Po co komu Clicktracks ?
Google Analytics przemyślenia
Od dość długiego czasu przyglądam się rozwojowi Google Analytics. Jeżeli chodzi o Internet, to określenie, “od dość długiego czasu” może być nieprecyzyjne – konkretniej można powiedzieć, od momentu w którym Google udostępniło oprogramowanie Urchin pod nazwą Google Analytics (GA).
Wracając jednak do meritum. Pierwszy interfejs GA był kolorowy (szczególnie w porównaniu do stonowanych szarości oferowanych javovy applet Gemius Traffica). Co więcej posiadał kilka, miażdżących, dodatkowych funkcjonalności – takich jak ustawianie dowolnego zakresu dat, co w porównaniu do Traffica (mylę się?) było nieprzeciętnym skokiem do przodu. Miał też wady – Onet nie był traktowany jak wyszukiwarka, ale jako refferal
(pytanie co łatwiej zmienić - build GA czy sprzedać Onetowi swoją technologię wyszukiwania
?? - pytanie do Google)
Później nastąpiła wersja 2.0. Lepsza grafika, lepsza prezentacja danych. Nowe funkcjonalności… i tu każdy usiadłby na laurach. Lecz nie Google. Google chce mieć najlepszy program do analityki internetowej, który jest udostępniany za darmo (no dobrze, nie za darmo, bo w najdroższym przypadku kosztuje 31 USD wydanych na AdWords w miesiąc).
Mniej więcej w okresie pojawienia się wersji dwa.zero przyglądałem się możliwościom dawanym przez inne systemy analityki internetowej. Jedną z ciekawszych aplikacji był Clicktracks. Na wybór tego narzędzia, zdecydowałem było-nie-było, po zapoznaniu się z przezabawną twórczością Avinasha Kaushik’a.
Najciekawszym elementem Clicktracksów był system etykiet (labels), który pozwalał na tworzenie dowolnych segmentów, które przeliczały dane historyczne. Chciałeś zmienić definicję bounce rate, na czas < 5 sekund. No problem, tworzyłeś etykietę i…. voila. Była to funkcjonalność, która wyróżniała Clicktracks z tłumu (poza tym, narzędzie było w miarę przystępne cenowo… więc prawie je kupiliśmy :-)).
Jednak, w następnym kroku na scenę powrócił Avniash – guru webanalytics, który wiedział co dobre. I dodał (tak to sobie wyobrażam… bo rzeczywistość mogła być diametralnie inna) etykiety, czyli segmenty zaawansowane, do kolejnej wersji GA. Koniec z Clicktracksem… narzędzie co prawda istnieje, ale jako część zestawu LyrisHQ, nie aspirując już do bycia rozwiązaniem z półki enterprise-class.
Google (Analytics) zdominował Clicktracks. Teraz zabiera się za inne narzędzia – mamy przecież API czy custom reporting. Ciekawi mnie co czas przyniesie, ale wygląda to ekscytująco. Korzystając z GA, które jest ciągle rozwijane, czuję się jakbym dostawał za darmo nowe wersje PES/FIFA (niepotrzebne skreślić) i przyznam – to JEST fajne.



