Archiwum dla ‘Google Analytics’ Kategorii
Piątek, grudzień 4th, 2009 | Marcin
Dzisiaj nie będzie głębokich przemyśleń - jest koniec tygodnia, zatem geek mode można zrobić na off. Chciałem się podzielić jedną konstatacją. Wczoraj udało mi się skończyć książkę Nawałnica mieczy Tom 1 - Stal i śnieg (BTW: jest to fantastyka najwyższej próby, po mimo faktu, że tytuł brzmi strasznie).

Jak ma to związek z blogiem o marketingu ? Jeszcze chwila i wszystko będzie jasne. Jednak zanim to nastąpi musicie znieść jeszcze troszeczkę ekshibicjonizmu. Zatem wróćmy do naszych baranów. Po zakończeniu czytania nadchodzi czas na wpisanie książki do Excela, gdzie spisuje wszystkie pozycje jakie przeczytałem w tym roku, liczbę stron, średnią… etc. (mężczyźni lubią wszystko liczyć i mierzyć - ). Problem był taki, że choć skończyłem książkę, to nie sprawdziłem liczby stron. Siedziałem przy komputerze a książka została odłożona na półkę, która znajdowała się w dramatycznej odległości 1,5 metra. Chcąc uniknąć wyprawy po książkę (Frodo nie pomyślał wychodząc z domu i doszedł aż do Amon Amarth… pewnie nie miał Internetu :-), nieprzemyślane wyprawy bywają niebezpieczne) zdecydowałem się, że sprawdzę liczbę stron na Merlinie.
Scenariusz był taki - wchodzę na główną, dwa wyszukiwania w wewnętrznej wyszukiwarce (musiałem się poprawić bo to nie zadziałało, przez “rr”). I voila ! Mam. 608 jest tym czego szukałem.
Spójrzmy jednak na to od strony merlin.pl. Tam w statystykach mamy użytkownika, który wszedł na serwis, przeszukał go. Doszedł do strony produktu… i nie kupił. Prowadzi to do dwóch ważnych wniosków.

Po pierwsze współczynnik konwersji (CR) czyli akcja/wizyty jest “manipulowany” przez samych użytkowników. Powód mojej wizyty był dla mnie jasny, ale w statystykach ruchu już nie był widoczny. Jestem sobie w stanie wyobrazić dziesiątki innych możliwych przyczyn wizyty na stronie, które nie są związane z procesem zakupu. Zatem mamy do czynienia z sytuacją gdzie użytkownicy “sztucznie zawyżają” podstawę ułamka składającego się na CR. Zatem nie powinniśmy zbytnio przejmować się nominalną wartością CR ale kierunkiem jego zmiany (czy rośnie czy spada). Spadek CR nie oznacza od razu, że coś stało się nie tak z naszym sklepem/stroną www - może jakiś znany serwis (wykop ?
napisał o nas i mamy do czynienia z czymś co można porównać jedynie z najazdem Hunów. Wizyty zwiększają się dramatycznie ale nominalna liczba konwersji pozostaje niezmienna, zatem cały ułamek nam spada.
Drugi wniosek, połączony z pierwszym - nie popadajmy w obsesję współczynnikową. Każde dane można podrasować i zafałszować. Clue problemu polega na tym by dane rozumieć, wiedzieć skąd pochodzą i jak są obliczane. Odnosząc się do przypadku konwersji - w celu uzyskania “prawdziwego” obrazu konwersji należy filtrować (segmentować) ruch który badamy. Inna jest konwersja dla ruchu bezpośredniego, inna dla mailingu a jeszcze inna dla wyszukiwarek. Mając dane wyfiltrowane możemy skupić się na kierunkach zmiany, oczywiście biorąc pod uwagę czynniki sezonowe, czas, zmiany u konkurencji.
Przykład: Spadek konwersji o 0,5% punktu procentowego z 4 do 3,5 % mówi nam bardzo mało. Jeżeli jednak rozbijemy te dane i wyfiltrujemy źródła możemy na przykład zobaczyć, że efektywność ostatniego mailingu spadła nam z 8% do 2%. To już daje nam podstawy do wnioskowania i analizy miejsc w których (jak to mawia Andrzej Pilipiuk) “coś schrzaniliśmy”.
A temat tego posta, ktoś powie ? Temat jest marketingowy… ale to już zupełnie inna historia
wiecej | dodaj komentarz (1)
Piątek, listopad 20th, 2009 | Marcin
Pozostając w tematyce narzuconej przez tytuł, zastanawiałem się nad tym… “Gdybym miał podać jedną, jedyną rzecz która najwięcej daje w Google Analytics, to co bym wybrał ?”. W związku z faktem, że miałbym podać jedną rzecz, to duże koncepcje w stylu zaawansowanych segmentów odpadają. Chodząc po systemie, doszedłem do wniosku, że największy zwrot z porady dałby mi znak “|” !

Dla tych niezaznajomionych, znak “|” oznacza potok… (cytat za ciekawym artykułem z Magicznego ). Pisząc prościej, znak ten oznacza “lub” i jest jednym ze znaków specjalnych w wyrażeniach w regularnych. Pisząc jeszcze prościej, można było za jego pomocą filtrować listy w Google Analytics. W praktyce wygląda to tak jak na załączonym obrazku.

Scenariusz był taki - chciałem zobaczyć jakie słowa kluczowe generują ruch na naszą stronę firmową www.acr.pl, poza tym chciałem obejrzeć trendy… czy nam rośnie ? czy może wręcz odwrotnie ? Jednak stało się w przeszłości tak, że Damian napisał wpis o tym, że “Michael Jackson żyje“. Mieliśmy zatem straszny pik w ruchu z Google. Chciałem to odfiltrować. Acha i chciałem usunąć wejścia na słowa związane z marką + kombinacje,
Efekt był taki, że w pole exclude wpisałem “michael|jackson|acr”. Ten prosty, ale potężny znak (oraz inne wyrażenia regularne) pozwala nam na proste generowanie widoków na np. poziomie słów kluczowych. Teraz Google poszło o krok dalej i udostępniło zaawansowane filtry. Potok nie odchodzi oczywiście w zapomnienie, ale teraz w prosty sposób (dzięki filtrom zaawansowanym) można budować takie widoki.
Zatem, po pierwsze mamy odfiltrowany ruch z fraz, o których pisałem na górze. Po drugie mamy dodany warunek, że bounce rate < 20% oraz bierzemy dane dla segmentu (zdefiniowanego oddzielnie), który zalicza jedynie wizyty na blogu. Zatem innymi słowy, patrzymy przez jakie słowa docierają do nas wartościowi użytkownicy bloga.

Możliwości filtrów jaki widać są ogromne. Jednak nie to jest najciekawszym wnioskiem. Najbardziej pouczająca jest jakość innowacji wprowadzanych przez twórców tego oprogramowania (jakby ktoś nie wiedział to podpowiem: Google). Będąc użytkownikiem, aż miło jest patrzeć na produkt, który się tak dobrze rozwija… aż chce się za niego zapłacić… :-). Z drugiej strony możemy mieć tutaj z taktyką na dealera - tj. najpierw wszystkich uzależniamy, a później, mając delikwentów na haczyku wynagradzamy sobie z nawiązką. Zobaczymy jak sprawa się rozwinie… ale do tego czasu ja na pewno będę się uzależniać
wiecej | brak komentarzy
Wtorek, listopad 17th, 2009 | Damian Krawczyk
Niedawno pojawiły się nowe możliwości związane z dodawaniem strony do Google Analytics. Przy dodawaniu kodu śledzącego mamy dodatkowe opcje dotyczące niestandardowych stron.

Oczywiście możliwości te istniały już wcześniej. Nie były jednak tak łatwo dostępne dla użytkowników już na etapie wklejania kodu. Poza tym, zapewne, wiele osób nie zdawało sobie sprawy z ich istnienia.
Wklejając kod śledzenia mamy do wyboru cztery rodzaje witryny, dla których chcemy badać ruch:
1. Pojedyncza domena, a więc standardowa, jedna domena, bez subdomen.
2. Jedna domena z wieloma subdomenami.
W tym przypadku do kodu śledzącego dodaje się linijka pageTracker._setDomainName(”.przykladowa-strona.pl”);
Linijka ta wiąże śledzenie domeny głównej z subdomenami. Użycie kropki przed nazwą domeny pozwala na śledzenie subdomen na niższych poziomach, a nie tylko na pierwszym (np. subdomena1/subdomena2/przykladowa-strona.pl).
3. Wiele domen najwyższego poziomu.
Po wyborze tej opcji do kodu dodawane są argumenty:
pageTracker._setDomainName(”none”);
pageTracker._setAllowLinker(true);
Dodanie tych dwóch metod odpowiednio z parametrami “none” i true pozwala na ustawienie śledzenia dla różnych domen w ramach jednego kodu. Boolowska metoda _setAllowLinker z parametrem true wstawia do adresu URL parametry cookie zamiast standardowych.
4. Witryna tworzona dla komórek.
Wybór tej opcji powoduje całkowitą modyfikację kodu śledzenia GA w zależności od używanego języka programowania (PHP, Pearl, JSP, ASPX).
Dodatkowo mamy także możliwość zaznaczenia check boxa, którym informujemy, że w statystykach chcemy widzieć odwiedziny z Adwordsa. Wówczas do kolejnych kroków podłączenia kodu śledznie zostaje dodany… komunikat, że musimy powiązać konto Analytics z Adwords by móc śledzić wizyty z linków sponsorowanych
Zakładka Niestandardowe pozwala na wyedytowanie kodu i zmodyfikowanie go samemu do własnych potrzeb.
Użyte, dodatkowe metody, nie wyczerpują oczywiście całego arsenału metod API Google. Ich pełen zestaw można zobaczyć tutaj. Myślę jednak, że jest spore udogodnienie dla osób nie mających głębszych doświadczeń z GA.
wiecej | brak komentarzy
Piątek, sierpień 28th, 2009 | Marcin
Od dość długiego czasu przyglądam się rozwojowi Google Analytics. Jeżeli chodzi o Internet, to określenie, “od dość długiego czasu” może być nieprecyzyjne – konkretniej można powiedzieć, od momentu w którym Google udostępniło oprogramowanie Urchin pod nazwą Google Analytics (GA).
Wracając jednak do meritum. Pierwszy interfejs GA był kolorowy (szczególnie w porównaniu do stonowanych szarości oferowanych javovy applet Gemius Traffica). Co więcej posiadał kilka, miażdżących, dodatkowych funkcjonalności – takich jak ustawianie dowolnego zakresu dat, co w porównaniu do Traffica (mylę się?) było nieprzeciętnym skokiem do przodu. Miał też wady – Onet nie był traktowany jak wyszukiwarka, ale jako refferal
(pytanie co łatwiej zmienić - build GA czy sprzedać Onetowi swoją technologię wyszukiwania
?? - pytanie do Google)

Później nastąpiła wersja 2.0. Lepsza grafika, lepsza prezentacja danych. Nowe funkcjonalności… i tu każdy usiadłby na laurach. Lecz nie Google. Google chce mieć najlepszy program do analityki internetowej, który jest udostępniany za darmo (no dobrze, nie za darmo, bo w najdroższym przypadku kosztuje 31 USD wydanych na AdWords w miesiąc).
Mniej więcej w okresie pojawienia się wersji dwa.zero przyglądałem się możliwościom dawanym przez inne systemy analityki internetowej. Jedną z ciekawszych aplikacji był Clicktracks. Na wybór tego narzędzia, zdecydowałem było-nie-było, po zapoznaniu się z przezabawną twórczością Avinasha Kaushik’a.

Najciekawszym elementem Clicktracksów był system etykiet (labels), który pozwalał na tworzenie dowolnych segmentów, które przeliczały dane historyczne. Chciałeś zmienić definicję bounce rate, na czas < 5 sekund. No problem, tworzyłeś etykietę i…. voila. Była to funkcjonalność, która wyróżniała Clicktracks z tłumu (poza tym, narzędzie było w miarę przystępne cenowo… więc prawie je kupiliśmy :-)).
Jednak, w następnym kroku na scenę powrócił Avniash – guru webanalytics, który wiedział co dobre. I dodał (tak to sobie wyobrażam… bo rzeczywistość mogła być diametralnie inna) etykiety, czyli segmenty zaawansowane, do kolejnej wersji GA. Koniec z Clicktracksem… narzędzie co prawda istnieje, ale jako część zestawu LyrisHQ, nie aspirując już do bycia rozwiązaniem z półki enterprise-class.
Google (Analytics) zdominował Clicktracks. Teraz zabiera się za inne narzędzia – mamy przecież API czy custom reporting. Ciekawi mnie co czas przyniesie, ale wygląda to ekscytująco. Korzystając z GA, które jest ciągle rozwijane, czuję się jakbym dostawał za darmo nowe wersje PES/FIFA (niepotrzebne skreślić) i przyznam – to JEST fajne.

wiecej | brak komentarzy
Środa, sierpień 26th, 2009 | Damian Krawczyk
Wpis ten będzie jednocześnie promocją innego wpisu na blogu Matta Cutsa. Jeśli planujecie tworzenie bloga lub też tworzycie już bloga i chcecie by blog ten był dobrze widoczny w internecie to z pewnością obowiązkową lekturą jest właśnie podlinkowany post. W poście tym jest zawarte 46 minutowe wideo - wystąpienie Matta na WordCampie odbywającym się w San Francisco.
Wideo jest sporą dawką cennych informacji dla osób, które od podstaw chcą dowiedzieć się jak powinno się tworzyć bloga (najlepiej na WordPressie) by Google go “polubiło”. Ciekawe wypowiedzi speca od Search Quality w Google przerywane są sporą dawką humoru, co sprawia, że filmik ogląda się i słucha z przyjemnością. Z ciekawszych rzeczy, które zostały przedstawione jest mowa o tym:
- jak należy traktować keywordsy na blogu
- jak zdobywać backlinki i co się liczy w związku z nimi
- pluginy wordpressa ułatwiające indeksowanie strony w wyszukiwarce i parę innych rzeczy

Mnie zachowuje się w pamięci szczególnie mowa o aktualności wpisów na bloga. Matt mówi o tym, jakie posty możemy uaktualniać. Korzystając z Google Analytics wybieramy zatem te posty, które są starsze i które posiadają wiele odwiedzin na naszym blogu. Przeglądamy treść wpisu i aktualizujemy go jako nowy. Proste, a jakże użyteczne. Polecam gorąco obejrzenie całości, a przynajmniej slajdów znajdujących się pod filmem.
wiecej | dodaj komentarz (1)