acr.blog - noł bulszit » Bo w życiu trzeba mieć szerokie plecy!

Piątek, maj 7th, 2010 | Anna Herman

Bo w życiu trzeba mieć szerokie plecy!

My, Polacy, chętnie wychodzimy z założenia, że ludzie, którym pofarciło się (po polsku - udało się - dop. redakcja) w życiu bardziej, niż nam, zawdzięczają to “szerokim plecom”… Abstrahując od analizy kondycji społeczeństwa i jego frustracji, niewątpliwie istnieją osoby, których sukces niezaprzeczalnie opiera się na mocnych plecach - i nie chodzi mi tu tylko o kulturystów, czy innych osobników zawodowo zajmujących się podnoszeniem, przerzucaniem, tudzież używaniem siły w mniej pokojowych zamiarach, niż te wymienione.

“Plecom” sukces zawdzięcza pozycjoner. Chodzi mi oczywiście o zaplecze, czyli własną, dedykowaną sieć witryn z unikalną treścią, z której linkujemy stronę docelową. W tym konkretnym wypadku nie możemy mieć wątpliwości, co do etymologii słowa “zaplecze” - mnie przynajmniej kojarzy się dużo bardziej z mocnymi “szerokimi plecami”, niż kanciapą mieszczącą bałagan i szczotki. Nie zajmuję się jednak przeważnie zawiłościami języka (chyba, że zaplącze mi się własny), ale właśnie produkowaniem wartościowych linków - na  tym więc się przez chwilę skupmy.

plecy_pozycjonera

Pozycjonowanie to w dużej mierze proces oparty na obsłudze automatycznych systemów wymiany linków, które wiele robią za nas, i - jak to roboty - robią to szybciej, sprawniej, a przy tym rzadko czują się tak znudzone lub zmęczone jak żywy pozycjoner. Zdarzają się jednak wypadki, kiedy posiadanie witryn zapleczowych staje się koniecznością, bo zmusza nas do tego zapis w umowie, ogrom projektu, obawa przed rychłym zbanowaniem nas przez Google’a lub niespodziewane nawrócenie. Roboty wyszukiwarek nie lubią SWLi (i z wzajemnością?), a nam jakoś specjalnie nie zależy na rozpętaniu konfliktu między dwoma przejawami sztucznej (prawie) inteligencji - szczególnie, że ucierpi na tym klient i my. Powody mogą być różne…

Przyjrzyjmy się naszym plecom od strony treści.
Zaplecze powinno być powiązane tematycznie z treścią pozycjonowanego serwisu. Jeżeli serwis klienta dotyczy produktów finansowych, tworzymy blogi poświęcone pożyczkom, kredytom, giełdzie, et caetera. Pamiętajmy o siódmym przykazaniu (szczególnie, jeśli dotknęło nas wspomniane wyżej nawrócenie) i nie kradnijmy tekstów! Mało tego, dobrze jest oznaczyć nasze teksty jako kanoniczne i uważać na dystrybucję naszych treści RSS’em, często używanym do zasysania cudzej własności intelektualnej. Obowiązują wszystkie reguły optymalizacji treści, jak w przypadku samego serwisu, do którego zaplecze linkuje. Nie odpuszczajmy sobie, skoro i tak poświęcamy nasz czas na stworzenie strony zapleczowej, to powinna być ona merytorycznie poprawna. Pamiętajmy, że wartościowa witryna może nam przynieść dodatkowy ruch, a przez to chociażby zysk z systemów takich jak AdSense lub z programów partnerskich.

A teraz obróćmy się i spójrzmy na plecy od strony technicznej.
“Obracanie się” to tylko zabieg stylistyczny, wiem, że z drugiej strony pleców znajduje się raczej klatka piersiowa… chyba, że mamy akurat do czynienia z obiektem typu “z tyłu deska…” itd. Ad rem.
Wskazane byłoby rozejrzenie się za profesjonalnym hostingiem, takim, który zapewni nam dużo różnych adresów IP. Oczywiście nie wspominam o tym, że powinien być możliwie szybki i stabilny, żeby Google zbyt często nie oglądało naszych błędów 404. Jeżeli nie mamy możliwości zakupu tzw. SEO hostingu, kupujemy konta u różnych dostawców.
Kolejną rzeczą są domeny. Potrzebujemy ich również sporo, żeby ograniczyć stawianie podobnych stron w subdomenach. Skoro mamy już w koszyku artykuły pierwszej potrzeby, musimy się zaopatrzyć w clue całej sprawy, czyli dobry system zarządzania treścią. Wielkim powodzeniem cieszy się przeznaczony początkowo tylko do blogów skrypt WordPress, którego możliwości konfiguracji, prostota i mnogość pozycjonerskich wtyczek stawiają na szczycie mego prywatnego rankingu tego typu systemów. Popularne są ciągle Joomla, Mambo, PostNuke… Kilka ciekawych skryptów opisał na swoim blogu Mendax. Ważne, aby w ramach jednej domeny nie stawiać kilku identycznych skryptów, nawet przerobionych. “Obok” zawsze można postawić jeszcze jakąś bazę opartą na phpmyclassifieds, czy porządny, moderowany katalog.
Skoro CMS działa, wypełniamy naszą witrynę zoptymalizowaną treścią, pingujemy i… potem najlepiej  idźmy na obiad, czekając aż się zaindeksuje. Jeżeli nie zrobi tego w miarę szybko, możemy się przespać - dopiero potem powinniśmy wrzucić linki do serwisu klienta.
O tanjnikach pozycjonersko poprawnej konfiguracji WordPressa, najlepszych wtyczkach i mało znanych możliwościach szeroko rozpiszemy się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Tak szeroko, jak szerokie są nasze plecy ;-)

Komentarze (2)

  1. Artur:

    Podoba mi się porównanie do pleców i ich szerokości. Choć nie jestem pewny czy każdy, dobry pozycjoner, korzysta z SWL’i - chyba są jeszcze tacy puryści, którzy zrobią to bardziej żmudnie ale cel osiągną.

  2. Anna Herman:

    @Artur - trudno powiedzieć, czy każdy. W odpowiednio dużej grupie pozycjonerów na pewno taki się znajdzie ;) A odpowiadając bardziej serio, często zdarza się, że ktoś deklaruje taki właśnie puryzm, pogada, pogada i włącza SWL’a. Z drugiej strony, ja przez większość czasu stawiałam zaplecze i ręcznie katalogowałam strony - do tej pory to robię, więc ewentualnie można podciągnąć także mnie pod definicję “seo purysty”. Dzięki za komentarz, pozdrawiam!