acr.blog - noł bulszit » przemyślenia

Archiwum dla ‘przemyślenia’ Kategorii

Maciek Kowalczyk
Wtorek, marzec 23rd, 2010 | Maciek Kowalczyk

Google zostaje w Chinach..

.. ale przestaje cenzurować. :)

2 miesiące temu Google tupnęło nogą i i zaczęło głośno się zastanawiać nad swoją dalszą obecnością w Chinach. Na łamach tego bloga, powątpiewałem czy wyszukiwarkowy gigant z Mountain View zdecyduje się na tak zdecydowany krok jak zakończenie działalności w Państwie Środka.

google-chinnny

Zespół pracujący nad mechanizmem wyszukiwania w chińskim google razem z serwerami przeprowadził się do Hong Kongu. W Chinach pozostali sprzedawcy i programiści. Od wczoraj internauci wpisujący adres www.google.cn są przekierowywani na www.google.com.hk

Google przyjęło rolę dobrego wujka, który nie będzie więcej współpracował z łamiącymi prawa człowieka komunistami, ale 400 mln $ (szacowane jako roczne przychody Google z Chin) piechotą nie chodzi.

Kto jest ciekawy co o całej sytuacji pisze główny zainteresowany, może przeczytać na oficjalnym blogu google.

wiecej | brak komentarzy

Beata Zielińska
Czwartek, marzec 18th, 2010 | Beata Zielińska

Łam schemat (LP)

Czy LP służące do zbierania danych kontaktowych musi wyglądać tak, tak, albo tak?

Nie.

LP może działać z zaskoczenia, tak jak LP w kampanii nowej oferty netii. Spójrzcie tu.

Genialny copywriting, dodatkowo dobrze odegrany przez Tomasza Kota rzuca się na pierwszy plan, ale nie o tym miało  być.

Spójrzmy nieco niżej - uwagę przykuwa napis STWÓRZ NOWEGO ZAWODNIKA. Po kliknięciu, nie dość że mamy super zabawę z ubieraniem Pana, to można mu nadać nick, osobowość w postaci zainteresowań, a także swój numer telefonu :). Formularz kontaktowy umieszczony w tak rozrywkowym kontekście już nie jest zwykłym formularzem, ale częścią zabawy. (Nie lubię call center, ale ta kampania napawa mnie taką radością, że mam ochotę porozmawiać z ludźmi, którzy biorą udział w tej kampanii po stronie CC Klienta.)

Dodatkowo mamy pozostający na każdej podstronie żółty przycisk WSPIERAJ NASZĄ LIGĘ. Kto by go nie kliknął? :) Któż nie chciałby wesprzeć naszej ligii przed EURO 2012? Nie ma takich. Klikamy więc i przenosimy się do formularza zmówienia, w którym można kupić netię. Sam formularz nie jest już taki fajny, bo trzeba podać m.in: Nr Ewidencyjny TP. Właśnie leżę w łóżku z komputerem w pościeli. Jak myślicie, czy chciało mi się wstać, żeby sięgnąć po fakturę, żeby sprawdzić mój numer ewidencyjny…?

Łamanie schematów jest dobre. Zaskoczenie jest dobre. LP do zbierania danych nie musi być sztampą. Testujmy więc! Bądźmy zapamiętani jako oryginalni schematołamacze, a marka niech rośnie z nami :) (chciałoby się napisać, rośnij Kliencie duży okrąglutki ;))

...nasza marka jak pączek w masełku :)

...nasza marka jak pączek w masełku :)

wiecej | brak komentarzy

Marcin
Czwartek, marzec 4th, 2010 | Marcin

Z innej beczki. Puszki. Butelki.

Zwykle piszemy na temat Internetu. Marketingu w sieci. Komunikacji promocyjnej. O wyszukiwarkach i ich zastosowaniach. Dziś będzie znacząco inaczej. Wejdziemy na chwilę do królestwa offline’u, gdzie królują inne rekiny.

Zatem mały disclaimer, artykuł ten nie ma formy edukacyjnej. Jest li jedynie peanem pochwalnym na temat sprawności marketingowej. Będę pisał o Burn ale analogiczne stwierdzenie można odnieść do Red Bull’a. Sprawcę całego zamieszania spotkałem na stacji. Wracaliśmy z meczu Jagiellonia - Korona. Zatrzymaliśmy się na stacji aby kupić kawę i oto moim oczom ukazał się on:

burn1

Burn shot. Red Bull ma analogiczne. Mała buteleczka - 50 ml. Cena zapytacie. Siedzicie ? Na pewno. Ok, na Orlenie było to 3,99. Taka sama jest cena sugerowana. Zanim zastanowimy się czy jest to bardzo drogo czy jedynie drogo skupmy się na opakowaniu.

Burn shot (ma inną formułę, mocniejszą) ma 50 ml. Z tego co wiem zwykły Burn ma 250 ml. Cena Burna na stacji (strzelam) to 6 zł. Pojemność shota jest jedną piątą pojemności puszki. Przyjrzyjmy się relacji cenowej. 4 zł nie jest jedną piątą z 6 zł. Genialne ! Shot wygląda tak dobrze, że (sam staram się rzadko pić) aż chce się go kupić. Zatem dzięki jedynie, zmniejszeniu opakowania jesteśmy w stanie wykreować zupełnie nowy produkt. Nie twierdzę, że twórcy ot tak przy kawie, wpadli na pomysł zmniejszenia opakowania. Zapewnie były badania - stąd nazwa, shot - z czym wam się kojarzy ?

A nie mówiłem, że to zupełnie inne akwarium. Człowiek siedząc w gąszczu CPC, QS, CTR… zapomina często, że jest realny świat. Właśnie mała 50 ml buteleczka Burna, przekuła mój balonik… i przypomniała o pokorze. Internet może jest fajny ale prawdziwy, realny marketing ISTNIEJE i ma się dobrze.

A na koniec malutka dygresja. Czy ktoś czytając ten artykuł zadał sobie trud by policzyć cenę litra rzeczonego napoju. 20 shotów x 4 zł = 80 PLN. Czyli woda, z cukrem, z kofeiną (plus inne ukryte dodatki) jest w cenie dobrego alkoholu :-). Słabo ?

wiecej | dodaj komentarz (3)

Beata Zielińska
Niedziela, luty 7th, 2010 | Beata Zielińska

Nieunikalny Unikalny Użytkownik

Niespójność definicyjna to problem wielu dziedzin nauki. Doskonałym przykładem jest psychologia. W pracach badawczych przed opisem koncepcji należy napisać w jakim nurcie jest prowadzone badanie i wyjaśnić główne definicje, bo w każdej koncepcji teoretycznej są one rozumiane nieco inaczej. Problem ten nie jest obcy i praktyce. W marketingu afiliacyjnym częstym modelem rozliczenia jest płatność za unikalnego użytkownika. Czy jest to definicja jednoznaczna? Nie. Jest unikalna niemal dla każdego z naszych Wydawców (a i wśród domów mediowych zdaje się, że nie jest to ostra definicja).

Gemius definiuje unikalnego użytkownika jako “liczbę użytkowników (cookies)” (ang.: unique users), czyli liczbę cookies, które w danym okresie zarejestrowano na witrynie (Źródło)

W system3 unikalnego użytkownika traktujemy per powierzchnia reklamowa. Czyli jeśli ktoś kliknął w reklamę system3 na danej witrynie dziś (i zakładamy, że nie kasuje ciasteczek) to przez miesiąc kolejne kliknięcia na tej samej witrynie nie będą zliczane z tego IP.

Pewien dom mediowy bardzo enigmatycznie definiuje unikalnego użytkownika (powołuje się w pracy na Gemiusa, ale nie widzę w podanej definicji zbieżności z definicją podaną wyżej). Dom ten pisze: Unique users jest to suma pojedynczych użytkowników, która w ciągu 1 miesiąca korzysta z danej strony www. (Źródło) (Pojedynczych? To znaczy że jak druga osoba siedzi ze mną przed komputerem, to już nie jestem unikalnym użytkownikiem?)

Szczęśliwie dwie sieci reklamowe mają spójną definicję unikalnego użytkownika rozumianego tak naprawde jako cookie, co jest spójne z gemiusem i naszą system3 definicją. Nie jest jednak tak kolorowo. Unikalność (cookie) może być liczona np. per powierzchnia reklamowa, jak w system3, ale może być również mierzona w danej sieci witryn. Czyli jeśli kampania jest prowadzona na 15 witrynach, kliknięcie w reklamę na jednej z nich powoduje, że kolejne kliknięcia na pozostałych 14 witrynach nie będą liczone.

Inna unikalność użytkownika, z jaką się spotkałam, to unikalność per views (dopiero unikalne kliknięcie jest rozumiane per cookie) – taką definicję ma pewien bardzo popularny w Polce komunikator :)

Diabeł tkwi w unikalności ;) a im głębiej w las, tym więcej drzew…ale za to ile zabawy :)

Na zakończenie, w nawiązaniu do marketingu afiliacyjnego i wpisu Agnieszki fota:

diabeł tkwi w szczegółach, a program partnerski jest jak kot :)

diabeł tkwi w szczegółach, a program partnerski jest jak kot :)

wiecej | brak komentarzy

Marcin
Wtorek, styczeń 5th, 2010 | Marcin

Największa niespodzianka 2009

Ania pisała niedawno, że Google wierzy nie tylko w Search. Ja chciałem podzielić się małym znaleziskiem. Maciek mówi, że to suchar. (definicja: “suchar” to coś co wypowiadający tą frazę widział wczoraj ;-) )

Znalazłem coś takiego:

chrome

Reklama produktu Google w Display (pytanie czy w CPM ! ha !, i jaki był rabat ?!, pewniej barter), na stronie głównej portalu horyzontalnego.  To coś co było utopią w mojej głowie, jeszcze do wczoraj. Oczywiście mamy AdSens’a na wszystkich portalach, ale double billboard (może nawet większe to jest) na Gazecie ? Uah. Czyli Google ma produkty, które potrzebują “normalnej” reklamy. Jest to pocieszające. Największa niespodzianka 2009 jak dla mnie.

Patrząc na wpis, to prawie to taki prawie blip mamy. O tempora, o mores! zakrzyknąłby ktoś (Damian ? :-). Ja jednak w roku 2010 walczę z Demonem Dygresji. I na tym kończę.

wiecej | brak komentarzy