Wtorek, czerwiec 1st, 2010 | Ilona Wicherkiewicz
Mam taką nadzieję…
Mała retrospekcja.: Poprzednia edycja konferencji Internet CEE zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Świeże informacje, które samemu ciężko byłoby sobie wygooglać lub zdobyć z dostępnych źródeł. Inspirujące kejsy, podejście do projektów z zupełnie innej perspektywy (innej kultury, innego stadium rozwoju Internetu…), prezentacje mówiące o Internecie w kontekście konkretnych problemów. Pomyślałam sobie wtedy: wreszcie pojawiło się naprawdę wartościowe miejsce wymiany wiedzy na polskim rynku.
A teraz powrót do teraźniejszości. Mamy rok 2010. Kolejna edycja konferencji już za nami. Jednak poczucie, że wydarzenie to zaowocowało w notoryczne powtarzactwo po przedmówcy tych samych danych i faktów oraz w prelekcje polegające na nicniemówieniu trwającym minimum 20 minut każde, jakoś nie chce przeminąć.
W trakcie trzeciej prezentacji zaobserwowałam w rzędzie przed sobą jak delegacja z czeskiej agencji odpisuje na twitterze na wpis o treści mniej więcej takiej „czy ktoś w końcu na tej konferencji powie coś mniej oczywistego?!” Przekonałam się tym samym, że to nie tylko moje odczucie, że slajdy zawierające słupki z penetracją Internetu, łącz szerokopasmowych, tabelki z największymi portalami nie są materiałami na konferencyjną prezentację. Tego typu dane każdy, kto pracuje z Internetem sam jest w stanie zdobyć bez konieczności płacenia, bądź co bądź, nie małej kwoty.: http://ranking.pl/, http://www.audyt.gemius.pl/, http://www.iabpolska.pl/images/dopobrania/IAB_Gemius_Do_you_CEE.pdf, http://www.internetworldstats.com/.
…no i dlaczego mogę mieć tylko nadzieję, że Internet jest w dobrej kondycji? Cóż pewności po tej konferencji mieć nie mogę, m.in. gdyż przedstawione przez polskich reprezentantów branży reklamowej dane o innych krajach budziły sprzeczność z informacjami podawanymi przez przedstawicieli tych krajów. Zaś niektóre rankingi ze specjalnego raportu dołączonego do materiałów konferencyjnych, (który można pobrać za free ze strony IAB – adres podaję powyżej) stworzone zostały bez danych liczbowych (?).
Mając na uwadze to, że zdarzyło się jednak na tegorocznej konferencji kilka prezentacji, którym warto było poświęcić uwagę (jak np. eksperyment crossmediowy autorstwa Polaków, czy sposoby na dostosowywanie się do zmian w wykonaniu Czechów i kilka innych), daję jeszcze jedną szansę temu przedsięwzięciu. Czekam na następną edycję i trzymam kciuki…
…oby jednak pozostało, choć jedno takie branżowe wydarzenie w Polsce, po którym będziemy mieć poczucie, że staliśmy się nieco mądrzejsi.
wiecej | brak komentarzy
Wtorek, marzec 23rd, 2010 | Maciek Kowalczyk
.. ale przestaje cenzurować.
2 miesiące temu Google tupnęło nogą i i zaczęło głośno się zastanawiać nad swoją dalszą obecnością w Chinach. Na łamach tego bloga, powątpiewałem czy wyszukiwarkowy gigant z Mountain View zdecyduje się na tak zdecydowany krok jak zakończenie działalności w Państwie Środka.

Zespół pracujący nad mechanizmem wyszukiwania w chińskim google razem z serwerami przeprowadził się do Hong Kongu. W Chinach pozostali sprzedawcy i programiści. Od wczoraj internauci wpisujący adres www.google.cn są przekierowywani na www.google.com.hk
Google przyjęło rolę dobrego wujka, który nie będzie więcej współpracował z łamiącymi prawa człowieka komunistami, ale 400 mln $ (szacowane jako roczne przychody Google z Chin) piechotą nie chodzi.
Kto jest ciekawy co o całej sytuacji pisze główny zainteresowany, może przeczytać na oficjalnym blogu google.
wiecej | brak komentarzy
Środa, grudzień 23rd, 2009 | Damian Krawczyk
W moim przekonaniu o porażkach też należy pisać, gdyż uczy to pokory i pokazuje, nad czym jeszcze należy popracować. W związku z tym, że nasz blog nie znalazł się w czołówce konkursu na blogi firmowe postanowiłem prześledzić go pod kątem krytycznych uwag skierowanych do ogółu:
1. Brak dat przy wpisach, brak archiwum - to posiadamy
2. Brak wskazania na blogu czym firma się zajmuje (np. w nagłówku) – na prawdę nie każdy kto wchodzi na bloga po raz pierwszy jest w stanie to odcyfrować. - o tym nie pomyśleliśmy, może rzeczywiście warto to dodać - do przemyślenia
3. Często brak nazwy firmy na blogu (no comment) - jest nazwa
4. Zdarza się również, że autorzy blogów piszą sami dla siebie – na próżno poszukiwać komentarzy pod wpisami. Niektórych to nie zraża i piszą wciąż o tym samym lub w podobnym duchu. Pytanie tylko co z tego ma firma? A może tematyka jest źle dobrana? Wydaje się że czasem, że tematyka bloga jest bardziej związana z zainteresowaniami blogera niż klientów. A może twórcy liczą na efekt SEO? Sam nie wiem. Jednak blog, który jest prowadzony od kilku-kilkunastu miesięcy i ma kilka zaledwie komentarzy- powinien chyba coś twórcy mówić? - no cóż, chcielibyśmy mieć jak najwięcej komentarzy, ale w dość wąskiej specjalizacji to nie takie łatwe; mamy to w każdym razie na uwadze; na efekt SEO niewątpliwie też liczymy, ale czy to coś złego?
5. Równie często twórcy wykorzystują zagraniczne narzedzia promocji bloga, które zupełnie nie przystają do ich grupy docelowej. Może i łatwo dodać je do bloga i “fajnie” wyglądają, etc., ale zawsze trzeba pamiętać do kogo chcemy dotrzeć. Sama ilość klików to nie wszystko. Ważne aby z naszego bloga korzystały osoby, które są w kręgu naszych potencjalnych odbiorców. Oczywiście eksperymentowanie jest jak najbardziej wskazane, ale wyciąganie wniosków również. - takowych nie posiadamy
6. Nagminnym jest brak wskazywania źrodeł czy linków do nich. Na niektórych blogach autor aż prosi się o pytanie, skąd on to wszystko wie i skąd ma takiej jakości zdjęcia z całego świata, do tego często bez podpisu
czy linka, oj nie ładnie - staramy się o jak najwięcej odnośników, kajamy się odnośnie częstego braku linków do zdjęć, najczęściej wynika to z pośpiechu i braku czasu
7. Często zdarza się, że blog nie służy do komunikacji z otoczeniem firmy, tylko wymianą buziaczków i congratsów z kolegami i koleżankami z firmy – może warto więc założyć blog wewnętrzny do takich celów? - hmmm, buziaczków dla koleżanek nie mamy (ale może jednak warto byłoby wprowadzić
)
8. Blogi agencji które oferują usługi kreatywne w sieci (interaktywnych) są pozbawione jakiejkolwiek kreatywności i efektu “wow” – a powinny być chyba właśnie agencyjnym Hyde Parkiem kreatywności? - to chyba największa nasza bolączka, w tym względzie będziemy musieli zrobić zapewne jakąś burzę mózgu, albo cykliczne burze
9. Niestety niektóre blogi są nudne jak flaki z olejem i czyta się je jak instrukcje obsługi tokarki - najlepiej, niech ocenią to nasi czytelnicy
10. Czasami odnosiłem wrażenie, że firmy usługowe na rynku interaktywnym piszą o tym co interesuje je same lub ich szefów (“to co trzeba teraz promować”) a nie potencjalnych odbiorców. - mam nadzieję, że w naszym wypadku tak nie jest; w każdym razie ja osobiście mam pełną swobodę wypowiedzi
11. Niektóre firmy emitują na swoich blogach relamę toplayer – fuj! - zgadzam się - fuj!
12. Na blogach często nie ma jasnej informacji o tym, że jest on prowadzony w imieniu klienta przez agencję PR/zatrudnionych autorów (a to niezgodne z kodeksem WOMMA) – powinno to być WYRAŹNIE zaznaczone - nas to nie dotyczy
13. Dosyć często autorzy blogów nie przedstawiają się (wizytówki, linki do profili, krótkie opisy, etc.) – chyba miło jest wiedzieć z kim się rozmawia, poza tym buduje to bliższą relację z odbiorcami. - kilku autorów naszego bloga, w tym ja, rzeczywiście nie ma uzupełnionych profili, biję się w pierś i postaram się to nadrobić w niedalekiej przyszłości + zmobilizuję pozostałych
Jak widać jeszcze długa droga przed nami.

Jeśli macie jeszcze jakieś propozycje co można poprawić w naszym blogu to gorąco zachęcam do komentarzy.
wiecej | dodaj komentarz (7)
Wtorek, listopad 24th, 2009 | Damian Krawczyk
Sprawozdanie:
- środa, powrót z pracy - brak internetu (neostrada 2mb - jedyny dostawca w mej okolicy)
- telefon do TP, najpierw oczekiwanie na pierwszego konsultanta, potem oczekiwanie na kolejnego, który sprawdza statystyki ruchu i oświadcza, że “po stronie TP jest wszystko OK, ADSL działa” i radzi by załatwić alternatywny modem (czas kontaktu na słuchawce 20min)
- kilka dni załatwianie alternatywnego modemu, potem jego konfiguracja
- internetu nadal brak
- telefon do TP, najpierw oczekiwanie na pierwszego konsultanta, potem oczekiwanie na technicznego konsultanta, który przyjmuje reklamację (czas kontaktu ok. 15min)
- następny dzień (wtorek) telefon z TP, że wszystko powinno być już OK (czyli jednak problem po ich stronie)
- sprawdzam czy jest internet - internetu nadal brak
- telefon do TP, najpierw oczekiwanie na pierwszego konsultanta, potem oczekiwanie na technicznego konsultanta, przyjęcie zgłoszenia, umówienie się na wizytę osoby, która ma sprawić, że internet mi zadziała
- środa, miły pan odwiedza mnie (godzinę spóźnienia), razem kombinujemy jak rozwiązać problem działania internetu, rozwiązania nie znajdujemy, pan odchodzi (no bo w końcu jest Bogu ducha winny, nie pracuje bezpośrednio w TP) stwierdzając, że to jednak coś po mojej stronie (jego modem zadziałał, więc sam też do takiego wniosku dochodzę)
- kolejne godziny spędzone przy konfiguracji już dwóch modemów (linksys i sagem) nie dają żadnych rezultatów, nadal brak internetu
- telefon do TP, najpierw kontakt z pierwszym konsultantem, potem kontakt z technicznym, chwila rozmowy i nagle, ni stąd ni z owąd, internet zadziałał!Pytam pana czy coś zrobił po swojej stronie, lakoniczna odpowiedź - “coś tam zrobiłem”…, czyli wina jednak po stronie TP (ok. 15 min)
Myślicie, że to koniec? Mylicie się.
- z racji braku internetu przez tydzień spodziewam się niższej faktury niż standardowa (115 zł)
- przychodzi faktura na kwotę… 160 zł…

- telefon do TP, najpierw rozmowa z pierwszym konsultantem, potem rozmowa z kolejnym, który po dłuższym czasie stwierdza, że powiększona faktura wynika z założenia w moim mieszkaniu telefonu… (dodam, że telefonu nie zakładałem, nie podpisywałem żadnej umowy, żaden monter TP mnie nie odwiedzał i nie miałem zamiaru zakładać telefonu stacjonarnego), dwukrotne wyjaśnianie pani z TP, że telefonu nie posiadam, w końcu przyjęcie i uznanie reklamacji (czas rozmowy około 20min)
- dzisiaj dzwoniła bardzo miła pani z TP, przepraszając za pomyłkę i oznajmiając, że już wszystko wyjaśnione, zadając rozbrajające mnie pytanie: ” czy jest pan zadowolony z przebiegu i rozstrzygnięcia reklamacji?”, nie pozostało mi odpowiedzieć nic innego jak: “tak, jestem zadowolony…”
wiecej | dodaj komentarz (1)
Środa, listopad 18th, 2009 | Maciek Kowalczyk
Na oficjalnym blogu google poinformowano o zmianach w translatorze. O samym tłumaczu pisać od nowa nie będę, bo Przemek popełnił posta na ten temat (Translatory online) już jakiś czas temu - skupię się na zmianach.
Pierwszym istotnym usprawnieniem jest tłumaczenie w czasie rzeczywistym - nie musimy już klikać w “translate” ponieważ system na bieżąco przekłada nasze znaczki na wybrany język.
Drugim usprawnieniem (chociaż na rynku to żadna nowość) jest możliwość odsłuchania tekstu, który przetłumaczyliśmy. Niestety działa to tylko w języku angielskim
A tak chciałem posłuchać języka suahili,..

.. który okazuje się całkiem znajomy
.
Jeżeli tłumaczymy coś na język, którego liter nie potrafimy odczytać (np. ja nie radzę sobie dobrze z chińskim) to możemy skorzystać z opcji transliteryzacji (konwersja znaków między różnymi alfabetami) na alfabet łaciński.

Podsumowując, translator Google jest ciekawym narzędziem, głównie dlatego, że Google แปล มี 51 ภาษา แสดง ถึง กว่า 98% ของ ผู้ ใช้ อินเทอร์เน็ต ใน ปัจจุบัน , bo samo tłumaczenie często kuleje - ale taka już uroda większości translatorów.
wiecej | brak komentarzy