Wczoraj Sąd Najwyższy Wielkiej Brytanii wydał wyrok w sprawie dotyczącej wyników wyszukiwania Google. Metropolitan International Schools z siedzibą w Londynie oskarżył Google, że jako wydawca odpowiada za oszczercze komentarze na ich temat pojawiające się w wynikach wyszukiwania. Sąd rozsądził na korzyść giganta z Mountain View. Uznał, że Google działa jako ułatwiający w dostępie do treści lecz nie jest ich wydawcą. Jak pisze The Guardian analiza wyroku przez prawników firmy Pinsent Masons przedstawia wnioski mówiące o tym, że Google nie odpowiada nie tylko za treści pokazane na stronie, ale także za treści pokazane w samych wynikach wyszukiwania. W przypadku uzasadnionej reklamacji Google ma jednak obowiązek usunięcia danych treści z wyników wyszukiwania.
Wyrok jest precedensowy jeśli chodzi kwestię zniesławienia w internecie w Wielkiej Brytanii. Sprawia, że wyszukiwarki mogą odetchnąć z ulgą. Przynajmniej na razie. Sędzia orzekł, że wszelkie skargi dotyczące oczerniających wpisów w internecie należy kierować bezpośrednio do ich adresatów.
Zastanawiam się nad kwestią prawną działań pozycjonerów w tym względzie. Czy powyższy wyrok oznacza, że pozycjoner zwolniony jest z odpowiedzialności, w przypadku gdy promuje oczerniające innych treści (sam nie będąc ich twórcą). W tym przypadku być może ta sprawa nie była poruszana, a szkoda. Wielce jestem ciekaw rozstrzygnięcia takiego właśnie przypadku. Myślę, że byłby on o wiele bardziej skomplikowany niż omawiana sprawa.
Aktualnie w sekcji raporty Google Adwords mamy 11 raportów. Co najmniej kilka z nich możemy wykorzystać przy optymalizacji kampanii. Jednym z nich jest raport dotyczący wyszukiwanych haseł.
Raport służy do sprawdzenia jakie dokładnie zapytania wygenerowały wyświetlenie naszej reklamy. Przykładowo jeżeli w dopasowaniu szerokim używamy frazy “laptop”, w raporcie “skuteczność wyszukiwanego hasła” możemy odnaleźć jakie rzeczywiście zapytania wpisali użytkownicy, np “laptop tadzia”, “toshiba laptop”.
Ostatnio raport dostał wartościowego patch’a. Nie ma już irytującego wpisu “other unique queries”. Other unique queries gromadziły pojedyncze zapytania w jednej grupie i nie można było się dowiedzieć jakie właściwie były te zapytania i co zawierały. Aktualnie w raporcie widać wszystkie hasła, które spowodowały wyświetlenia naszych reklam.
Z zawodowego punktu widzenia, raport jest doskonałym źródłem do wyłapywania negatywnych słów kluczowych gdy kampania jest już aktywna.
Flashmob – określenie, którym przyjęło się nazywać sztuczny tłum ludzi gromadzących się niespodziewanie w miejscu publicznym w celu przeprowadzenia krótkotrwałego zdarzenia, zazwyczaj zaskakującego dla przypadkowych świadków. W akcji uczestniczą nieznani sobie ludzie znający jedynie jej termin i planowane działanie. Zazwyczaj akcje takie organizowane są za pośrednictwem Internetu lub SMS-ów.
Od niedawna zjawisko flashmob-u często jest wykorzystywane przez firmy do celów reklamowych, ale o tym szerzej powiem już niebawem.
8 lipca 2009 w Sztokholmie można było zobaczyć czysty flashmob. Był to hołd dla jedynego w historii King of Pop. Film obecnie ma już 618 513 wyświetleń.
Kolejny flashmob jest planowany na 19 lipca w Amsterdamie. Fani MJ łączcie się .
Ok, zatem się przyznajemy. Trwa u nas konkurs, wewnętrzny, wyceniany w piwie. Założenie jest takie - piszemy posty na bloga, w czerwcu i w lipcu. Autor wpisu, który otrzyma najwięcej odsłon, w okresie czerwiec-sierpień, zostanie zwycięzcą. Na razie wygrywa Damian ze swoimi wynurzeniami na temat Michaela Jacksona i jego domniemanego zmartwychwstania. Moim zdaniem, jest to cios poniżej pasa. Jednak czego nie robi się dla zgrzewki piwa… :-).
Można się zastanawiać, czy takie podejście nie zepchnie merytoryki artykułów na drugi plan. Wyniki wskazują, że właśnie się tak stało - patrząc na konsumpcję treści bloga w Google Analytics widzimy, że drugi najpopularniejszy post (i bardziej merytoryczny) jest dziesięciokrotnie mniej popularny, jeżeli chodzi o odsłony, niż wpis o Królu Pop’u.
Jednak wejdźmy w analizę trochę głębiej. Drugi post, który wywołał małą burzę na Goldenline, ma wiele mniej odsłon… Pytanie: czy odsłony są dobrym miernikiem jakości treści, w przypadku bloga ? Weźmy pod uwagę, że stałe czytelnictwo bloga ogranicza się do strony głównej (zatem mamy duży bounce rate, który jest cechą immanentną statystyk blogów i nie występuje odsłona konkretnego postu, będącego na stronie głównej). Zatem, odsłony są wskaźnikiem obarczonym dużym marginesem błędu.
Co jest lepsze ? Mądre głowy, mówią nam, że w przypadku blogów najważniejsze są komentarze. Oceniając pod tym kątem posty z naszego własnego Top 10, okazje się, że najbardziej zachęcającym do dyskusji postem, był wpis (ponownie Damian, sic!) o Bounce Rate w SEO - miał on 10 komentarzy. Zatem to komentarze (i linki!) pokazują jakość naszej treści. Patrząc szerzej na liczbę rzeczonych komentarzy (np. liczba komentarzy na miesiąc) możemy sprawdzić czy nasz blog idzie w dobrą stronę… czy może powinniśmy zająć się czymś bardziej pożytecznym (pielenie ogródka, grabienie liści… etc.).
Z drugiej strony, nie można zmieniać zasad w trakcie trwania konkursu (no chyba, że jest się PZPNem) zatem najprawdopodobniej Damian zgarnie zwycięstwo … i piwo.
No chyba, że ktoś pokusi się o napisanie czegoś …. o Papieżu/Kubicy/Małyszu/Gortacie/Dodzie a najlepiej o nich wszystkich w jednym poście