Autor
Środa, grudzień 2nd, 2009 | Marcin Kordowski
Opowiem wam krótką historię.
Wracam jak co dzień do domu. Na progu czeka na mnie 12 miesięczna Zuzia. Po chwili zaczynamy zabawę: książeczki, królewny, żabki… Dzień jak co dzień, dzieci lubią rutynę. W tle Comedy Central, kolejny super odcinek “Hoży doktorzy”. Zuzia się bawi, jest pełen kontakt werbalny. Nagle… reklama: Zuzia rzuca wszystko i patrzy tępo w ekran telewizora. Przecież jeszcze nie rozumie co to Cif, Domestos, Rexona czy Peugeot. Wpatruje się jak zaczarowana. Reklama się kończy i “Fruzia” wraca do zabawy. Tak jakby nie było przerwy w zabawie, kontynuuje rysowanie zygzaków, przytula się do swojego misia giganta.
Tak mnie to zainteresowało, że zrobiłem test. Wyłączyłem dźwięk. Zuzia zaczyna trochę marudzić, zbliża się pora kąpania. Zaczyna się reklama. Mimo wyłączonego dźwięku ta sama sytuacja: Same odblaski obrazów reklamy ściągają wzrok Zuzi na ekran TV. Zuzia wpatruje się w obraz.
Mały rekonesans wśród znajomych. Ich dzieci reagują podobnie. Nieważne, że czy mają roczek czy 3 lata czy 4 lata. Dzieci reagują podobnie na reklamę. Rzucają wszytko i beznamiętnie wpatrują się w monitor!!!
Jest to niebezpieczne zjawisko dla dzieci. Powinno się izolować dzieci od reklam. Usłyszałem takie opinie od specjalistów. Czasami zastanawiam się, czy tylko dzieci!
Taka mała dygresja, i prośba do producentów dekoderów. Zróbcie program, urządzenie które będzie zmieniało kanał, puszczało muzykę relaksacyjną w czasie reklam. Chętnie kupię taką usługę lub urządzenie :).
wiecej | dodaj komentarz (1)
Poniedziałek, listopad 23rd, 2009 | Marcin Kordowski
W zeszłym tygodniu miałem kolejny raz okazję rozmawiać z handlowcem jednego z największych katalogów firm. Dla ścisłości chodzi o internetową wersję katalogu. Sama rozmowa nie miałaby w sobie nic interesującego gdyby nie to, że sprzedawany produkt jest bezwartościowy i sprzedający go ludzie wykorzystują niewiedzę swych klientów. Krótko mówiąc nabijają ich w butelkę.
Skąd taka ostra ocena?
Mój znajomy płacił rok w rok kilka tysięcy zł za kolorową wizytówkę w wyżej wymienionym katalogu. Ten rok, zwany kryzysowym sprawił, że Kolega postanowił zweryfikować wszystkie wydatki. Poprosił mnie o analizę korzyści i strat wynikających z posiadania lub nie takiej wizytówki.
Pierwsze co mnie uderzyło to 4 wejścia z katalogu na stronę główną strony Kolegi w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wychodzi, że klik zakupiony w Katalogu kosztował ponad tysiąc złotych. To najdroższy klik jaki w życiu widziałem. Jest to ewidentny minus.
Przyjrzałem się wizytówce. Nie zachęcająca taka bezpłciowa. Ani to minus ani plus jeśli tego nikt nie ogląda.
Czy były telefony ze strony Katalogu? Tu ciężko zweryfikować. Nie ma tam unikalnego telefonu.
Czy były e-maile? Nie! Jest to kolejny ewidentny minus.
Zacząłem szukać przyczyny. W wynikach organicznych na zapytanie związane z nazwą firmy znalazłem stronę z wizytówką na pozycji nr 34. Na słowa związane z nazwą i głównymi słowami branżowymi znalazłem linki sponsorowane ale skierowane na kategorię, w której konkurują o klik 54 wizytówki. Szansa na kliknięcie w link w wizytówce znikomy.
Biorąc pod uwagę, że średni koszt klika w kategorii to około 0,3 zł w Adwords, dodatkowo świadomość, że graficzna reklama może świecić się na większości dużych stron branżowych. Adwords kontra katalog 2 :0.
Dobrze zorganizowane SEO generuje koszt klika na poziomie 0,03 zł. Nie ma co prawda możliwości budowy świadomości marki w sposób porównywalny z Adwords ale wynik też jest na poziomie 2:0 dla SEO.
Reasumując Kolega zrezygnował z Katalogu. Budżet przesunął na PPC.
Na koniec muszę przyznać, że cały sukces finansowy Katalogu wynika z perfekcyjnie przygotowanych handlowców. Umiejętność przekonywania jest tak dopracowana nie dziwię się, że tak słaby produkt jest tak dobrze sprzedawany.
wiecej | dodaj komentarz (2)
Poniedziałek, listopad 16th, 2009 | Marcin Kordowski
Zastanawiałem się swojego czasu co może doprowadzić człowieka zajmującego się SEO do zawału. Ludzie parający się manipulowaniem wynikami to przeważnie osoby obdarzone cierpliwością, spokojem i przyzwyczajone do powolnych, żmudnych czynności.
Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy 100% klientów rozliczających się z nami w modelu “success fee”. Żyjemy sobie spokojnie, wystawiamy faktury, jeździmy na wczasy, dobre samochody, szampan… No może nie aż tak idyllicznie ale jakoś się wszystko układa. Rano wstajemy uruchamiamy Advanced Web Ranking … a tu brak, brak, brak, … na wszystkie frazy wylecieliśmy. Jak to mówi Pani Frał “Apokalipsa”!

Co dalej? Może coś z zapleczem. Wielu ludzi buduje zaplecze, słabsze, lepsze, szybsze, gorsze mniejsza z tym liczy się ilość indeksowanych podstron site:… . Koszmar podobny do tego z punktu nr 1 , poniżej rezultat :

Ze swojego doświadczenia podam przykład, w którym osobiście żołądek podszedł mi do gardła. A było to tak. Jest poniedziałek, jak zwykle na początku tygodnia “marazm i drętwota” nic się nie dzieje. Przeglądam strony klientów, sprawdzam ich parametry. U jednego z nich gwałtowny spadek indeksowanych stron, mało tego brak adresu strony w kluczowych pozycjach. Zapala się czerwona lampka. Zaglądam w site: a tu brak strony głównej w indeksie Google. Sprawdzam źródło strony… a tu ktoś po stronie agencji klienta wstawił sobie NOINDEX. Przecież nie ma różnicy INDEX czy NOINDEX, FOLLOW czy NOFOLLOW. Jednak jest, tydzień upłynęło zanim pozycje wróciły do stanu pierwotnego.
Jeśli znacie inne przykłady to piszcie! Lista jest otwarta.
wiecej | dodaj komentarz (3)
Wtorek, listopad 10th, 2009 | Marcin Kordowski
Przez długi czas pozycjonowanie stron flashowych było niemożliwe. Brak contentu, brak weryfikowalności, brak podstron. Występowały same przeszkody w osiąganiu dobrych wyników. O strategii długiego ogona nie było mowy.

Pierwsze jaskółki pojawiły się po informacji Google mówiącej, że wspólnie z firmą Macromedia pracują nad poprawą przenikalności stron flashowych. Sceptycznie nastawieni zaczęliśmy testować. Na początku dobrych wyników nie było. Jakiś czas temu jednak pojawiły się pierwsze symptomy poprawy. Z 4 fraz generujących wejść z wyników organicznych zaliczyliśmy skok do 43 fraz. Nie były to frazy z nazwą własną. Oczywiście nie są to też frazy bardzo konkurencyjne, powiedziałbym raczej, że konkurencja jest znikoma. Zobaczymy jak Google będzie radziło sobie dalej.
wiecej | dodaj komentarz (1)
Wtorek, listopad 3rd, 2009 | Marcin Kordowski
Pomysł Google na wykorzystanie wiedzy z zakresu “O co pytają ludzie” można znaleźć na stronie mapa grypy. Jest to strona wykorzystująca ilość zapytań z kategori “grypa” do obrazowania rozkładu natężeń zachorowań na świecie.

Nie wnikając w szczegóły czy ta mapa pokrywa się z faktyczną liczbą zachorowań faktem jest, że Google ma niesamowitą bazę na podstawie, której można wyciągać wnioski nie tylko z zakresu medycyny lecz każdej dowolnej kategorii.
Na wszelkie sposoby można badać nastroje społeczne, opinię publiczna, potrzeby, niechęć, popularność i analizować trendy.
Pytanie czy taka wiedza służy tylko do jak najlepszego targetowania reklam?
Czy może być to narzędzie manipulacji, cenzury, inwigilacji, indoktrynacji?
Myślę, że w “niepowołanych rękach”, za kilka lat i przy rosnącym monopolu… kto wie…
SkyNET

wiecej | dodaj komentarz (3)