acr.blog - noł bulszit » przemyślenia

Archiwum dla ‘przemyślenia’ Kategorii

Marcin
Wtorek, sierpień 3rd, 2010 | Marcin

Kiedy człowiek staje się stary ?

Odpowiedź na pytanie jest bardzo prosta. Kiedy technika nas zaczyna przerastać lub irytować… zacząłem to zauważać u siebie.

Dziś na stronie demotywatory.pl zobaczyłem reklamę, dość intrygującą, zatem postanowiłem, że w nią kliknę. Oto co ukazało się moim oczom. Dowiedziałem się, że mam zainstalować najnowszą wersję flash’a. Ok pomyślałem. Zacytowałem nawet napis na koszulce Lisbeth Salander “Been there, done that, got the t-shirt”. Później jednak okazało, że instalowanie plugina Flasha nie jest tak trywialne jak powiedzmy zjedzenie bułki z nutellą na śniadanie.

saavy2

Standardem okazało się zamknięcie okna przeglądarki. Ok. To chyba potrafię zrobić.

saavy

Następne okno (instalatora), też w miarę ogarnąłem. Jednak tutaj zaczęło mi przechodzić przez głowę… czy mi się chce. Przecież jest 9.30 a ja powinienem pracować.

saavy3

Okno mi bezlitośnie przypomniało o zamknięciu Firefoxa. Dwa komunikaty jeden w instalatorze drugi na www o tej samej treści. Gdybym nie zauważył albo okazał się mało spostrzegawczy.

saavy4

Ha !!! Zamknąłem Firefoxa. Tak jak chciał instalator. I co? Okazało się, że inna aplikacja używa Flasha. Jasne, pomyślałem. Odpaliłem managera zadań … i stwierdziłem, że być może jest to Gadu Gadu. I wtedy dałem sobie spokój. Po prostu sobie odpuściłem. To kliknięcie nie było tego warte

saavy5

Postanowiłem zatem wykorzystać niezawodnego Google Analytics postanowiłem sprawdzić ile procent użytkowników ma Flasha 10.1. Na podstawie próby 65.000 wizyt wyszło, że 30% ! Zatem, 2/3 osób może mieć identyczny problem do mojego…

saavy7

Pytanie ile z nich będzie umiało zainstalować plugin. Następne pytanie - ilu z nich będzie wystarczająco zdeterminowanych ? Zatem, można dojść do wniosku, że reklamodawca nie promuje swojej usługi a ewangelizuje instalację nowego Flasha. Po prostu bogaty marketer :-).

wiecej | dodaj komentarz (2)

Damian Krawczyk
Poniedziałek, czerwiec 21st, 2010 | Damian Krawczyk

Tylko dla dorosłych

Powszechnie wiadomo, że Google chce być poprawne politycznie, moralnie i cokolwiek jeszcze można poprawnie. No cóż, aby takim być należy czasem pomijać stan rzeczywisty. Do czego uderzam? Google w swoich podpowiedziach przy zapytaniach pomija m.in. frazy połączone z pornografią. Mechanizm ten nie działa jednak najlepiej. Przez to właśnie Google niejako samo wpadło we własne sidła. Spróbujcie wpisywać w wyszukiwarce ‘google analytics’. Wpisując literkę ‘a’ nie wyświetli się poprawna nazwa, a nazwa … poprawna moralnie? :) - google anlytics.

ga_podpowiedz

Jako, że my w ACRze lubimy pokazywać jednak rzeczywistość bez przeinaczeń oraz z uwagi na całkowitą przejrzystość wpisu podpowiem, że słowem - tabu jest wyraz “ANAL”. :)

wiecej | brak komentarzy

Ilona Wicherkiewicz
Wtorek, czerwiec 1st, 2010 | Ilona Wicherkiewicz

Czy Internet we wschodniej i centralnej Europie jest w lepszej kondycji niż konferencja o nim?

Mam taką nadzieję…

Mała retrospekcja.: Poprzednia  edycja konferencji Internet CEE zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Świeże informacje, które samemu ciężko byłoby sobie wygooglać lub zdobyć z dostępnych źródeł. Inspirujące kejsy, podejście do projektów z zupełnie innej perspektywy (innej kultury, innego stadium rozwoju Internetu…), prezentacje mówiące o Internecie w kontekście konkretnych problemów. Pomyślałam sobie wtedy: wreszcie pojawiło się naprawdę wartościowe miejsce wymiany wiedzy na polskim rynku.

A teraz powrót do teraźniejszości. Mamy rok 2010. Kolejna edycja konferencji już za nami. Jednak poczucie, że wydarzenie to zaowocowało w notoryczne powtarzactwo po przedmówcy tych samych danych i faktów oraz w prelekcje polegające na nicniemówieniu trwającym minimum 20 minut każde, jakoś nie chce przeminąć.

W trakcie trzeciej prezentacji zaobserwowałam w rzędzie przed sobą jak delegacja z czeskiej agencji odpisuje na twitterze na wpis o treści mniej więcej takiej „czy ktoś w końcu na tej konferencji powie coś mniej oczywistego?!” Przekonałam się tym samym, że to nie tylko moje odczucie, że slajdy zawierające słupki z penetracją Internetu, łącz szerokopasmowych, tabelki z największymi portalami nie są materiałami na konferencyjną prezentację. Tego typu dane każdy, kto pracuje z Internetem sam jest w stanie zdobyć bez konieczności płacenia, bądź co bądź, nie małej kwoty.: http://ranking.pl/, http://www.audyt.gemius.pl/, http://www.iabpolska.pl/images/dopobrania/IAB_Gemius_Do_you_CEE.pdf, http://www.internetworldstats.com/.

…no i dlaczego mogę mieć tylko nadzieję, że Internet jest w dobrej kondycji? Cóż pewności po tej konferencji mieć nie mogę, m.in. gdyż przedstawione przez polskich reprezentantów branży reklamowej dane o innych krajach budziły sprzeczność z informacjami podawanymi przez przedstawicieli tych krajów. Zaś niektóre rankingi ze specjalnego raportu dołączonego do materiałów konferencyjnych, (który można pobrać za free ze strony IAB – adres podaję powyżej) stworzone zostały bez danych liczbowych (?).

Mając na uwadze to, że zdarzyło się jednak na tegorocznej konferencji kilka prezentacji, którym warto było poświęcić uwagę (jak np. eksperyment crossmediowy autorstwa Polaków, czy sposoby na dostosowywanie się do zmian w wykonaniu Czechów i kilka innych), daję jeszcze jedną szansę temu przedsięwzięciu. Czekam na następną edycję i trzymam kciuki…
…oby jednak pozostało, choć jedno takie branżowe wydarzenie w Polsce, po którym będziemy mieć poczucie, że staliśmy się nieco mądrzejsi.

wiecej | brak komentarzy

Marcin
Piątek, maj 21st, 2010 | Marcin

Projekty internetowe


Zastanawiałem się ostatnio. To dość ważne, aby w otaczającym nas pędzie znaleźć chwilę na przemyślenia. Bo inaczej będziemy cały czas bezmyślnie młotkować otaczającą nas bieżączkę. To moje zastanawianie nie było jakoś ustrukturyzowane w formie a obracało się wokół projektów internetowych. Widziałem ich kilka w swoim życiu. Mogę je podzielić na dwa typy - takie, które odniosły sukces oraz takie… które ładnie wyglądały na prezentacji PowerPoint przed decydentami (dla nowych w branży, słowo porażka winno być wykreślone z waszego słownika). W ostatnim zdaniu zawarte było sporo jadowitej ironii. Zatem reasumując mamy sukcesy i (tak, tak) porażki. Podręcznika pt. “jak spektakularnie zniszczyć projekt internetowy” nie zamierzam pisać… brakuje mi kreatywności.

Zastanówmy się jednak nad projektami, które w naturze nie występują. W biologii mamy łatwiej, bo ojciec jest tylko jeden. Jeżeli mówimy jednak o sukcesie mamy istny gwałt zbiorowy… bo sukces ma wielu ojców. Nie zastanawiałem się jednak nad brakiem funkcjonalności natury ale nad tym jak ten sukces osiągnąć.

Wyszło mi coś takiego (osoby poniżej osiemnastego roku życia, wrażliwe proszę o zamknięcie oczu i nie podglądanie):

młotkowanie + pierdolnięcie

Wiedziałem, że podglądacie… Nie jestem jednak pierwszą osobą używającą przekleństw publicznie.

Nie równam się broń Boże z John’em Clease’em, chodzi mi jedynie o to, że czasem pewne słowa najlepiej opisują pewne zjawiska. Jednak aby ten wpis nie przemienił się w stek przekleństw od tego momentu będę stosował formę pier*******.

Wróćmy jednak do tematu. Przyglądając się (w praktyce, nie na papierze) jak tworzone są projekty internetowe, zauważyłem, że te które wypalają są młotkowane. Dlaczego ? Jeżeli przyjrzymy się temu jak działa serwis internetowy, jak bardzo interdyscyplinarna wiedza wymagana jest do jego tworzenia, jak unikalne są to dzieła, to wychodzi nam sztuka połączona z technologią kosmiczną. Unikalne dzieło (mniej lub bardziej) wymagające zaawansowanej techniki, widzieliście to gdzieś indziej poza NASA i grami komputerowymi ? Wymagane jest nieustanne rzeźbienie i poprawki. Gdyby Da Vinci chciał pracować w branży interaktywnej nie skończyłby Giocondy do dziś :-).

Ujmując młotkowanie w ramy praktyczne. Projekt internetowy i jego rozwój to tak naprawdę setki drobnych projekcików. Przykład: wpięcie kodów Analytics, stworzenie formularzy, modyfikacja formularzy, analiza ruchu, optymalizacja pod kątem wyszukiwarek, poprawki w menu, pisanie treści, tworzenie innych treści, social media w miliardzie serwisów, poprawki layoutu, poprawki wyświetlania galerii, a to nie działa hosting, a to strona 404 jest zła, to znów zlicza się nam coś podwójnie aaaaaaaaaa…

istock_000001768667xsmall

Cały czas trzeba przy projekcie dłubać. A i to nie zawsze zdaje egzamin. Nasuwa się kolejne pytanie dlaczego ? Cytując jednego z kolegów…

… bo w życiu nie warto być tylko robotnikiem i cały czas młotkować, lepiej być majstrem przyjść raz i wiedzieć gdzie p********* …

… nasza formuła jest już znana i objaśniona. Zatem wracajcie do dłubania przy projektach, ale nie zapominajcie, że czasem trzeba zatrzymać się i pomyśleć. Czego wam i sobie życzę.

wiecej | dodaj komentarz (3)

Przemek Cyluk
Czwartek, maj 13th, 2010 | Przemek Cyluk

Spam i walka ze spamem

Google od wielu lat twierdzi, że walczy skutecznie ze spamem. Odpuszczę pastwienie się nad wynikami organicznymi i udawadnianie, że korzystający z SWL’i mają się dobrze.

Zajmijmy się czymś prostszym. Przynajmniej tak “wydaje mi się”.

gmail_logo

Korzystam z poczty Gmail. Innowacyjnej (tak mówi Gmail sam o sobie) poczty giganta. Adres e-mail jest biznesowy i powszechnie dostępny na stronie www więc zdaje sobie sprawę, że jest i będzie wykorzystywany do akcji spamerskich.

Pytanie: Jak Google mnie chroni przed niechcianą pocztą?
Odpowiedź: W żaden sposób. Dosłownie. Ochrona przed spamem to kompletna bzdura i fikcja.

Jak działa poczta Gmail Google? Otóż każdy e-mail, który Google uważa za spam wrzuca to folderu spam. I na tym się, w moim odczuciu kończy ‘praca’ Google.

gmail_s

W rzeczywistości na 100 e-maili, które trafiają do folderu spam 1 nie jest spamem. W efekcie i tak muszę przekopać się ręcznie przez cały spam, by przypadkiem nie skasować e-maila od klienta. A że klientów niewielu to warto dbać o każdego…

Najbardziej irytujące jest to, że Google nie zapamiętuje co było spamem. Nawet tematy e-maili spamujących są ciągle te same. Mimo to nadal muszę zaglądać do folderu spam i przeglądać całą listę w nadziei, że trafię na tę jedyną, jedyną oczekiwaną wiadomość od klienta w całym tym bałaganie. W rezultacie zamiast jednego folderu “odebrane” przeglądam dwa: odebrane i spam.

wiecej | brak komentarzy