Na początek będzie disclaimer, że ta część bloga jest dobra na początek drogi z SEO. Jeżeli jesteś ekspertem SEO, to nie dowiesz się niestety, jak zostać jeszcze większym ekspertem. Jeżeli zaczynasz też się w sumie nie dowiesz jak zostać ekspertem, bo tego uczymy się dopiero na własnych projektach, ale przynajmniej dowiesz się, czym jest SEO.
Zapraszamy osoby, które dopiero zaczynają, albo dopiero myślą, żeby zacząć.
Dziś w ramach zapraszania i zachęcania będziemy straszyć i opisywać jakie problemy ma się z SEO na samym początku. Kiedy wiemy co jest problemem, możemy skupić się na rozwiązaniu.
Problem #1: Zbrodnia i kara, czyli konsekwencje
Prowadząc działania SEO ryzykujesz własną stroną. Celem tego wpisu, nie jest przekonanie początkujących Seowców, żeby zostali początkującymi PPCmenami, ale w PPC ryzykujemy tylko pieniądze, a nie zbanowanie naszej strony.
Problem #2: Robić czy nie robić SEO, czyli motywacja
Wszyscy mówią Ci, żeby lepiej zająć się PPC. Wszyscy mówią Ci, że SEO czeka marny koniec, bo wyniki organiczne są coraz słabiej widoczne spod potopu map, zdjęć, filmów PPC i linków witryny. Ciekawy artykuł o tym znajdziesz tu.
Problem #3: Are you human or are you dancer, czyli ludzie czy roboty?
To, czego się nauczyłeś o tworzeniu stron dla ludzi, może nie być równie dobre dla robotów wyszukiwarki, nawet jeżeli jest łatwe w obsłudze (CMS) lub ładne ( flash)
Problem #4: skala
Podręczniki i kursy uczą nas na prostych przykładach prostych stron. To teraz wyobraź sobie, że dostajesz dużą stronę do pozycjonowania.
Problem #5: syndrom dziecka we mgle
Nie ma oficjalnych zaleceń, jak się robi SEO. Wyszukiwarki dają nam jedynie niejasne wytyczne. Nie ma też powszechnie respektowanych tytułów zawodowych jak GAP czy GAIQ, którymi mogą pochwalić się nasi koledzy z PPC. Oznacza też, że nie ma Centrów Edukacji i dokładnych wymagań kwalifikacyjnych. Pozostaje nam dość ogólny przewodnik Googla: http://www.google.com/support/webmasters/bin/answer.py?hl=pl&answer=35769 i bezcenne Centrum dla webmasterów http://www.google.com/webmasters/.
Nie ma co się dziwić. Gdyby wszyscy znali dokładne zasady i algorytmy, od razu powstawałyby techniki manipulowania wynikami wyszukiwania, które byłyby idealnie zgodne z regulaminami wyszukiwarki.
Wskazówki, które możesz znaleźć w Internecie są dokładniejsze, ale mogą być fałszywe lub nieaktualne. To oczywiste, że wskazówki z 1999 r. można już wyrzucić do kosza, ale branża zmienia się tak szybko, że to samo może dotyczyć informacji z 2009.
Kolejnym problemem jest fakt, że mity na temat SEO są tak rozpowszechnione, że debiutantom ciężko się zorientować, co jest naprawdę ważne, a co jest mitem. Polecam artykuł o tym na sharkseo.com.
Podsumowanie tekstu jest średnio optymistyczne “so if you sum up the comments, nothing works?”. Jak się poczyta, co jest mitem i co nie działa, to wychodzi na to, że nic nie działa, wiec jak to jest, że jednak niektórym coś wychodzi? (Znaczy się teraz będą te małe rozwiązania)
Przede wszystkim zapytaj sam siebie czy masz cierpliwość do SEO. Aby zobaczyć zwrot inwestycji trzeba poczekać co najmniej kilka miesięcy. Czy znasz swoją konkurencje i ich witryny? Jaki poziom ryzyka jesteś w stanie zaakceptować? Co oprócz ceny wyróżnia Cię spośród konkurentów?
Potem wystarczy już tylko zacząć samemu działać, albo wybrać agencję, która zrobi to za nas.
OPCJA #1: Jesteś początkującym samodzielnym Seowcem:
Tym, co zawsze działa i zawsze będzie
Optymalizacja strony docelowej
Zostanie Małym Analitykiem i zaprzyjaźnienie się z narzędziami Googla
Zarządzanie reputacją twojej marki
Tworzenie wartościowej i zoptymalizowanej treści
Systematyczne budowanie linków (także poprzez sieci społecznościowe)
Monitorowanie trendów i skuteczności słów kluczowych
Uczenie się przez cały czas
OPCJA #2: Chcesz znaleźć specjalistę, który zrobi to za Ciebie
Zapytaj o portfolio i dokonania. Dla kogo pracowali wcześniej? Jakie casy mogą pokazać? Jakie mają dokonania? Czy robili już coś w twojej branży?
Zobacz jak myślą (i przy okazji czy im się chce). Zadaj im zadanie domowe. Przykładem może być jakiś problem z pozycjonowaniem lub ze stroną, który udało ci się rozwiązać.
Jeśli śledzicie różne portale branżowe to pewnie sprawę już znacie,więc nie będę rozwijał samego tematu, ale streszczę dla przyzwoitości. Następnie chciałbym skupić się nad tematem kampanii negatywnych w serwisach społecznościowych i nie tylko.
Generalnie chodzi o to, że aby pozyskać olej palmowy wycina się lasy deszczowe, a firma Nestle używa tego oleju do produkcji batonów KitKat.
Koniecznie sprawdźcie polską stronę greenpeace aby dowiedzieć się więcej.http://acr.pl/blog/2010/03/25/zamawiam-oczernienie-i-destrukcje-konkurenta-w-modelu-cpm-greenpeace-vs-nestle/
Z tym problemem związana jest akcja anty-Nestle.
Otóż po pierwszych nieprzychylnych wpisach na Facebook’u koncern ogłosił 18 marca że wszelkie wpisy ze zmienionym logo będą usuwane. Na wprowadzenie cenzury gremialnie zareagowali internauci bojkotując koncern, co zmusiło koncern do wystosowania oficjalnych przeprosin za takie praktyki.
Oczywiście zgadzam się z tym, że jest to całkowicie nieetyczne, haniebne, ale sądzę, że nie jest to jedyna firma, która ma olej palmowy z podobnych źródeł. Jednak domyślam się, że nie jest to odosobniony przypadek i ciekawe jest dlaczego inne koncerny nie są krytykowane. Na stronie Greenpeace możemy przeczytać o poprawie polityki koncernu Unilever ale na pewno sprawa wymaga głębszej analizy.
Z tego co się orientuję to większość słodyczy posiada w swoim składzie olej palmowy, a jednak Greenpeace skupiło się na krytyce jednego koncernu. Można by podejrzewać Greenpeace o jakieś zyski, lecz podobno jest to jedyna firma z eco10 (10 największych organizacji ekologicznych), która nie wzięła żadnych pieniędzy.
Teraz przejdźmy do rzeczy.
Facebook - nowe odkrycie większości marketerów w Polsce, ma jednak swoją Ciemną Stronę Mocy.
Przypadek Nestle jest bajką o wielkiej korporacji, która przemienia się w koszmar w ciągu kilku minut dzięki portalom społecznościowym. Wyobraźmy sobie, że teraz w domach mediowych klienci zaczną zamawiać kampanie oczerniające konkurencję reklamodawcy. W końcu coraz popularniejsze są viral spoofs, a wiele wzorów zachowań z offline przenosi się do online więc możliwe, że niedługo internet zaleją tego typu akcje.
Z przyjemnością uczestniczyłem Facebook Now i pamiętam jakie ogromne wrażenie robił na całym audytorium film o social media revolution, nadal jeden z najpopularniejszych viral’i - nr 5 na liście top 20 viral videos.
Teraz pomyślcie, że analogicznie do liczby fanów może wzrosnąć liczba antyfanów/przeciwników, a co gorsze krytykuje się znacznie swobodniej niż chwali.
Co więcej, konstruktywna krytyka (np. na fan page) może w prosty i szybki sposób zmienić fanów w przeciwników.
W mgnieniu oka dowiedzą się oni o każdym nowym wpisie, dzięki automatycznemu powiadamianiu i właśnie w taki prosty sposób fan page Nestle działa na niekorzyść koncernu.
Konflikt na linii Nestle- Internauci jest idealnym przykładem na to, że w dobie social media z konsumentami trzeba rozmawiać, a nie im cokolwiek narzucać, bo marketing wirusowy jest potęgą.
Treść reklamy telewizyjnej Google, którą fani amerykańskiego futbolu zobaczyli podczas Super Bowl Sunday, niektórzy internauci znali już od 3 miesięcy. Jest to jedna z krótkich historyjek w ramach serii Google Search Stories, która według Google jest na tyle interesująca i spotkała się z tak dobrym odbiorem, że zasłużyła na przedstawienie jej szerszej publiczności.
Podczas 3 miesięcy kiedy historyjkę Parisian Love można było zobaczyć tylko na YouTube, użytkownicy okazali jej mnóstwo miłości, tzn. wygenerowali 3288614 wyświetleń i skomentowali 2783 razy. Jak natomiast poradziła sobie reklama wyprodukowana z myślą o internecie w świecie offline?
Według 2010 USA TODAY Ad Meter który śledzi reakcje widzów na reklamy emitowane podczas finału Super Bowl, Google zajęło 43 miejsce. Pierwsze 3 miejsca to odpowiednio Snickers, Doritos i Bud Light - no bo na co innego moglibyśmy pozytywnie zareagować podczas oglądanie sportu
Oprócz rankingu USA TODAY interesująca jest reakcja Internautów na Parisian Love. Na następny dzień pojawiły się parodie reklamy - kontynuacje, alternatywne zakończenia i historie jak ta poniżej.
W sumie doliczyłam się 7 … poniżej znajdziecie pozostałe 6
Google zaskakuje po raz kolejny. Po świetnym pomyśle z obfotografowaniem ulic największych miast na świecie, tęgie głowy z Googleplex planują przygotować podobny projekt w górach.
Przygotowano specjalny skuter śnieżny,
który będzie fotografował szlaki górskie i trasy narciarskie. Białe szaleństwo wirtualnie, przed właściwą wycieczką? Zwiedzanie miast z Google Street View bardzo przypadło mi do gustu i jeżeli Google wjedzie ze swoim skuterem w bliższe nam góry (pierwszym fotografowanym szczytem będzie Whistler Mountain w Kanadzie) a my, przed wyjazdem na narty/snowboard będziemy mogli stestować widoki jak na poniższym obrazku - zapowiada się ciekawie.
Polecam krótkie video na Youtube, gdzie przedstawione są założenia projektu:
Dane z raportu dotyczą 3 kwartału 2009 r. i w porównaniu z wynikami z analogicznego okresu roku 2008 przychody brutto wzrosły o 15 %. Autorzy raportu potwierdzają regułę, że w miesiące wakacyjne.. przychody też biorą urlop.
Na powyższym screenie widzimy jak rozkładają się procentowo przychody brutto z reklamy internetowej. Display wciąż rządzi, ale wydatki na SEM to już 28 % (pamiętajmy jednak, że są to cały czas dane - z mniej lub bardziej reprezentatywnej - próby).
Wyżej rozkład branż pod względem wydatków. Najbardziej “internetowe” jeśli chodzi o reklamę internetową są sektory: finansowy i telekomunikacyjny. Wyraźny wzrost kategorii “inne” jest pozytywnym sygnałem, że do reklamy internetowej przekonuje się coraz więcej firm, z wielu rozdrobnionych branż.