Środa, maj 19th, 2010 | Marcin
Jako dziadek naszego bloga pozwalam sobie wstawić ten wpis. Treść jego to wspólna praca nowych osób oraz naszej UberRedaktor od NeoWSEO Kamili T.
Do naszego zespołu dołączyły trzy nowe osoby.
Aneta Iwanowicz jest nowym Junior Interactive Media Plannerem, Marta Mazurkiewicz została Interactive Media Planner Assistant w zespole obsługującym Nutricię, zaś Marcin Ramus – pracuje jako Junior Interactive Media Planner w teamie PZU.
A jak Aneta

Aneta Iwanowicz
Dziewczyny z politechnik na ACR! Aneta studiowała Zarządzanie i Marketing na Politechnice Warszawskiej i Mediolańskiej. Ma doświadczenie w badaniach rynku i reklamie.
Aneta o sobie:
“Uwielbiam spotkania z ludźmi, dlatego czas wolny spędzam w gronie przyjaciół i znajomych.
Moje ulubione sporty to: taniec , pływanie, jazda na rowerze, wspinaczka wysokogórska.
Inne hobby: muzyka, podróże, literatura i sztuka włoska.”
M jak Marcin

Marcin Ramus
Marcin to jeden z dwojga absolwentów dziennikarstwa, którzy po długim weekendzie przepuścili desant na pokój planerów . Poprzednio juniorował w MediaCom Interaction i w CR Media Consulting w Departamencie Internetu.
Marcin o sobie …
“Branża internetowa zafascynowała mnie i wciągnęła już prawie rok temu. Przez ten czas pracowałem przez chwile w MediaComie oraz w CR Media do momentu ogłoszenia upadłości spółki. W planowaniu mediów lubię nieograniczone(prawie) możliwości pomiaru i raportowania wyników kampanii oraz brain storming. ”
M jak Marta

Marta Mazurkiewicz
Druga kolumna desantu dziennikarstwa na ACR. Podyplomowo ukończyła Studium PR na UW. Poprzednio pracowała dla TVP INFO i dla Rochstar przy Szymon Majewski Show . Odbyła również staż w New York Daily News.
Marta o sobie:
“Mam psa beagle - jak ktoś ma to wie, o czym mówię 
Co do sportów to się pochwalę: chodzę na rower - jednego lata 1300 km po Szwecji, a następnego 800 km po Chorwacji. Poza tym narty zimą i żaglówka latem.
Mam dwie pasje: modę i kino.
Najbardziej lubię Warszawę, potem Paryż, a potem Nowy Jork.
W ogóle lubię wielkie miasta.”
wiecej | brak komentarzy
Środa, maj 19th, 2010 | Damian Krawczyk
Czy jest możliwe, aby podstrona, która:
- nie ma ograniczeń indeksacji typu noindex,
- nie ma bana, filtra itp.
- ma PR4
- istnieje od ok. roku
- posiada wiele backlinków
nie była indeksowana ?

Odpowiedź brzmi: TAK.
Kiedy taka sytuacja może mieć miejsce?
Załóżmy, że taką podstroną jest www.strona.pl/cukierki. W przypadku, gdy www.strona.pl posiada przekierowanie 302 (!) na wspomnianą wcześniej podstronę www.strona.pl/cukierki, wówczas istnieje prawdopodobieństwo, że w indeksie Google będziemy mieli zaindeksowany dokument - www.strona.pl, a nie www.strona.pl/cukierki. Pomimo tego, iż na blogu Matta Cuttsa kilka lat temu mogliśmy znaleźć informację, że Google coraz rzadziej pokazuje adres źródłowy przy przekierowaniach 302 i preferuje pokazywanie adresu docelowego oraz:
“We are moving to a framework for handling redirects in which we will almost always show the destination url.”
to nadal może być nam serwowany właśnie adres źródłowy, z którego pochodzi destynacja. Sprawdzone empirycznie. Zaznaczę, że Matt Cutts mógł w tym przypadku mówić jedynie o przekierowaniach do innych domen, nie jest to jedoznaczne.
wiecej | dodaj komentarz (1)
Poniedziałek, maj 17th, 2010 | Kamila Tokarska
Dzisiaj na naszym kursie dla tych, co w SEO na początku będzie o linkach, link juice, linkbait i Linkistanie.
Zaczynamy!
Po co komu te linki?
Bez linków ani rusz. Mogą być wewnętrzne, albo zewnętrzne. Wewnętrzne umożliwiają przechodzenie na inne nasze podstrony z nowymi informacjami. Zewnętrzne to linki z innych stron, które odsyłają do nas.
Nie chodzi tylko o to, żeby przyciągnąć ruch na swoją stronę. Na linkach opiera się prawie całe SEO, reszta opiera się na tekstach, w których też są linki. Linkowanie wewnętrzne sprawia, że roboty nie utkną gdzieś na twojej podstronie bez możliwości powrotu, zaś zewnętrzne zwiększa szansę na wymarzoną wysoką pozycje w Google. Jest tak, gdyż nasza pozycja zależy od linków, a moc przekazywana przez nie (link juice) jest walutą Googla. Żeby mieć więcej tej waluty musisz mieć więcej link juice z domen, które same mają dużą moc.

Jakie linki są nam potrzebne w SEO?
W sumie to każde, ale warto zwrócić uwagę na:
#1: Różnorodność, czyli lepsze są po 2 linki z różnych IP, niż 100 linków z jednej domeny (najlepiej, jeżeli strony będę istotnych dla twojego biznesu).
#2: Istotność, czyli ważne jest, że:
• domena linkująca ma podobny temat
• jej zawartość przemawia do twojej grupy docelowej
• ma interesujące nas słowa kluczowe
• link odsyła do najbardziej odpowiedniej strony docelowej (i w ogóle działa)
• przekazuje nam jakąkolwiek moc (w przeciwieństwie do bezużytecznych linków rel=”nofollow”)
Z punktu widzenia SEO mniej ważne jest, żeby anchor linku nie był wobec nas nadmiernie krytyczny, bo link to link, nawet, jeżeli w anchorze jest „kretyn”, lub „zobaczcie, jakie kuriozum – tracę rozum”. Spróbujcie to jednak wytłumaczyć swojemu szefowi. Najprościej sprawdzić to wszystko w źródle strony linkującej.
Dodatkowe informacje znajdziecie w artykule o czynnikach technicznych w analizie linków.
#3: Ważność (obiektywna), czyli nie ma większego lansu niż link do naszej domeny z jakiś wypasionych stron np. takich, które budzą zaufanie poprzez .gov lub .edu w domenie, nie mówiąc o linku z Search Engine Journal czy Occam’s Razor.
#4: Ilość. W SEO z linkami jest tak, że jeśli jest ich dużo… to sami wiecie. Nec Hercules contra plures.
#5: Głębokość. Upewnij się, że stosujesz linkowanie głębokie, bo wtedy można się łatwiej zaindeksować. Obejrzyj prezentację o zaletach indeksacji głębokiej.

Jak zdobywa się linki zewnętrzne do naszej strony?
#1: Linkbait - spraw, żeby strona była linkowalna poprzez
• atrakcyjną treść
• pozbycie się ograniczeń technicznych (np. braku możliwości komentowania bloga)
Zastanów się, jaka treść zdobywa najwięcej linków i jak dotrzeć do potencjalnych linkujących.
Wspomnij o kimś na swoim blogu i zlinkuj, a wtedy ta osoba zwykle pochwali się i odlinkuje.
Poproś, bo jesteśmy ludźmi i jak poprosisz właściciela jakiejś strony, żeby cię podlinkował to pewnie się zgodzi. W najgorszym wypadku się wymień. Bądź cierpliwy i opracuj sobie system.
Przestań być snobem, który każdy link ogląda 2 razy. Im więcej, tym weselej. Oczywiście nie dotyczy to tych domen, które snobami być muszą, bo im inaczej nie wypada, albo które nie mają możliwości tworzenia ciekawej treści. Nie przesadź też kiepskimi linkami, bo posądzą cię o Black SEO.
#2: Jeżeli masz ochotę na jazdę po bandzie, to zaprzyjaźnij się z preclami, oraz katalogami i innymi spamerskimi technikami SEO. Pamiętaj, że robisz to na własną odpowiedzialność i że ostrzegałam.
#3: Postaw na social media i bogactwo linków, jakie może ci dać zwiększony ruch, który zastępuje reklamę.
W świecie idealnym jest tak, że mamy świetną treść na stronie i wszyscy bardzo chętnie do nas linkują. Jest to naturalny i dobrowolny proces. W świecie realnym linki stały się towarem. To znaczy, że można je …
#4: … kupić, założyć sweatshop w Linkistanie, podłączyć się pod SWL. Disclaimer taki sam jak w punkcie 2, czyli sam sobie będziesz winien, jeżeli się nie uda.
#5: sam sobie narysuj. Stwórz własne zaplecze, aby zdobyć linki z tekstów. Przeczytaj nasz tekst o budowaniu zaplecza.
#6: Ostatnia złota rada: Nie trać czasu na budowanie linków, których tak naprawdę nic ci nie dają, np. 3 dni na zdobycie linku ze strony, która nie jest wysoko w rankingu to o 3 dni za dużo.
wiecej | dodaj komentarz (4)
Czwartek, maj 13th, 2010 | Przemek Cyluk
Google od wielu lat twierdzi, że walczy skutecznie ze spamem. Odpuszczę pastwienie się nad wynikami organicznymi i udawadnianie, że korzystający z SWL’i mają się dobrze.
Zajmijmy się czymś prostszym. Przynajmniej tak “wydaje mi się”.

Korzystam z poczty Gmail. Innowacyjnej (tak mówi Gmail sam o sobie) poczty giganta. Adres e-mail jest biznesowy i powszechnie dostępny na stronie www więc zdaje sobie sprawę, że jest i będzie wykorzystywany do akcji spamerskich.
Pytanie: Jak Google mnie chroni przed niechcianą pocztą?
Odpowiedź: W żaden sposób. Dosłownie. Ochrona przed spamem to kompletna bzdura i fikcja.
Jak działa poczta Gmail Google? Otóż każdy e-mail, który Google uważa za spam wrzuca to folderu spam. I na tym się, w moim odczuciu kończy ‘praca’ Google.

W rzeczywistości na 100 e-maili, które trafiają do folderu spam 1 nie jest spamem. W efekcie i tak muszę przekopać się ręcznie przez cały spam, by przypadkiem nie skasować e-maila od klienta. A że klientów niewielu to warto dbać o każdego…
Najbardziej irytujące jest to, że Google nie zapamiętuje co było spamem. Nawet tematy e-maili spamujących są ciągle te same. Mimo to nadal muszę zaglądać do folderu spam i przeglądać całą listę w nadziei, że trafię na tę jedyną, jedyną oczekiwaną wiadomość od klienta w całym tym bałaganie. W rezultacie zamiast jednego folderu “odebrane” przeglądam dwa: odebrane i spam.
wiecej | brak komentarzy