acr.blog - noł bulszit » 2010 » maj

Archiwum dla maj, 2010

Kamila Tokarska
Poniedziałek, maj 31st, 2010 | Kamila Tokarska

VSEO w SEO, czyli optymalizacja plików wideo dla potrzeb wyszukiwarek

Dziś rusza kolejny z równolegle prowadzonych cyklów dobrych SEO rad dziadzia Władzia dla początkujących.

Co optymalizujemy?
Dziś na tapecie optymalizacja wideo, czyli jak zwiększyć oglądalność naszych reklam, spotów, blogów, przewodników,  poradników, prezentacji produktów, czy co tam mamy w wersji wideo.

Co ma wideo do SEO?

Internauci znajdują klipy poprzez wyszukiwarki. Jednocześnie serwisy typu YouTube same stały się dużymi wyszukiwarkami.

Wideo jest źródłem ruchu czy linków (i link juice), pomaga też znaleźć się wyżej w rankingach. Stało się to szczególnie widoczne odkąd Google wprowadził nową formę prezentacji wyników wyszukiwania, która poprzez promowanie różnorodnych wyników,  faworyzuje wyniki wideo, mapy czy obrazki.  Jest to szansa odróżnienia się od konkurencji .

nowy-obraz1
Gdzie?
Możliwości są tysiące, ale kluczowi gracze to YouTube, MySpace, Vimeo, są one też najważniejszymi wyszukiwarkami dla wideo, obok suprise, suprise…  Googla. Możesz też zdecydować się na umieszczenie pliku na własnej stronie, zwłaszcza jeżeli twoim celem jest sprowadzenie tam ruchu i konwersje. Jest to jednak trudniejsze technicznie. Ten sam plik na YouTubie trafi do większej grupy odbiorców i będzie łatwiejszy do znalezienia poprzez wyszukiwarkę, jednak może funkcjonować w oderwaniu od twojego towaru i nie przełożyć się na zyski. Oczywiście możesz umieścić plik w obydwu miejscach, zadbaj tylko, żeby te dwa źródła nie kanibalizowały się.

Jak?
Wyobraź sobie, że cudownym sposobem Google sam znalazł twoje wideo , sam je zaindeksował i teraz je wyświetla w odpowiedzi na idealnie dobrane słowa kluczowe…

Jasne! Bierz się do roboty.
Przede wszystkim trzeba sobie zdać sprawę, że robot nie obejrzy naszego filmiku.  Indeksacja odbywa się na podstawie tytułu, opisu i komentarzy. Czyli jeżeli nie masz zoptymalizowanego tytułu, albo nie pozwoliłeś na dodawanie komentarzy to masz problem. Tytuł jest także wizytówką i reklamą pliku – to na jego podstawie ludzie decydują, czy chcą go obejrzeć. Powinien też zawierać słowa kluczowe, na które chcesz być znaleziony/a.
SEO!
Wykorzystaj to wszystko, co już wiesz o optymalizacji. Reguły są podobne.

Liczy się:
#1: optymalizacja techniczna
Zadbaj o meta dane opisujące treść klipu i kod strony, na której umieszczasz plik, dołącz tagi. Ważny jest też format pliku i sposób emisji. Im więcej formatów, tym łatwiejsze rozsiewanie treści. Nie zapomnij o ipodach, ipadach i innych androidach. Dołącz miniaturki dla wyników wyszukiwania. Pomóż  indeksować wyszukiwarce poprzez mapy wideo dla witryn.

Podejmuj decyzje na podstawie statystyk oglądalności np. z Analitycsa i YouTube Insight.

#2 optymalizacja treści
Zoptymalizuj tytuł i opis filmu. Postaraj się o transkrypcję. Im więcej treści w opisie i komentarzach tym lepiej, ale treść ma być przed wszystkim atrakcyjna, oryginalna, ciekawa i nowatorska. I nie za dłuuuuga.  Nikt nie będzie oglądał twoich 2 godzinnych wypocin, więc spróbuj zamknąć się w 2 - 5 minutach.  Przeczytaj więcej o parametrach jakie powinien spełniać przyszły przebój twojego kanału, który znajdzie się w tym 1 % klipów o oglądalności powyżej 500 000.

Korzystaj ze słów kluczowych. Postaw na geotargetowanie, jeżeli działasz lokalnie. Nie zaszkodzi też opis tego, kim jesteś w profilu na YouTube i powiązanie wideo i z twoją marką, bo nie chodzi o rozsyłanie śmiesznych filmików, tylko o konkretne cele biznesowe, które musisz zdefiniować. Zależy ci na ruchu na stronie, budowaniu marki, edukowaniu, konwersji?
Użyj tych samych narzędzi, które pomagają ci wybrać słowa kluczowe na stronę. To po nich użytkownicy będą trafiać na wideo i twoją stronę. Pamiętaj o słowie kluczowym „wideo”( lub „video”).

#3: linki
Nie zapomnij wykorzystać potencjały opisów linków. Przeczytaj wpis o linkach i opracuj strategię budowania linków dla twojego klipu.

#4: promocja
Im więcej miejsc, gdzie można znaleźć twój klip tym lepiej. Exposure is the king. Zachęcaj do komentowania, wysyłania znajomym, RSSowania, MRSSowania, zakładkowania, recenzowania i dzielenia się twoim wideo. Promuj zwój klip poprzez media społecznościowe.
Zbuduj bibliotekę z wielu plików, bo twój kanał na YouTubie zyska na znaczeniu, jeżeli będziesz mieć więcej niż 25 klipów. Bądź aktywny w obrębie swojego kanału. Pamiętaj, że komentowanie, dodawanie do ulubionych, zdobywanie nowych friendsów, fanów i subskrybentów to porządne narzędzia pozycjonowania. Nie przesadź tylko, bo statystki dodawania do ulubionych, które znacząco odbiegają od średniej są równie podejrzane, jak nagły cudowny przyrost linków.

A wtedy…

wiecej | brak komentarzy

Damian Krawczyk
Środa, maj 26th, 2010 | Damian Krawczyk

Unikalni w Google Analytics z organica

Chcąc wyciągnąć z Google Analytics Unikalnych Użytkowników dla określonych fraz w wyszukiwarkach tworzymy raport niestandardowy. Może on wyglądać np. w ten sposób:

ga_uu_niestandardowy

Po kliknięciu w odpowiednie źródło mamy wówczas widok na listę fraz. Chcąc wiedzieć ilu użytkowników odwiedziło stronę poprzez daną frazę, po prostu klikamy w nią. Przy dużej ilości fraz odfiltrowujemy listę fraz wpisując na dole w containing: fraza (dla dopasowania szerokiego) lub ^fraza$ (dla dopasowania dokładnego). Przy dopasowaniu szerokim by móc odfiltrować frazy brandowe dodajemy warunek excluding: fraza brandowa. Tu pojawia się problem. Po odrzuceniu fraz brandowych GA podaje, zamiast sumy wszystkich unikalnych użytkowników dla wybranych w dopasowaniu szerokim fraz, liczbę wszystkich UU dla wybranego źródła np. Google organic. Aby uniknąć ręcznego liczenia, rezygnujemy z dodania warunku excluding w filtrze i tworzymy prosty segment, który będzie nam odfiltrowywał frazy brandowe z wyszukiwań. Oto jak on może wyglądać:

ga_bez_brandu

Teraz już tylko wybieramy stworzony segment, jeszcze raz wpisujemy w containing frazę i mamy sumę UU w dopasowaniu szerokim do frazy bez brandu. Koniec miniszkolenia. :)

wiecej | brak komentarzy

Maciek Kowalczyk
Poniedziałek, maj 24th, 2010 | Maciek Kowalczyk

Zaszyfrowani: Google SSL

Dzisiaj w telegraficznym skrócie, bo na ulubionego bloga czasu mało, a firma płaci za pracowanie a nie blogowanie..

Gigant z Mountain View zarezentował nową wersję swojego najbardziej znanego produktu - wyszukiwarka doczekała się protokołu SSL. Projekt jest jeszcze w trybie beta, więc aby z niego korzystać musimy przejść na stronę  https://www.google.com/.

google-ssl

Szyfrowanie nie jest niczym nowym w produktach Google, bo jest już oferowane w usłudze Docs i Gmail.  Protokół SSL ma obecnie tylko zastosowanie w wynikach tekstowych, więc jak będziecie przeglądali grafikę, to źli hakerzy wciąż mogą Was podglądać. Dodatkową uciążliwość stanowi fakt, że mechanizm wyszukiwania z zabezpieczeniem działa trochę wolniej niż bez.

Szyfrowanie połączenia między naszą przeglądarką, a serwerami Google zabezpiecza wyniki wyszukiwania przed niepożądanymi oczętami. Praaaawie przed wszystkimi! :)

wiecej | dodaj komentarz (2)

Poniedziałek, maj 24th, 2010 | Anna Herman

Na tropie bezgłowego Flash Playera – Adobe Ichabod

Flash nigdy nie był ulubioną technologią tworzenia stron internetowych wśród osób zajmujących się SEO. Podstawową przyczyną takiego stanu rzeczy było problematyczne indeksowanie przez roboty wyszukiwarek treści w dokumencie SWF. Robot długi czas nie był w stanie przeczytać tekstu, zagnieżdżonego w animacji flashowej, widział tylko wskazane przez kod HTML miejsce, gdzie znajduje się plik o rozszerzeniu .swf.

Jeszcze kilka lat temu pozycjonowanie strony opartej w całości o flasha skupiało się prawie tylko i wyłącznie na tagu <title>  i ograniczało się do jednej, maksymalnie dwóch fraz kluczowych.
Niektórzy pozycjonerzy (w tym niżej podpisana, która sama była wtedy zielona w tym temacie jak kabaczek i zwyczajnie bała się robić SEO dla Flasha) rozmowy z potencjalnymi klientami zaczynali nawet od subtelnej perswazji: „a może przerobilibyśmy to na HTML?” – co przy okazji było też całkiem dobrą podstawą do zgarnięcia kilku stówek za zrobienie zupełnie nowej strony.
Można się raczej bez problemu domyśleć - o ile nie mamy problemu z myśleniem ogólnie i nie jest poniedziałek rano- kto na tym tracił. Właściciel technologii Flash, czyli kiedyś Macromedia, a obecnie Adobe.

seo-secrets-technology-and-magic-behind-flash

Wyobraź sobie, że należy do Ciebie technologia umożliwiająca strzelanie seriami wizualnych fajerwerków, jesteś z niej dumny i zadowolony, a ludzie mówią, że tak, śliczne, ale wyszukiwarka nie widzi, tylko my możemy popatrzeć – i popatrzymy, ale dziękujemy, używać nie będziemy. Można się zdenerwować, prawda? Adobe od dawna myślało nad rozwiązaniem tego palącego problemu, w efekcie czego powstał Ichabod, zwany bezgłowym Flash Playerem lub jeszcze bardziej z angielska Flash Player for search. Swą nazwę kodową zawdzięcza Ichabodowi Crane’owi, głównemu bohaterowi znanej brytyjskiej powieści „The legend of the Sleepy Hollows”. Tak, dziewczyny, macie rację, w filmie grał go Johnny Deep.
Od 2008 roku Google pracuje nad algorytmem pozwalającym indeksować treści Flasha, z menu, przycisków i banerów stron zbudowanych częściowo w tej technologii. Od zarania prace polegają na integrowaniu z algorytmem wyszukiwawczym interfejsu Flash Playera i bibliotek SWF Searchable Libraries wdrożonych przez Adobe. Treści widziane dla użytkownika, łącznie z URLami są zaczytywane przez robota i używane jako drogowskazy do dalszej wędrówki po witrynie – tak jak w przypadku stron zbudowanych przy użyciu HTML. Dotyczy to tylko plików SWF, pliki FLA nie zawierają bowiem treści tekstowej. Wskazuje to pewien sposób postępowania w przypadku, kiedy nie chcemy, by pewne elementy były widoczne dla wyszukiwarki: możemy zastąpić tekst obrazkiem  Więcej na temat tego, co działo się w pracach Google i Adobe nad indeksowaniem Flasha, znajdziemy na Oficjalnym Blogu Google Webmaster Central.

O zmianach i nowościach związanych z Ichabodem donosił na swoim blogu ewangelista Adobe Duane Nickull. Szczególnie warte uwagi jest opublikowane przez niego wideo o wiele mówiącym tytule „Ichabod Works”. Pokazuje ono, że mimo iż zawsze dostęp do tekstu w plikach flashowych był co najmniej trudny, dzięki innowacyjnemu pomysłowi Adobe możliwe jest wykrycie wszystkich stanów, jakie plik SWF może przyjąć w czasie wykonywania aplikacji. Robot nie wchodzi w głąb pliku, a „ogląda go” na tej samej zasadzie, co użytkownik.

W momencie, kiedy robot indeksujący napotka na swojej drodze przycisk, Ichabod – będąc faktycznie Flash Playerem, tyle, że przeznaczonym dla robotów – spróbuje uruchomić akcję, jaka zostałaby wykonana, gdyby wcisnął go użytkownik. Umożliwi to dojrzenie wszystkich jak dotąd ciemnych i niezbadanych przez wyszukiwarki zakamarków dokumentów stworzonych we Flashu.
Używając Ichaboda, zobaczymy również wszystkie teksty i obrazki ze strony wykonanej w innej technologii Adobe – Flex.

searchin

Ichabod może być kamieniem milowym, jeśli chodzi o indeksowanie plików SWF. Wciąż jednak nie wiadomo, ile tej treści zostanie zczytane i jak będzie ważona przez wyszukiwarkę. Możemy tylko zgadywać w jaki sposób i w jakim stopniu Ichabod przyczyni się do zmian w SERPach na korzyść (?) stron wykonanych we Flashu.
Wszystkim PHP Web developerom przy okazji życzę, aby – jeśli nastąpi druga młodość Flasha – klienci nie zaczęli dzięki Ichabodowi tracić dla niego głowy.
Jak mawiała jedna z moich wielu ciotek, pokorne cielę dwie matki ssie – więc Flash developerom życzę czegoś zupełnie przeciwnego.

wiecej | brak komentarzy

Marcin
Piątek, maj 21st, 2010 | Marcin

Projekty internetowe


Zastanawiałem się ostatnio. To dość ważne, aby w otaczającym nas pędzie znaleźć chwilę na przemyślenia. Bo inaczej będziemy cały czas bezmyślnie młotkować otaczającą nas bieżączkę. To moje zastanawianie nie było jakoś ustrukturyzowane w formie a obracało się wokół projektów internetowych. Widziałem ich kilka w swoim życiu. Mogę je podzielić na dwa typy - takie, które odniosły sukces oraz takie… które ładnie wyglądały na prezentacji PowerPoint przed decydentami (dla nowych w branży, słowo porażka winno być wykreślone z waszego słownika). W ostatnim zdaniu zawarte było sporo jadowitej ironii. Zatem reasumując mamy sukcesy i (tak, tak) porażki. Podręcznika pt. “jak spektakularnie zniszczyć projekt internetowy” nie zamierzam pisać… brakuje mi kreatywności.

Zastanówmy się jednak nad projektami, które w naturze nie występują. W biologii mamy łatwiej, bo ojciec jest tylko jeden. Jeżeli mówimy jednak o sukcesie mamy istny gwałt zbiorowy… bo sukces ma wielu ojców. Nie zastanawiałem się jednak nad brakiem funkcjonalności natury ale nad tym jak ten sukces osiągnąć.

Wyszło mi coś takiego (osoby poniżej osiemnastego roku życia, wrażliwe proszę o zamknięcie oczu i nie podglądanie):

młotkowanie + pierdolnięcie

Wiedziałem, że podglądacie… Nie jestem jednak pierwszą osobą używającą przekleństw publicznie.

Nie równam się broń Boże z John’em Clease’em, chodzi mi jedynie o to, że czasem pewne słowa najlepiej opisują pewne zjawiska. Jednak aby ten wpis nie przemienił się w stek przekleństw od tego momentu będę stosował formę pier*******.

Wróćmy jednak do tematu. Przyglądając się (w praktyce, nie na papierze) jak tworzone są projekty internetowe, zauważyłem, że te które wypalają są młotkowane. Dlaczego ? Jeżeli przyjrzymy się temu jak działa serwis internetowy, jak bardzo interdyscyplinarna wiedza wymagana jest do jego tworzenia, jak unikalne są to dzieła, to wychodzi nam sztuka połączona z technologią kosmiczną. Unikalne dzieło (mniej lub bardziej) wymagające zaawansowanej techniki, widzieliście to gdzieś indziej poza NASA i grami komputerowymi ? Wymagane jest nieustanne rzeźbienie i poprawki. Gdyby Da Vinci chciał pracować w branży interaktywnej nie skończyłby Giocondy do dziś :-).

Ujmując młotkowanie w ramy praktyczne. Projekt internetowy i jego rozwój to tak naprawdę setki drobnych projekcików. Przykład: wpięcie kodów Analytics, stworzenie formularzy, modyfikacja formularzy, analiza ruchu, optymalizacja pod kątem wyszukiwarek, poprawki w menu, pisanie treści, tworzenie innych treści, social media w miliardzie serwisów, poprawki layoutu, poprawki wyświetlania galerii, a to nie działa hosting, a to strona 404 jest zła, to znów zlicza się nam coś podwójnie aaaaaaaaaa…

istock_000001768667xsmall

Cały czas trzeba przy projekcie dłubać. A i to nie zawsze zdaje egzamin. Nasuwa się kolejne pytanie dlaczego ? Cytując jednego z kolegów…

… bo w życiu nie warto być tylko robotnikiem i cały czas młotkować, lepiej być majstrem przyjść raz i wiedzieć gdzie p********* …

… nasza formuła jest już znana i objaśniona. Zatem wracajcie do dłubania przy projektach, ale nie zapominajcie, że czasem trzeba zatrzymać się i pomyśleć. Czego wam i sobie życzę.

wiecej | dodaj komentarz (3)