Wtorek, maj 11th, 2010 | Damian Krawczyk
Co ma rozdzielczość ekranu do SEO?
Otóż dosyć sporo. Ma bezpośredni wpływ na to ile klikamy w daną pozycję w SERPach. Jak to się dzieje? Spójrzcie na poniższy wykres pochodzący z artykułu na seoresearcher.com, przedstawiający m.in. procent kliknięć w daną pozycję na pierszej stronie wyników wyszukiwania Google.

Badanie to było robione w 2006r. Chciałbym abyście zwrócili uwagę na procent kliknięć na miejscu 7 (0.36%). Skąd ten niski wynik?
Poniższa tabelka pokazuje ilość widocznych wyników wyszukiwania przy danych rozdzielczościach, bez przewijania belki pionowej (stary layout Google, bez PPC, bez universal search):

W okresie, w którym przeprowadzano badanie praktycznie nie używano rozdzielczości ekranów, które kończyłyby się na 7 wyniku/pozycji (co będzie widać w niżej umieszczonych statystykach). Nie dziwi więc fakt, że użytkownicy spoglądali i klikali w pozycje 6, ewentualnie zjeżdżali na dół i klikali na spodzie SERPów.
Poniżej przedstawiam wykresy pokazująco kolejno jak zmieniały się rozdzielczości użytkowników w poszczególnych, ostatnich latach. Wykresów tych nie należy uważać za reprezentatywne. Mają one jedynie dawać pewien obraz sytuacji.

Rozdzielczości ekranu, maj 2007

Rodzielczość ekranu, maj 2008

Rozdzielczości ekranów, maj 2009

Rozdzielczości ekranu, kwiecień 2010
Co pokazują nam te statystyki? W maju 2007 ok. 73% użytkowników używało rozdzielczości, która pozwalała im widzieć nie więcej niż 6 pierwszych wyników, w maju 2008 było to ok. 72%, w maju 2009 - ok. 61%, w zeszłym miesiącu ok. 63%. Wzrost rozdzielczości postępował wraz z pojawianiem się panoramicznych monitorów 22 calowych i większych. Spadek z kolei to wzrost popularności netbooków.
Rozdzielczości, a czas obecny
Czy warto w ogóle patrzeć obecnie na rozdzielczości ekranów? W tej chwili trudno znaleźć SERPy, które nie zawierałyby universal search (obrazki, video, mapy, newsy itd.). Mało tego, trudno znaleźć SERPy nie zawierające linków sponsorowanych. Kilka dni temu zmienił się layout wyników wyszukiwania Google, zmieniając nieco ilość widocznych wyników dla określonych rozdzielczości. Dla nowego layout tabelka wygląda tak:

Rozdzielczości, nowy layout Google
Mniejsza liczba widocznych wyników przy najniższej rozdzielczości wynika z tego, że góra layoutu została poszerzona. Większe liczby przy kolejnych rozdzielczościach to wynik zagęszczenia obszaru wyniku wyszukiwań. Niemniej rozdzielczością ‘* x 600′ nie ma zbytnio sensu się przejmować. Liczba użytkowników, mających tak ustawiony ekran jest marginalna.
Pozostaje nadal postawione pytanie ‘czy warto..?’. Uważam, że tak. Nadal zdarzają się wyniki (nie znam niestety ich ilości) bez universal search, a jeżeli są, to należy na nie zwracać uwagę, także w kwestiach rozdzielczości. PPC nie wyświetla się wszystkim, adblockery skutecznie je blokują.
Warto pomyśleć do kogo kierujemy naszą stronę. Jeśli naszym targetem będą np. przedstawiciele handlowi, może wówczas warto skupić się na rozdzielczościach “netbookowych”. Pożądanymi miejscami wówczas 5 pierwszych pozycji w SERPach. Z kolei, jeśli ofertę kierujemy dla grafików, możemy się spodziewać, że będą oni widzieli wszystkie pozycje z top10. Często używają oni bowiem dużych monitorów.
Chciałbym, aby te przemyślenia były przeciwwagą dla głosów mówiących, że wprowadzenie obrazków, video, map i innych wyników do searchu, każe obierać sobie za cel, nie poszczególne pozycje, a 1 stronę wyszukiwań jako całość. Nadmienię dodatkowo, że nie wchodziłem w obszar mobile searchu, który może stanowić kolejny temat. Nie brałem też pod uwagę personalizacji, która nakazuje patrzeć na osiągnięcia poprzez efekt ruchu, a nie pozycji.
wiecej | dodaj komentarz (6)
Wtorek, marzec 23rd, 2010 | Maciek Kowalczyk
.. ale przestaje cenzurować.
2 miesiące temu Google tupnęło nogą i i zaczęło głośno się zastanawiać nad swoją dalszą obecnością w Chinach. Na łamach tego bloga, powątpiewałem czy wyszukiwarkowy gigant z Mountain View zdecyduje się na tak zdecydowany krok jak zakończenie działalności w Państwie Środka.

Zespół pracujący nad mechanizmem wyszukiwania w chińskim google razem z serwerami przeprowadził się do Hong Kongu. W Chinach pozostali sprzedawcy i programiści. Od wczoraj internauci wpisujący adres www.google.cn są przekierowywani na www.google.com.hk
Google przyjęło rolę dobrego wujka, który nie będzie więcej współpracował z łamiącymi prawa człowieka komunistami, ale 400 mln $ (szacowane jako roczne przychody Google z Chin) piechotą nie chodzi.
Kto jest ciekawy co o całej sytuacji pisze główny zainteresowany, może przeczytać na oficjalnym blogu google.
wiecej | brak komentarzy
Czwartek, marzec 18th, 2010 | Damian Krawczyk
Niedawno w Google Webmaster Tools nastąpiła niewielka zmiana. Niewielka, aczkolwiek znacząco ułatwiającą pracę dla klienta. Chodzi o metodę weryfikacji własności witryny. Dotychczas mogliśmy weryfikować stronę poprzez wrzucenie na serwer do katalogu głównego pliku weryfikacji lub też poprzez weryfikujący meta tag. Obecnie możemy także zwyczajnie dodać użytkownika. Oczywiście aby móc dodać użytkownika, strona musi być już wcześniej zweryfikowana. Pierwsza weryfikacja następuje poprzez wspomniane już metody.
Aby dodać użytkownika wystarczy kliknąć w ‘Zweryfikowano’ przy danym adresie URL. Na spodzie strony będzie pokazana lista użytkowników i przycisk do dodawania nowego użytkownika.

Co ciekawe - dodany, nowy użytkownik może cofnąć weryfikację użytkownika pierwotnego. To mnie trochę niepokoi, nie ma niestety podziału użytkowników ze względu na prawa dostępu. Niemniej to już raczej przysłowiowe “szukanie dziury w całym”.
Kilkukrotnie już zdarzało mi się tłumaczyć klientom, że plików weryfikacji, tudzież weryfikujących meta tagów może być więcej niż jeden na stronie. Samo wrzucanie pliku na serwer to też czasem uciążliwa dla klienta rzecz, nie mówiąc już o dodawaniu meta tagu. Nowa forma weryfikacji pozwoli na oszczędzenie czasu.
wiecej | brak komentarzy
Wtorek, marzec 16th, 2010 | Marcin
Ponad rok temu (takie rozpoczęcie wpisu dodaje autorytetu :-)) pisałem relację z SES. W pierwszym z punktów opisywałem wystąpienie przedstawiciela ASK.com. Wykład był zajmujący, a jedno ze stwierdzeń stało się zaczynem dla tego wpisu. Pan Mascaraque odkrył przed słuchaczami jak działa wyszukiwarka. Nie i nie chodzi tutaj, o magię algorytmów ani o super pomysł jak się pozycjonować. Pokazał on spojrzenie z zupełnie innej strony - opisał model biznesowy. Tyle wstępu przejdźmy do konkretów:
Przychód wyszukiwarki = liczba zapytań X przychód z zapytania
(Search Queries, SQ) X (Revenue Per Search, RPS)

Model biznesowy
Iloczyny mają to do siebie, że by zwiększyć jego wynik należy maksymalizować każdy z czynników. W dzisiejszym wpisie zajmiemy się prawą częścią iloczynu (RPS), na przykładzie największego gracza na Polskim rynku wyszukiwarek. Oczywiście na wstępie warto dać disclaimer, że przedstawione poniżej tezy są jedynie luźnymi przemyśleniami.
Wejdźmy w buty wyszukiwarki. Mamy użytkowników, mamy powierzchnię reklamową. Jak każdy wydawca (firma), chcemy zwiększyć do maksimum przychód z naszego stanu posiadania - zwiększyć SQ. Zatem z jednej strony chcemy maksymalizować częstość używania naszego produktu. Jednak w momencie, gdy ma się ponad 95% rynku, zadanie jakie stoi przed nami można porównać do próby zdobywania Mt. Everest, bez tlenu, zimą… niby jest to możliwe, ale eufemistycznie mówiąc niełatwe.

Maksymalizacja RPS
Z drugiej strony, chcielibyśmy (o ile jest to możliwe) wyselekcjonować grupy użytkowników, którzy będą nam płacić więcej - zwiększać średnie RPS. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku “normalnej” produkcji, gdy sprzedajemy coraz więcej, zwykle musimy obniżać ceny. W przypadku wyszukiwarek jest inaczej (sic!?). Każda grupa fraz (opony, pożyczki, aparaty, wycieczki) tworzy osobny rynek, gdzie nasi partnerzy konkurują ze sobą o nasz produkt. Wychodząc naprzeciw partnerom (co uważam za bardzo dobre) i dajemy im możliwość aukcji. To (aukcja) jak każdy kij ma dwa końce - jeżeli konkurencja jest duża to istnieje ryzyko, że część graczy przepłaci. Jeżeli konkurencja jest nieduża (np. tylko jeden gracz) to cena może być niższa od naszych kosztów.
Crowding
Zatem mamy taką sytuację, gdzie jeżeli mamy duży tłum (opony ? OFE ?) to czerpiemy stamtąd ponadprzeciętne zyski. To jest ok. Pamiętajmy jednak, że istnieje coś takiego jak długi ogon. Zatem ludzie nie wpisują jedynie fraz ogólnych, ale używają fraz dłuższych, bardziej skomplikowanych. Dzięki dopasowaniu dokładnemu i dowolnemu doborowi słów, reklamodawca mógłby chcieć się reklamować na wybrane, precyzyjne frazy. Weźmy na przykład: “jan brzechwa akademia”. Fraza dość specyficzna, jednak znam bardziej złożone. Google jednak nie pozwala się na świecenie… pisząc, że fraza jest zbyt rzadko wyszukiwana. Jak dla mnie ok, mogę poczekać, mam czas. Jako np. sprzedawca mogę mieć w ofercie jedynie “Akademię Pana Kleksa” i żadnych innych tytułów tego autora.

Zatem dlaczego Google nie chce mnie wyświetlać ? Że niby użytkownikom nie spodoba się moja reklama - jak mogą to wiedzieć, skoro mnie nie przetestowali ? Jako reklamodawca bardzo chciałbym być widoczny na tą frazę. Mało tego, zapewne nie spotkałbym tam konkurencji, więc moja stawka w aukcji byłaby jedyną. Co mam jednak zrobić, gdy zależy mi na wyświetlaniu ? Muszę wejść we frazę bardziej ogólną… czyli na przykład “jan brzechwa”, gdzie jak się już domyślacie spotkam konkurencję.
Kiedy już zgromadzimy reklamodawców w jednym miejscu możemy pobawić się w optymalizację RPS.
QS a RPS
Teraz przyjrzyjmy się systemowi Google. Zastanówmy się chwilę nad działaniem parametru Quality Score. Z oficjalnych informacji wynika, że ten parametr powiązany jest z CTR’em (jako jednym z parametrów, załóżmy, że jest on główny - taka moja teza, niech ktoś mnie poprawi jeżeli się mylę). Uprośćmy dla naszego rozumowania (tak wiem, jest to błędne), że QS = CTR. Ze strony użytkowników sygnał mówiący o wysokiej klikalności nie zawsze musi oznaczać, że reklama jest dla nich dobra, może na przykład pokazywać, że tekst reklamy jest lepiej napisany.
Rozważmy teraz dwa scenariusze, gdzie mamy maksymalizować średnie RPS, zakładamy że reklamy walczą o tą samą pozycję:
a. CPC = 2 CTR = 2%
b. CPC = 1 CTR = 5%
Załóżmy próbę tysiąca wyświetleń:
a. 1000 x 2% x 2 = 20 x 2 = 40
b. 1000 x 5% x 1 = 50 x 1 = 50
Która reklama z punktu widzenia wyszukiwarki, powinna być wyświetlana … ? Proste.
Pójdźmy trochę dalej. Bowiem QS nie jest jedynym parametrem, który służy maksymalizacji RPS. Dodajmy do naszego eksperymentu “First Page Bid” czyli minimalna stawkę CPC dla pierwszej strony. Tutaj mamy do czynienia z dwoma graczami. Przyjmijmy założenie dla wyszukiwarki, że RPS (z tysiąca zapytań) to 20.
a. CPC = 0,7 CTR = 2,2%
b. CPC = 1 CTR = 2 %
daje nam to:
a. 1000 x 2,2% x 0,7 = 15,4 (zbyt mało!)
b. 1000 x 2% x 1 = = 20 (ok)
Co robimy ? Dajemy graczowi A, komunikat, że wymagane jest by zwiększył stawkę do 1. Zatem mamy sytuację:
a. 1000 x 2,2% x 1= 22 (ok)
b. 1000 x 2% x 1 = = 20 (ok)
Uważny czytelnik, w tym momencie zapyta, po co był nam gracz B w naszej analizie. Już tłumaczę. Podniesienie minimalnej stawki dla gracza A, zmienia dość mocno sytuację. Z punku widzenia wyszukiwarki optymalizujemy swoje przychody i po pierwsze gracz A nie przynosi nam strat. Po drugie zaakceptował wyższy poziom kosztów, co prowadzi do sytuacji, że przynosi nam więcej przychodów niż B. Zatem warto wyświetlać go wyżej… Gracz B, po pewnym czasie zauważy spadek pozycji i jednym z jego posunięć może być zwiększenie swojej stawki CPC. Taki mały efekt mnożnikowy
(albo bidding war, jak kto woli).
wiecej | brak komentarzy