słowami kluczowymi i tekstem reklamy są uznawane za strony wysokiej jakości i otrzymują wysokie wyniki jakości. Może to oznaczać obniżenie kosztu kliknięcia (CPC) dla Twoich reklam. (I na odwrót - strony docelowe niskiej jakości uzyskują niższe wyniki jakości).”
Nie jest to żadna nowość, ale warto od czasu do czasu przypomnieć, że inwestując nasz czas i pieniądze w rozbudowanie treści na stronie, dostarczamy robotom wyszukiwarek niezbędnych informacji oraz oszczędzamy pieniądze kiedy decydujemy się na reklamę w wyszukiwarkach.
Zastanawiałem się swojego czasu co może doprowadzić człowieka zajmującego się SEO do zawału. Ludzie parający się manipulowaniem wynikami to przeważnie osoby obdarzone cierpliwością, spokojem i przyzwyczajone do powolnych, żmudnych czynności.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy 100% klientów rozliczających się z nami w modelu “success fee”. Żyjemy sobie spokojnie, wystawiamy faktury, jeździmy na wczasy, dobre samochody, szampan… No może nie aż tak idyllicznie ale jakoś się wszystko układa. Rano wstajemy uruchamiamy Advanced Web Ranking … a tu brak, brak, brak, … na wszystkie frazy wylecieliśmy. Jak to mówi Pani Frał “Apokalipsa”!
Co dalej? Może coś z zapleczem. Wielu ludzi buduje zaplecze, słabsze, lepsze, szybsze, gorsze mniejsza z tym liczy się ilość indeksowanych podstron site:… . Koszmar podobny do tego z punktu nr 1 , poniżej rezultat :
Ze swojego doświadczenia podam przykład, w którym osobiście żołądek podszedł mi do gardła. A było to tak. Jest poniedziałek, jak zwykle na początku tygodnia “marazm i drętwota” nic się nie dzieje. Przeglądam strony klientów, sprawdzam ich parametry. U jednego z nich gwałtowny spadek indeksowanych stron, mało tego brak adresu strony w kluczowych pozycjach. Zapala się czerwona lampka. Zaglądam w site: a tu brak strony głównej w indeksie Google. Sprawdzam źródło strony… a tu ktoś po stronie agencji klienta wstawił sobie NOINDEX. Przecież nie ma różnicy INDEX czy NOINDEX, FOLLOW czy NOFOLLOW. Jednak jest, tydzień upłynęło zanim pozycje wróciły do stanu pierwotnego.
Jeśli znacie inne przykłady to piszcie! Lista jest otwarta.