Za pomocą kanału możemy oglądać przemówienia irackich polityków i podglądać jak sprawuje się władzę w tej młodej, islamskiej demokracji.
Wg dyrektora zarządzającego Google -Erica Shmidta (który z tej okazji pojawił się w Iraku osobiście), nie ma nic ważniejszego niż komunikacja i informacja, a nowe media, takie jak właśnie Youtube zapewniają nową otwartość i przejrzystość działań rządów. CEO Google dodaje, że to fascynujące móc obserwować jak rząd Iraku tworzy nowy sposób budowania relacji i komunikacji z Irakijczykami w kraju oraz internautami z całego świata:
Zaś premier Iraku mówi, że za pomocą Youtube będą chcieli udostępniać wszelkie ważne materiały, przekazywać najnowsze wiadomości oraz informować o postępach w pracach rządu. Zwraca również uwagę na szansę zaangażowania Irakijczyków w dyskusje na znaczące tematy, czy prezentację możliwości inwestycyjnych w Iraku:
Co sądzicie o tym, żeby przenieść ten pomysł na polskie poletko? Chcielibyście oglądać naszych polityków na YT?
Zwracam na to waszą uawgę gdyż jest to pierwszy wynik w SERPie na frazę google video ads.
Prawda jest taka, że video może przybierać tylko 2 rozmiary:
336 x 280 (duży prostokąt)
300 x 250 (średni prostokąt)
Cały aktualny manual dostępny jest tutaj. Video nie może przekroczyć 75mb, a statyczny JPG może ważyć maksymalnie 50kb.
Przy planowaniu kampanii Video w sieci kontekstowej warto…
- jak w każdej kampanii kontekstowej polecam większą stawkę na początku kampanii i dalej w trakcie trwania kampanii stopniowe obniżanie CPC
- szczególną uwagę warto zwrócić na pierwszy statyczny obraz JPG filmu wideo. Przy otworzeniu strony kontekstowej reklama video jest wstrzymana. W związku z tym, obraz ma kluczowe znaczenie, które przyczyni się do sukcesu/porażki naszej kampanii. Obraz statyczny musi zachęcić do odtworzenia video. Samo odtworzenie video nic na nie kosztuje. Stawkę CPC zapłacimy dopiero po ponownym kliknięciu reklamy video.
- prawdopodobnie lepsze efekty uzyskacie wykorzystując targetowanie na słowa kluczowe (możliwe jest jeszcze targetowanie na witryny)
Roboty wyszukiwarek to kreatury, które wędrują od strony www do strony www żywiąc się ich tekstem i gromadząc o nich informacje. Szczególnie preferują strony a la html w klasycznym, nieprzekombinowanym sosie winegret. Post Flash i SEO informuje, że niedługo być może przekonają się także do stron w technologii flash!
Póki co nadal wybrzydzają i od flasha stronią, bo go po prostu nie rozumieją. W efekcie trzeba wykonać 2 razy więcej pracy przy pozycjonowaniu aby strony flashowe były wysoko w wynikach wyszukiwania - to tak w dużym skrócie.
Czy strony w technologii flash mają także wpływ na wyniki kampanii Adwords? Jak najbardziej!
Strony docelowe naszych reklam są zawsze sprawdzane w ramach systemu Adwords - chyba, że zablokujemy do nich dostęp. Jednak blokowanie dostępu mija się z celem.
Jaki jest cel? Wysoki wynik jakości reklam i niższe CPC.
Według informacji Google: “Zebrane informacje dotyczące jakości mają wpływ na skuteczność konta w przyszłości. Strony docelowe zawierające przydatne treści związane z Twoimi słowami kluczowymi i tekstem reklamy są uznawane za strony wysokiej jakości i otrzymują wysokie wyniki jakości. Może to oznaczać obniżenie kosztu kliknięcia (CPC) dla Twoich reklam. (I na odwrót - strony docelowe niskiej jakości uzyskują niższe wyniki jakości).”
Nie jest to żadna nowość, ale warto od czasu do czasu przypomnieć, że inwestując nasz czas i pieniądze w rozbudowanie treści na stronie, dostarczamy robotom wyszukiwarek niezbędnych informacji oraz oszczędzamy pieniądze kiedy decydujemy się na reklamę w wyszukiwarkach.
Wczoraj dostałem od znajomego zaproszenie do korzystania z “nowego sposobu komunikacji”, wymyślonego przez inżynierów z Mountain View. Google Wave -w założeniu -to technologia, służąca przede wszystkim do komunikacji i współpracy grupy ludzi pracujących razem nad wspólnym projektem. Sprawdźmy z czym to się je.
Pierwsza prezentacja systemu miała miejsce niespełna pół roku temu, ale narzędzie wciąż nie jest otwarte dla każdego (podobnie chyba było z gmailem?). Z wyglądu narzędzie przypomina trochę komunikator pocztowy (główni projektanci to Ci sami panowie, co odpowiadali za Mapy Google - Jens i Lars Rasmussen) , tyle że komunikacja nie polega na wysyłaniu wiadomości z jednego komputera na drugi, ale dzieje się bezpośrednio w programie (ot, taki czat ;).
Bardzo ciekawa jest aplikacja Rosy, która korzysta z silnika Translatora Google. Rosy tłumaczy nasze rozmowy na bieżąco, umożliwiając komunikację osób, które w normalnych warunkach by się nie dogadały :). Np. Franzuz rozmawia z Anglikiem -może pisać w swoim ojczystym języku, a tekst który zobaczy na swoim ekranie Anglik będzie już przetłumaczony na język angielski i vice versa.
Krótki filmik z pokazu tej funkcjonalności:
Kolejny gadżet oparty na Google Maps umożliwia pokazanie naszym rozmówcom konkretnego punktu na mapie (w czasie rzeczywistym, więc mogą oni np. zaznaczać różne miejsca na tej mapie razem z nami).
To tylko ułamek funkcjonalności Google Wave, zainteresowanym szczerze polecam poniższe video (1:20 h!) traktujące szczegółowo czym Google Wave ma być:
Reasumując, główną zaletą (oprócz faktu, że ten kombajn jest darmowy) Google Wave jest jego “opensourcowość” - istnieje możliwość przygotowania systemu idealnie pod potrzeby swojego zespołu i projektu, nad którym pracujemy.
- telefon do TP, najpierw oczekiwanie na pierwszego konsultanta, potem oczekiwanie na kolejnego, który sprawdza statystyki ruchu i oświadcza, że “po stronie TP jest wszystko OK, ADSL działa” i radzi by załatwić alternatywny modem (czas kontaktu na słuchawce 20min)
- kilka dni załatwianie alternatywnego modemu, potem jego konfiguracja
- internetu nadal brak
- telefon do TP, najpierw oczekiwanie na pierwszego konsultanta, potem oczekiwanie na technicznego konsultanta, który przyjmuje reklamację (czas kontaktu ok. 15min)
- następny dzień (wtorek) telefon z TP, że wszystko powinno być już OK (czyli jednak problem po ich stronie)
- sprawdzam czy jest internet - internetu nadal brak
- telefon do TP, najpierw oczekiwanie na pierwszego konsultanta, potem oczekiwanie na technicznego konsultanta, przyjęcie zgłoszenia, umówienie się na wizytę osoby, która ma sprawić, że internet mi zadziała
- środa, miły pan odwiedza mnie (godzinę spóźnienia), razem kombinujemy jak rozwiązać problem działania internetu, rozwiązania nie znajdujemy, pan odchodzi (no bo w końcu jest Bogu ducha winny, nie pracuje bezpośrednio w TP) stwierdzając, że to jednak coś po mojej stronie (jego modem zadziałał, więc sam też do takiego wniosku dochodzę)
- kolejne godziny spędzone przy konfiguracji już dwóch modemów (linksys i sagem) nie dają żadnych rezultatów, nadal brak internetu
- telefon do TP, najpierw kontakt z pierwszym konsultantem, potem kontakt z technicznym, chwila rozmowy i nagle, ni stąd ni z owąd, internet zadziałał!Pytam pana czy coś zrobił po swojej stronie, lakoniczna odpowiedź - “coś tam zrobiłem”…, czyli wina jednak po stronie TP (ok. 15 min)
Myślicie, że to koniec? Mylicie się.
- z racji braku internetu przez tydzień spodziewam się niższej faktury niż standardowa (115 zł)
- przychodzi faktura na kwotę… 160 zł…
- telefon do TP, najpierw rozmowa z pierwszym konsultantem, potem rozmowa z kolejnym, który po dłuższym czasie stwierdza, że powiększona faktura wynika z założenia w moim mieszkaniu telefonu… (dodam, że telefonu nie zakładałem, nie podpisywałem żadnej umowy, żaden monter TP mnie nie odwiedzał i nie miałem zamiaru zakładać telefonu stacjonarnego), dwukrotne wyjaśnianie pani z TP, że telefonu nie posiadam, w końcu przyjęcie i uznanie reklamacji (czas rozmowy około 20min)
- dzisiaj dzwoniła bardzo miła pani z TP, przepraszając za pomyłkę i oznajmiając, że już wszystko wyjaśnione, zadając rozbrajające mnie pytanie: ” czy jest pan zadowolony z przebiegu i rozstrzygnięcia reklamacji?”, nie pozostało mi odpowiedzieć nic innego jak: “tak, jestem zadowolony…”