1. Czy słowo kluczowe wstawione w adresie URL wpływa na pozycję strony w serpach?
Shaun Anderson z Hobo Web przeprowadził test gdzie udowadnia, że umiejscowienie słowa kluczowego w adresie URL strony jest lepiej widziane przez wujka Google, niż ta sama fraza w treści strony.
Oryginalna fraza wstawiona w adresie URL (i tylko tam, nie występuje już w contencie) sprawia, że taka strona jest wyżej w rankingu google od strony, która w swojej treści naszą frazę zawiera. Oczywiście test był przeprowadzany w “szklarniowych” warunkach (tylko 2 zaindeksowane strony), ale znowu potwierdza się reguła, że content nie taki king..
2. Sprawdźmy jeszcze skuteczność stosowania słów kluczowych w description.
Autor wpisu na blogu Hobo Web wykorzystał unikalną frazę (3987635823764), która została wstawiona tylko w description, a w title umieszczono frazę “a random element & And Attribute Page”. Ani jednej ani drugiej frazy nie ma w treści samej strony.
Po wpisaniu w google frazy z title strona pojawia się na 1 miejscu - w sumie dziwnym nie jest. Ale jeżeli do naszego zapytania dodamy liczbę z description (której przypominam, nie ma w treści strony) to już naszej strony w serpie na tą złożoną frazę nie znajdziemy.
Wniosek: słowa kluczowe wstawiane do description, a równocześnie nieobecne w treści strony, nie mają wpływu na pozycję w rankingu google (analogicznie działa to w bingu, jednak jeśli pozycjonujecie stronę pod yahoo spamowanie description jest wciąż skuteczne )
Nie jest mi wiadome, żeby cokolwiek w przyrodzie (przynajmniej tej internetowej dżungli) funkcjonowało dobrze w długofalowej perspektywie, pozbawione planu. Może poza znakomitym onegdaj serwisem demotywatory.pl.
Podstawą rozpoczęcia każdego projektu jest… projekt. Zaplanowanie wszystkich działań, określenie wykonawców i czasu, oraz (co chyba najważniejsze!) trzymanie się ustalonych wytycznych to fundament sukcesu. Jeżeli masz zamiar postawić zaplecze liczące docelowo kilka tysięcy domen, dobrze by było, żebyś poświęcił nieco swojego czasu najpierw na przemyślenie całej sprawy, a następnie złożenie tego w całość za pomocą kartki i ołówka, lub jakiegoś programu do projektowania graficznego procesów biznesowych, jak Microsoft Visio.
Przydatne są także programy do zarządzania projektami, które można bardzo często ściągnąć nawet za darmo, lub korzystać w chmurze – tu mogę polecić z czystym sumieniem WebCollab w najnowszej wersji 2.61, popularnym tego typu softem jest także dziecko giganta wyszukiwania, Google Wave. Z niezbędnych narzędzi wymieniłabym jeszcze sporo samozaparcia i ekspres do kawy (chociaż Douglas Adams* dodałby pewnie do tego zestawu ręcznik).
Takie przygotowanie pozwoli bez większego strachu zmierzyć się z naprawdę WIELKIM problemem zapleczem. Bez paniki!
W przypadku naszego projektu, podzieliliśmy sam proces powstawania zaplecza na pięć równoległych podprocesów, zachodzących na siebie w osi czasu. Pierwsza oś „TEKST” pokazuje podproces zdobywania, sprawdzania, a następnie publikacji tekstów, które będą stanowiły treść naszych zapleczowych witryn.
Przykładowe wartości użyte na obrazku ilustrują czas pracy i oczekiwania, jaki jest potrzebny, żeby dany interwał się zakończył. Można to w zasadzie oznaczać w jakikolwiek sposób, niekoniecznie wyczytany w podręcznikach zarządzania – byleby działało. Oczywiście nie ukończyłam nigdy zarządzania i moje podejście nacechowane jest być może arogancką ignorancją, nie mniej jednak: jeśli działa, jest dobrze.
Następny wyszczególniony podetap to „SILNIK”, czyli wszystko to, co odpowiada za to, że strona jest widoczna i w pełni sprawna (poza kwestiami domen i hostingu, za które odpowiada kolejny podproces), czyli: przygotowanie paczek instalacyjnych oprogramowania, upload i instalacja takiej paczki na serwerze, sprawdzenie, czy gdzieś nie powstały jakieś błędy, oraz finalnie odpalenie witryny. Kiedy nasza strona została już dokładnie sprawdzona i działa bez zarzutu, możemy publikować teksty.
Kolejnym podprocesem wchodzącym w skład całego projektu jest oś zatytułowana „Domeny/ Hosting”, czego chyba nie ma większego sensu tłumaczyć. Trzeba kupić, utworzyć konta, skonfigurować, zmienić DNSy, wypić kawę, sprawdzić, czy wszystko jest OK. i wypić kawę.
Bardzo ważny jest podproces zakładający analizę i kontrolę wykonanej przez nas pracy. Nie pamiętam, co na temat kontroli mówił w dowcipie z brodą towarzysz Stalin (a może to nie było w dowcipie?), ale moja mama zawsze mówiła „kochaj, ale sprawdź”. Jak widać, przyjęta przez nią metoda była słuszna, bo dziecię pracuje dziś w ACR/ K2Search i pisze oto te słowa, co niewątpliwie stanowi powód do dumy całej mojej rodziny. Kończąc dygresję: bez stałej analizy tego, co dzieje się z naszym zapleczem i usuwania na bieżąco usterek, które wyłapaliśmy dzięki stałemu monitorowaniu, cała reszta staje się wiele mniej warta, dużo bardziej kosztowna i rozwlekła w czasie.
Wisienkę na torcie stanowi ostatni podproces, nazwany przez nas „LINKOWANIE I PARAMETRY GOOGLE’A”. Jeżeli w poprzednich podprocesach nic nie zostało pozostawione przypadkowi, to tutaj współczynnik pozostawienia czegokolwiek przypadkowi jest na solidnym minusie. W tym miejscu odeślę Was do poszukiwań tekstów o linkowaniu na naszym blogu – tam znajdziecie wszystko, co jest Wam potrzebne, żeby ułożyć to po swojemu. Pamiętajmy o wszystkich podstawowych zasadach, jakie wiążą się z tym zagadnieniem. Proponuję też postawić sobie samemu pytanie: po co robię to zaplecze? Czemu ma ono służyć? I nie chodzi mi o odpowiedź: „podniesieniu pozycji mojej strony w wyszukiwarce”. The truth is out there, jak głosił napis na plakacie przyklejonym do biurka Foxa Mouldera.
Przy okazji – wiecie, ile czasu trwa skopiowanie Wordpress’a 3.0 na serwer znajdujący się w USA? Długo, zdecydowanie zbyt długo. Decydując się na hosting w Stanach Zjednoczonych musisz liczyć się z tym, że czas uploadu zwiększysz sobie na własne życzenie o 30-40%.
Również średni czas pingu jest wysoki, to około 143 ms. Firmy hostingowe w Ameryce proponują naprawdę świetne rozwiązania klasy „Serwer dla SEOwca”, ale Ocean Atlantycki może stanowić tu dość zniechęcającą przeszkodę. Wiecie sami jak jest ze związkami na odległość.
* Douglas Adams – autor cyklu powieści „Autostopem przez Galaktykę”. Tamże sprawdź, o co chodzi z ręcznikiem i wielkim napisem „BEZ PANIKI”. Ewentualnie wpisz w Google.
Powyższy wpis nie powstałby, gdyby nie ciężka praca i wielkie zaangażowanie w projekt Marcina Kordowskiego.
To będzie wpis pożegnalny. W związku z tym, że 28 lipca 2010, 360 dni po tym, jak rozpoczęłam pracę w system3.pl rozstaję się z nim, chciałabym złożyć podziękowania osobom z system3 i ACR oraz K2 Search. Będziecie się mogli dowartościować, w chwilach słabości (kolejność osób i nazwisk jest prawie przypadkowa ;))
Magda Czachowska - dzięki za przekazaną wiedzę i za to, że masz w sobie zawsze dużo z człowieka, często kiedy inni myślą, że nie wypada. Poza tym dzięki za współpracę przy PZU, bo to była szkoła życia (sama nie wiem, może Darkowi też powinnam podziękować ? ;))
Agnieszka Miksa - ekhm, droga Pani kierowniczko.. jakbym się nie urodziła w tym samym dniu, miesiącu i roku, co Ty to napisałabym, że lubię niektóre Twoje cechy, ale że ja już je mam więc to byłoby nieskromne ;P Dzięki za cierpliwość i humor. Jakbym mogła, to chciałabym mieć zawsze takiego kierownika jak Ty
Ola Korczak-Żydaczewska (wkrótce Kołtko) - kochaniutka, dzięki za pomoc i życzliwość anytime i za herbatki w kuchni i za keczup do grzanek
Łukasz Kalinowski - Ty tu (u)rządzisz i za całokształt naszej jakże miłej współpracy
Łukasz Zaleśny – chciałabym, żebyś wiedział, że żaden Twój żart nie był śmieszny a śmiałam się za zawsze, bo chciałam, żebyś mnielubił za to że śmieję się z Twoich żartów A to link
Anna Wiecka - za to, że jako jedyna osoba w całej firmie przychodziła się codziennie kulturalnie przywitać no i za całokształt, który ciężko ująć w słowa
Przedstawiam Wam kolejne ciekawe rozwiązanie jeżeli chodzi o formy display’owe. Tym razem oprócz flash’owej kreacji potrzebna jest kamera video, którą musi mieć user aby wykorzystać w pełni wszystkie funkcjonalności formy reklamowej. Założę się, że dwell time i dwell rate w tym przypadku był bardzo wysoki. Sami zobaczcie .
Co zrobić aby banner osiągnął CTR na poziomie 17% ? Zobaczcie sami. Po obejrzeniu poniższego materiału pomyślałem tylko o tym kiedy zrobią bannery serwujące hamburgera i cole :).