Święta w firmie
swieta

U was tak samo?
Za oknem coraz chłodniej, lada dzień spadnie pierwszy śnieg, a tymczasem w świecie SEO wrze. Google pod koniec roku można powiedzieć “wali z grubej rury”. A to kofeina, a to behawioralne wyniki, a to wyszukiwanie obrazkowe, a to real time searches. Praktycznie każda nowinka niesie za sobą lawinę artykułów, dyskusji, kłótni, narzekań jednych i pochlebstw innych. Co ja o tym sądzę? Może powinienem drżeć o moją pozycjonerską głowę? No cóż, ja raczej przyjmuję te nowości na względnym spokoju. Mało tego, cieszę się, że są wprowadzane. Każdy artykuł np. w Wyborczej powoduje zainteresowanie tematem, a co za tym idzie branżą SEO. Być może w ten sposób wielu potencjalnie nowych klientów dowiaduję się o czymś takim jak możliwość optymalizacji swojej strony dla wyszukiwarki. Co chciałem natomiast zauważyć? Otóż nie tylko Google rozgrzewa nas w tą wczesno-zimową porę roku.
Microsoft uruchomił właśnie testowo usługę EntityCube - miejsce generujące wyniki wyszukiwań dla osób i pojęć. Wzorowana na chińskim Renlifang, wyrzuca wyniki, przeszukując miliardy zaindeksowanych stron. EntityCube ma eliminować żmudne wertowanie wielu podstron, którego celem jest znalezienie kompletnych informacji np. o danej osobie. Jak na razie jest dostosowana głównie do wyszukiwania znanych osób, choć zamiarem Microsoftu jest rozszerzenie jej na całe możliwe wyszukiwanie. Z innymi pojęciami może sobie nie poradzić i wygenerować dziwne rezultaty. Przykładowo gdy wpiszemy słowo ‘polska’ znajduję powiązaną frazę ‘kielbasa wedzona’ w kategorii… osoby… .

Trend behawioralnego wyszukiwania, a co za tym idzie zbierania informacji o zachowaniu się użytkowników wyszukiwarki nie jest najprawdopodobniej zarezerwowany wyłącznie dla Google. W informacji dotyczącej Microsoftowego EntityCube znajdziemy m.in. punkt: “Microsoft may record the users’ behaviors on this web site for purposes of improving and provide EntityCube services to the public, provided that all actions taken by Microsoft are in accordance with the Privacy Statement and applicable laws.”
Wydaje się zatem, że zarówno osoby narzekające na “bezprawne” zbieranie informacji przez Google, jak również prawne regulacje w niektórych krajach nie zmienią behawioralnego wyszukiwania. Prawdopodobne połączone lobby dwóch gigantów nie znajdzie godnego siebie przeciwnika. Nam maluczkim pozostaje jedynie patrzeć im na ręce i korzystać z nowych dobrodziejstw.
Na koniec roku Google przygotowało kilka ciekawych zmian. Ma to wprowadzać udogodnienia, przyspieszyć działanie i poprawić jakość wyników podawanych przy wyszukiwaniu.
Zacznę od “Personalizacji wyników wyszukiwania”. Opcja ta była dostępna do tej pory tylko osobom zalogowanym w profilu Google. Obecnie personalizacja korzysta z plików cookie. Na szczęście istnieje możliwość wyłączenia tej opcji. W prawym górnym rogu strony wyników wyszukiwania możemy kliknąć w Historia online i kliknąć w “Wyłącz Dostosowywanie”. Jeśli mają być promowane strony, które często odwiedzamy w danym zapytaniu to co z nowymi stronami? W przypadku SEO powstaje problem dla wszystkich tych klientów, którzy mają umowy na zasadzie “success fee“. Jak teraz sprawdzać pozycję frazy?
Kolejna ciekawostka to Twitter w wynikach wyszukiwania. Planowane jest też zaciąganie contentu Facebooka i MySpace. Na razie tylko w wyszukiwarce dla osób anglojęzycznych. Szumnie nazywane wyszukiwaniem w czasie rzeczywistym. W praktyce mamy dodatkowe okno z wynikami z Twittera. Jest to wątpliwy pomysł na poprawę jakości wyników wyszukiwania. Na pewno Google chce mocno związać się ze wszystkim co nowe i tym co jest teraz “Cool”. Na pewno jest to dobry ruch marketingowy.
No i na koniec Caffeine. Nowy,szybszy mechanizm wyszukiwania. Na razie jest to wielka niewiadoma testowe wyniki wyszukiwania nie różniły się znacząco od standardowych wyników. Czas pokaże jak mocno ta zmiana wpłynie na metody stosowane w SEO. Na pewno nie będziemy się nudzić
.
Dzisiaj nie będzie głębokich przemyśleń - jest koniec tygodnia, zatem geek mode można zrobić na off. Chciałem się podzielić jedną konstatacją. Wczoraj udało mi się skończyć książkę Nawałnica mieczy Tom 1 - Stal i śnieg (BTW: jest to fantastyka najwyższej próby, po mimo faktu, że tytuł brzmi strasznie).
Jak ma to związek z blogiem o marketingu ? Jeszcze chwila i wszystko będzie jasne. Jednak zanim to nastąpi musicie znieść jeszcze troszeczkę ekshibicjonizmu. Zatem wróćmy do naszych baranów. Po zakończeniu czytania nadchodzi czas na wpisanie książki do Excela, gdzie spisuje wszystkie pozycje jakie przeczytałem w tym roku, liczbę stron, średnią… etc. (mężczyźni lubią wszystko liczyć i mierzyć - ). Problem był taki, że choć skończyłem książkę, to nie sprawdziłem liczby stron. Siedziałem przy komputerze a książka została odłożona na półkę, która znajdowała się w dramatycznej odległości 1,5 metra. Chcąc uniknąć wyprawy po książkę (Frodo nie pomyślał wychodząc z domu i doszedł aż do Amon Amarth… pewnie nie miał Internetu :-), nieprzemyślane wyprawy bywają niebezpieczne) zdecydowałem się, że sprawdzę liczbę stron na Merlinie.
Scenariusz był taki - wchodzę na główną, dwa wyszukiwania w wewnętrznej wyszukiwarce (musiałem się poprawić bo to nie zadziałało, przez “rr”). I voila ! Mam. 608 jest tym czego szukałem.
Spójrzmy jednak na to od strony merlin.pl. Tam w statystykach mamy użytkownika, który wszedł na serwis, przeszukał go. Doszedł do strony produktu… i nie kupił. Prowadzi to do dwóch ważnych wniosków.
Po pierwsze współczynnik konwersji (CR) czyli akcja/wizyty jest “manipulowany” przez samych użytkowników. Powód mojej wizyty był dla mnie jasny, ale w statystykach ruchu już nie był widoczny. Jestem sobie w stanie wyobrazić dziesiątki innych możliwych przyczyn wizyty na stronie, które nie są związane z procesem zakupu. Zatem mamy do czynienia z sytuacją gdzie użytkownicy “sztucznie zawyżają” podstawę ułamka składającego się na CR. Zatem nie powinniśmy zbytnio przejmować się nominalną wartością CR ale kierunkiem jego zmiany (czy rośnie czy spada). Spadek CR nie oznacza od razu, że coś stało się nie tak z naszym sklepem/stroną www - może jakiś znany serwis (wykop ?
napisał o nas i mamy do czynienia z czymś co można porównać jedynie z najazdem Hunów. Wizyty zwiększają się dramatycznie ale nominalna liczba konwersji pozostaje niezmienna, zatem cały ułamek nam spada.
Drugi wniosek, połączony z pierwszym - nie popadajmy w obsesję współczynnikową. Każde dane można podrasować i zafałszować. Clue problemu polega na tym by dane rozumieć, wiedzieć skąd pochodzą i jak są obliczane. Odnosząc się do przypadku konwersji - w celu uzyskania “prawdziwego” obrazu konwersji należy filtrować (segmentować) ruch który badamy. Inna jest konwersja dla ruchu bezpośredniego, inna dla mailingu a jeszcze inna dla wyszukiwarek. Mając dane wyfiltrowane możemy skupić się na kierunkach zmiany, oczywiście biorąc pod uwagę czynniki sezonowe, czas, zmiany u konkurencji.
Przykład: Spadek konwersji o 0,5% punktu procentowego z 4 do 3,5 % mówi nam bardzo mało. Jeżeli jednak rozbijemy te dane i wyfiltrujemy źródła możemy na przykład zobaczyć, że efektywność ostatniego mailingu spadła nam z 8% do 2%. To już daje nam podstawy do wnioskowania i analizy miejsc w których (jak to mawia Andrzej Pilipiuk) “coś schrzaniliśmy”.
A temat tego posta, ktoś powie ? Temat jest marketingowy… ale to już zupełnie inna historia
Google Sitelinks to nowa funkcjonalność w reklamach linków sponsorowanych Google Adwords. Zamiast jednego linku w reklamie AdWords możemy wyświetlić aż 5 niezależnych adresów docelowych w 1 reklamie. Aby uzyskać taki efekt:
Twoja zwykła reklama tekstowa:
- musi zająć pierwszą pozycję w wynikach płatnych
- powinna mieć bardzo wysoki wynik jakości
Wówczas możliwe jest, że na daną frazę będziemy wyświetlać 5 płatnych przekierowań. Nie jest możliwe wykupienie takiej formy reklamy na stałe. Nie ma też żadnej gwarancji, że zawsze będzie wyświetlała się propozycja dodatkowych 4 przekierowań. Kliknięcie każdego odnośnika jest płatne osobno. Można zdefiniować maksymalnie 10 dodatkowych linków, każdy o długości do 35 znaków. Adresy URL linków dodatkowych reklam muszą kierować użytkowników na strony należące do głównej witryny. Najłatwiej jest osiągnąć taki status na słowa związane z Brand’em.
Aby zdefiniować treść i adres docelowy każdego linku, należy zalogować się na konto Google AdWords i kliknąć zakładkę ‘ustawienia’ na poziomie kampanii. Następnie w „Sieci urządzenia i rozszerzenia” należy dodać rozszerzenie.

Ostatni krok to zdefiniowanie treści i adresu docelowego dodatkowego linku.

Obecnie sprawdzamy jak działają Google Sitelinks. Jeżeli wyciągniemy jakieś smaczki, to podzielimy się wiedzą.