Archiwum dla ‘Google Analytics’ Kategorii
Poniedziałek, luty 22nd, 2010 | Przemek Cyluk
Kolejna osoba z ACR dołączyła do grona certyfikowanych osób ze znajomości Google Analytics.

Do uwag M. Siekierskiego dodam tylko, że…
a) czasu jest bardzo dużo
b) pytania są konkretne
c) brak źle przetłumaczonych pytań 
d) update do komentarza Marcina - teraz minimum do zdania wynosi 80%, a nie 75%.
wiecej | dodaj komentarz (5)
Poniedziałek, luty 1st, 2010 | Marcin
Już jest. Nowa sekcja na naszej stronie, odnośnie Google Analytics. Może nie było tak oczekiwane wydarzenie jak nowy boild Roberta Kubicy, czy mecz półfinałowy polskich szczypiornistów, jednak dla nas jest to prawie równie ważne.

Dla tych którzy czytają po Dyrektorsku/Prezesowsku (podpowiem, czyli nie czytają :-), tylko skanują). Mamy alias: analytics@acr.pl, na który możecie pisać. Jeżeli macie pytania, jeżeli macie uwagi, jeżeli uważacie, że błądzimy i chcecie nas wyedukować.
wiecej | brak komentarzy
Wtorek, styczeń 26th, 2010 | Marcin
Ha. Zdałem. Google Analytics Individual Qualification. 98%.

No dobra koniec lansu. Kilka wrażeń.
a. Egazmin trwa 90 minut
b. Pytań jest siedemdziesiąt
c. Trzeba mieć 75% by zdać
Tyle formalności. Wypuśćmy demona dygresji. Czy egzamin jest trudny? Raczej nie, wystarczy dobrze znać angielski i w miarę sprawnie korzystać z wyszukiwarki. Kluczowa wydaje się umiejętność formułowania zapytań w mianowniku, po angielsku. W pierwszych trzech, czterech wynikach można znaleźć potrzebne nam informacje.
Drugą praktyczną radą, jaką mogę dać chętnym do otrzymania tytułu GAIQ, to zmiana w supportowym URL’u parametru “hl=” z en na pl. Pamiętajcie, że gdy szukamy informacji (zapytanie w Google) po angielsku, to odnajdujemy odpowiednią stronię napisaną w dialekcie Szekspira. Jako, że Szekspirem nie jesteśmy, przełączamy na znany nam język polski i szukamy wymaganych informacji. I tak w praktyce: o filtrach możemy poczytać po angielsku jak i po polsku. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że w języku ojczystym szybciej wyłapiecie potrzebne informacje.
Dalej - o czym warto wiedzieć przystępując do testu. Przede wszystkim o filtrach - jest z nich masa pytań, a same filtry nie są rzeczą powszechną. Tworzone są one jedynie kilka razy w trakcie “życia” profilu. Wiedza o nich się nie odkłada w głowie. Kolejnym aspektem - który warto przyswoić to uprawnienia użytkowników oraz ustawienia profilu. Mając to opanowane macie połowę testu za sobą. Jeszcze tylko śledzenie (first party cookies vs. third party cookies), modyfikacje kodu (setDomainName etc.) orz łączenie GA i AdWords. Pytań na myślenie (zależności wskaźników od siebie) jest stosunkowo niewiele - chociaż, może być to mylne. Po prostu mi trafił się taki zestaw.

Podsumowując, jeżeli pracujesz w GA, instalowałeś go kilka razy (w tym e-commerce), robiłeś filtry oraz modyfikowałeś kod, to przystępuj do egzaminu. Choćby z marszu.
wiecej | dodaj komentarz (7)
Piątek, grudzień 4th, 2009 | Marcin
Dzisiaj nie będzie głębokich przemyśleń - jest koniec tygodnia, zatem geek mode można zrobić na off. Chciałem się podzielić jedną konstatacją. Wczoraj udało mi się skończyć książkę Nawałnica mieczy Tom 1 - Stal i śnieg (BTW: jest to fantastyka najwyższej próby, po mimo faktu, że tytuł brzmi strasznie).

Jak ma to związek z blogiem o marketingu ? Jeszcze chwila i wszystko będzie jasne. Jednak zanim to nastąpi musicie znieść jeszcze troszeczkę ekshibicjonizmu. Zatem wróćmy do naszych baranów. Po zakończeniu czytania nadchodzi czas na wpisanie książki do Excela, gdzie spisuje wszystkie pozycje jakie przeczytałem w tym roku, liczbę stron, średnią… etc. (mężczyźni lubią wszystko liczyć i mierzyć - ). Problem był taki, że choć skończyłem książkę, to nie sprawdziłem liczby stron. Siedziałem przy komputerze a książka została odłożona na półkę, która znajdowała się w dramatycznej odległości 1,5 metra. Chcąc uniknąć wyprawy po książkę (Frodo nie pomyślał wychodząc z domu i doszedł aż do Amon Amarth… pewnie nie miał Internetu :-), nieprzemyślane wyprawy bywają niebezpieczne) zdecydowałem się, że sprawdzę liczbę stron na Merlinie.
Scenariusz był taki - wchodzę na główną, dwa wyszukiwania w wewnętrznej wyszukiwarce (musiałem się poprawić bo to nie zadziałało, przez “rr”). I voila ! Mam. 608 jest tym czego szukałem.
Spójrzmy jednak na to od strony merlin.pl. Tam w statystykach mamy użytkownika, który wszedł na serwis, przeszukał go. Doszedł do strony produktu… i nie kupił. Prowadzi to do dwóch ważnych wniosków.

Po pierwsze współczynnik konwersji (CR) czyli akcja/wizyty jest “manipulowany” przez samych użytkowników. Powód mojej wizyty był dla mnie jasny, ale w statystykach ruchu już nie był widoczny. Jestem sobie w stanie wyobrazić dziesiątki innych możliwych przyczyn wizyty na stronie, które nie są związane z procesem zakupu. Zatem mamy do czynienia z sytuacją gdzie użytkownicy “sztucznie zawyżają” podstawę ułamka składającego się na CR. Zatem nie powinniśmy zbytnio przejmować się nominalną wartością CR ale kierunkiem jego zmiany (czy rośnie czy spada). Spadek CR nie oznacza od razu, że coś stało się nie tak z naszym sklepem/stroną www - może jakiś znany serwis (wykop ?
napisał o nas i mamy do czynienia z czymś co można porównać jedynie z najazdem Hunów. Wizyty zwiększają się dramatycznie ale nominalna liczba konwersji pozostaje niezmienna, zatem cały ułamek nam spada.
Drugi wniosek, połączony z pierwszym - nie popadajmy w obsesję współczynnikową. Każde dane można podrasować i zafałszować. Clue problemu polega na tym by dane rozumieć, wiedzieć skąd pochodzą i jak są obliczane. Odnosząc się do przypadku konwersji - w celu uzyskania “prawdziwego” obrazu konwersji należy filtrować (segmentować) ruch który badamy. Inna jest konwersja dla ruchu bezpośredniego, inna dla mailingu a jeszcze inna dla wyszukiwarek. Mając dane wyfiltrowane możemy skupić się na kierunkach zmiany, oczywiście biorąc pod uwagę czynniki sezonowe, czas, zmiany u konkurencji.
Przykład: Spadek konwersji o 0,5% punktu procentowego z 4 do 3,5 % mówi nam bardzo mało. Jeżeli jednak rozbijemy te dane i wyfiltrujemy źródła możemy na przykład zobaczyć, że efektywność ostatniego mailingu spadła nam z 8% do 2%. To już daje nam podstawy do wnioskowania i analizy miejsc w których (jak to mawia Andrzej Pilipiuk) “coś schrzaniliśmy”.
A temat tego posta, ktoś powie ? Temat jest marketingowy… ale to już zupełnie inna historia
wiecej | dodaj komentarz (1)
Piątek, listopad 20th, 2009 | Marcin
Pozostając w tematyce narzuconej przez tytuł, zastanawiałem się nad tym… “Gdybym miał podać jedną, jedyną rzecz która najwięcej daje w Google Analytics, to co bym wybrał ?”. W związku z faktem, że miałbym podać jedną rzecz, to duże koncepcje w stylu zaawansowanych segmentów odpadają. Chodząc po systemie, doszedłem do wniosku, że największy zwrot z porady dałby mi znak “|” !

Dla tych niezaznajomionych, znak “|” oznacza potok… (cytat za ciekawym artykułem z Magicznego ). Pisząc prościej, znak ten oznacza “lub” i jest jednym ze znaków specjalnych w wyrażeniach w regularnych. Pisząc jeszcze prościej, można było za jego pomocą filtrować listy w Google Analytics. W praktyce wygląda to tak jak na załączonym obrazku.

Scenariusz był taki - chciałem zobaczyć jakie słowa kluczowe generują ruch na naszą stronę firmową www.acr.pl, poza tym chciałem obejrzeć trendy… czy nam rośnie ? czy może wręcz odwrotnie ? Jednak stało się w przeszłości tak, że Damian napisał wpis o tym, że “Michael Jackson żyje“. Mieliśmy zatem straszny pik w ruchu z Google. Chciałem to odfiltrować. Acha i chciałem usunąć wejścia na słowa związane z marką + kombinacje,
Efekt był taki, że w pole exclude wpisałem “michael|jackson|acr”. Ten prosty, ale potężny znak (oraz inne wyrażenia regularne) pozwala nam na proste generowanie widoków na np. poziomie słów kluczowych. Teraz Google poszło o krok dalej i udostępniło zaawansowane filtry. Potok nie odchodzi oczywiście w zapomnienie, ale teraz w prosty sposób (dzięki filtrom zaawansowanym) można budować takie widoki.
Zatem, po pierwsze mamy odfiltrowany ruch z fraz, o których pisałem na górze. Po drugie mamy dodany warunek, że bounce rate < 20% oraz bierzemy dane dla segmentu (zdefiniowanego oddzielnie), który zalicza jedynie wizyty na blogu. Zatem innymi słowy, patrzymy przez jakie słowa docierają do nas wartościowi użytkownicy bloga.

Możliwości filtrów jaki widać są ogromne. Jednak nie to jest najciekawszym wnioskiem. Najbardziej pouczająca jest jakość innowacji wprowadzanych przez twórców tego oprogramowania (jakby ktoś nie wiedział to podpowiem: Google). Będąc użytkownikiem, aż miło jest patrzeć na produkt, który się tak dobrze rozwija… aż chce się za niego zapłacić… :-). Z drugiej strony możemy mieć tutaj z taktyką na dealera - tj. najpierw wszystkich uzależniamy, a później, mając delikwentów na haczyku wynagradzamy sobie z nawiązką. Zobaczymy jak sprawa się rozwinie… ale do tego czasu ja na pewno będę się uzależniać
wiecej | brak komentarzy