Archiwum dla ‘case study’ Kategorii
Poniedziałek, wrzesień 12th, 2011 | Kinga Nurska
Pokłosiem polskich zaszłości historycznych (doktryna komunistyczna) jest widoczna różnica pomiędzy kadrą kierowniczą i jej pomocnikami, a resztą zatrudnionych. Dawniejsza promocja wyolbrzymionej roli robotników w państwie, na rzecz których miał działać cały społeczny i gospodarczy establishment, wyszła rykoszetem tym pierwszym – nowe pokolenie solidnie wykształconej kadry nie może do końca pozbyć się do nich pewnej niechęci. Jak jednak twierdzą Seitel Fraser i Goban Klas w swojej książce „Public Relations w praktyce”, nieprawdą jest, że szeregowych pracowników nie interesuje strategia firmy, ani żadne informacje o niej. Autorzy książki opisują swoje doświadczenia, gdy pracowali w ramach agencji PR podczas zakupowych starań Nestle względem Goplany. Powodzenie oferty prywatyzacyjnej zależało od tego, czy uda się przekonać pracowników firmy Goplana (ponad 3 tysiące osób), że oferta Nestle jest korzystniejsza od konkurencji.
Jak wspominają Fraser i Klas, większość polskich pracowników i doradców Nestle, nie doceniła zainteresowania załogi całym procesem przekształceń własnościowych ich firmy. Na szczęście odmienne zdanie miała ich agnecja PR, która wydrukowała trzy tysiące egzemplarzy 3-stronnicowego listu firmy Nestle do pracowników Goplany i rozdała go pracownikom przychodzącym na pierwszą zmianę.Kierownictwo Nestle uważało to za stratę czasu i papieru, sądząc, że prostym robotnikom nie będzie się chciało czytać listu.
Stało się jednak inaczej. Po kilku minutach od rozdania listu, praca w fabryce ustała.Wszyscy pracownicy, jak jeden mąż, zaczęli czytać list, a następnie postanowili przedyskutować go z innymi. Nestle udało się pozyskać dodatkowe źródło informacji (poza kierownictwem Goplany) i partnerów do rozmowy. Bezpośrednia rozmowa z pracownikami przyśpieszyła, a nawet – jak sądzą niektórzy – umożliwiła firmie wziąć udział w prywatyzacji
Ważne: Nestle kupiło Goplanę w 1994roku, w 2004r. sprzedało firmę spółce Jutrzenka
wiecej | brak komentarzy
Wtorek, czerwiec 1st, 2010 | Ilona Wicherkiewicz
Mam taką nadzieję…
Mała retrospekcja.: Poprzednia edycja konferencji Internet CEE zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie. Świeże informacje, które samemu ciężko byłoby sobie wygooglać lub zdobyć z dostępnych źródeł. Inspirujące kejsy, podejście do projektów z zupełnie innej perspektywy (innej kultury, innego stadium rozwoju Internetu…), prezentacje mówiące o Internecie w kontekście konkretnych problemów. Pomyślałam sobie wtedy: wreszcie pojawiło się naprawdę wartościowe miejsce wymiany wiedzy na polskim rynku.
A teraz powrót do teraźniejszości. Mamy rok 2010. Kolejna edycja konferencji już za nami. Jednak poczucie, że wydarzenie to zaowocowało w notoryczne powtarzactwo po przedmówcy tych samych danych i faktów oraz w prelekcje polegające na nicniemówieniu trwającym minimum 20 minut każde, jakoś nie chce przeminąć.
W trakcie trzeciej prezentacji zaobserwowałam w rzędzie przed sobą jak delegacja z czeskiej agencji odpisuje na twitterze na wpis o treści mniej więcej takiej „czy ktoś w końcu na tej konferencji powie coś mniej oczywistego?!” Przekonałam się tym samym, że to nie tylko moje odczucie, że slajdy zawierające słupki z penetracją Internetu, łącz szerokopasmowych, tabelki z największymi portalami nie są materiałami na konferencyjną prezentację. Tego typu dane każdy, kto pracuje z Internetem sam jest w stanie zdobyć bez konieczności płacenia, bądź co bądź, nie małej kwoty.: http://ranking.pl/, http://www.audyt.gemius.pl/, http://www.iabpolska.pl/images/dopobrania/IAB_Gemius_Do_you_CEE.pdf, http://www.internetworldstats.com/.
…no i dlaczego mogę mieć tylko nadzieję, że Internet jest w dobrej kondycji? Cóż pewności po tej konferencji mieć nie mogę, m.in. gdyż przedstawione przez polskich reprezentantów branży reklamowej dane o innych krajach budziły sprzeczność z informacjami podawanymi przez przedstawicieli tych krajów. Zaś niektóre rankingi ze specjalnego raportu dołączonego do materiałów konferencyjnych, (który można pobrać za free ze strony IAB – adres podaję powyżej) stworzone zostały bez danych liczbowych (?).
Mając na uwadze to, że zdarzyło się jednak na tegorocznej konferencji kilka prezentacji, którym warto było poświęcić uwagę (jak np. eksperyment crossmediowy autorstwa Polaków, czy sposoby na dostosowywanie się do zmian w wykonaniu Czechów i kilka innych), daję jeszcze jedną szansę temu przedsięwzięciu. Czekam na następną edycję i trzymam kciuki…
…oby jednak pozostało, choć jedno takie branżowe wydarzenie w Polsce, po którym będziemy mieć poczucie, że staliśmy się nieco mądrzejsi.
wiecej | brak komentarzy
Piątek, luty 12th, 2010 | Beata Zielińska
Kampania w modelu CPC. Reklamujemy usługę dość rzadką na rynku marketingowym, w niszowej branży. Klient nie za duży, raczej liczy i nadzoruje to co robi dla niego afiliacja w system3. Nie jest mu obojętne na co wyda kolejną złotówkę. Jak płaci, to wymaga efektów.
Grupą docelową Klienta są ludzie z wyższym wykształceniem, kierownictwo wyższego szczebla, dla których najważniejszą w życiu wartością jest rodzina. Postanowiliśmy zrealizować kampanię CPC na dość popularnym portalu (którego nazwy nie wymienię), ale należy do jednych z tj. pb.pl, gazeta.pl – info w internecie + druk, gdzie możemy dotrzeć do użytkowników o tym profilu. Portal cieszy się uznaniem, zaufaniem i dobra opinia.
Kampania trwała 1 tydzień. Standardowo po zakończeniu kampanii przyszedł czas na raport…Google Analytics pokazuje Klientowi w tym okresie ok. 20% mniej wejść na swoją stronę niż pokazują to statystyki z naszego systemu… ups…
Sprawdzamy logi. Jest bardzo dużo kliknięć z jednego IP. Co jest grane? Googlujemy IP. Okazuje się, że to siedziba rzeczonego portalu. W linijkach rejestrujących kliknięcia widać dziwną rzecz – Tarantula Web Crawler. Hmm? Google mówi: “Web Tarantula automatically loads in 8 independent windows your Top 8 Web Sites.” albo tak. Pracownicy portalu, na którym prowadziliśmy kampanię mają założony fajny dodatek do przeglądarki …
Chłopaki programiści mówią, że nie wiadomo dlaczego to jedno IP - może cała firma jest po nie podpięta, a może nie, i nie ma jednoznacznych wniosków, żeby obarczać kogokolwiek winą za różnice w statystykach. Może to ludzie z firmy klikają, a może to crawler. Google Analytics zapewne śledził ruch na stronie Klienta dopiero po pełnym załadowaniu strony. Nasz system (jak i inne systemy afiliacyjne) zliczają kliknięcia już w momencie pojawienia się parametrów systemu w linku url, po kliknięciu w kreację, kiedy użytkownik dostaje nasze ciastko. Klientowi zaś zliczyły się więc jedynie pełne załadowania strony po kliknięciu w kreację z systemu.
Wnioski?
Warto używać kilku narzędzi do mierzenia efektywności kampanii i ruchu na stronie. I zawsze precyzyjnie umawiać się z Klientem na model rozliczenia. A tych w przypadku kampanii CPC nie brakuje:
(Źródło: Gemius, za AdOcean)
Gdybym była Klientem chciałabym mieć takiego pilota
:

to nie Bruce Wszechmogący, ale w zasadzie też mogłbym nim być ;)
wiecej | brak komentarzy