Wpis jest trochę opóźniony. Miał być wczoraj, jednak moje możliwości percepcyjno-twórcze były na poziomie czterolatka. Działo się tak z prostego powodu, Canal Plus sprawił niezłą niespodziankę i zafundował dwa mecze decydujące o wejściu do następnej rundy. Mówię tutaj o zawodowej koszykówce i lidze NBA.
Jako, że w późniejszym meczu miał grać Marcin Gortat (jedyny Polak w NBA), nie było innej możliwości niż, siedzenie przed telewizorem. Na szczęście odbyło się bez dogrywek i o godzinie 5.00 nad ranem można było udać się na zasłużony spoczynek :-). Gdyby nie to, że grał Polak, z pewnością nie siedziałbym tak długo… i wcale nie dlatego, że nie lubię oglądać meczów. Po prostu NBA ma cholernie dobrą stronę z video.
Zanim rozpocznę peany na temat rzeczonej strony, można ją po prostu zobaczyć. Dostępna jest tutaj: nba.com/video
Nie każdy (eufemizm) ma takie możliwości produkcji materiału jak NBA, niemniej jednak warto wzorować się na najlepszych. Szczególnie, że sama strona nba.com/video przechodziło kilka faz ewolucji. Z tego co pamiętam zaczęło się nie najlepiej, sekcja opierała się na filmach z youtube, które jakości były marnej (było to jeszcze przed wprowadzeniem znaczka “HQ” na YT). Mało tego, treść była montowana raczej do telewizji, a rozbuchane opisy wzbudzały uśmiech w komentarzach.
Po youtube, przyszły ciemne czasy Silverlight’a. Silverlight jest konkurencyjnym dla Flasha pluginem ze stajni Microsoftu… jednak mi nie udało się ani razu go zainstalować. Zakładam, że nie byłem sam. NBA wycofało się szybko z SL i nadeszła obecna wersja serwisu. Zalety są takie:
1. video jak brzytwa (obejrzyjcie video ze strony nba.com/video a później to samo z kanału na youtube). Jest różnica ?
2. materiały są montowane pod Internet
3. udostępniane są dodatkowe treści, np. konferencje prasowe, analizy… etc.
4. wszystko, pachnące świeżością
Tylko, tyle i aż tyle. Prostota jest trudna. Na koniec embed z meczu wygranego przez drużynę Polaka, pieczętujący wejście do finałów konferencji:
….oraz niespodzianka już specjalnie dla fanów NBA. Ciekawe czy się ziści ?
Marki, o których pisałam w poprzednich wpisach charakteryzują się tym, że ich klienci pasjonują się tematem (jak fotomaniacy Nikona czy majsterkowicze Castoramy) czy wplatają je w swój styl życia i się z nimi utożsamiają (Nike). Jak zbudować społeczność wokół produktów, które kupujemy na co dzień i nie przywiązujemy do nich tak dużej wagi? Z tym problemem na różne sposoby uporały się już Princessa czy Fanta.
Pierwszy model wypracowany przez Princessę to serwis lekko.o2.pl. Ponieważ temat wafelkowych słodkości jest interesujący ale nie na tyle żeby budować wokół niego społeczność Princessa daje swoim użytkownikom to co ich interesuje. Na portalu znajdziemy więc ciekawostki life stylowe związane z modą trendami, dietami wydarzeniami kulturalnymi. Czyli wszystko co współczesna kobieta konsumuje w dużych ilościach i nigdy nie ma dość. Wszystko doprawione jest konkursami angażującymi użytkowników i zachęcających ich do powracania na stronę. Pomiędzy poszczególnymi elementami portalu niewinnie przewija się logo Princessy przypominają kto daje użytkownikom radość życia. Serwis tego typu jest bardzo wygodny dla marki. Treści na stronę dostarcza portal O2, przygotowuje również stronę i wszystkie funkcjonalności, więc po stronie marki pozostaje jedynie organizacja konkursów. Użytkownicy są w stałym kontakcie z marką, rośnie pozytywna energia i wizerunek zostaje utrwalony. Czyż życie nie jest piękne?
Inny model zaangażowania wybrała Fanta, która przygotowuje cykliczne konkursy dla użytkowników poszkole.pl i mojageneracja.pl i innych portalach społecznościowych. Ważnym elementem działania Fanty jest rozmach – kampanii Fanty nie da się nie zauważyć- obrandowany zostaje cały portal a użytkownicy wręcz porwani do działania pomarańczową siłą. Działania Fanty zostają zapamiętane dzięki temu, że są powtarzalne – pojedyncza akcja szybko zostałaby zapomniana. A więc ponownie sprawdza się reguła, o której pisałam wcześniej – działania społecznościowe są skuteczne jeżeli są długofalowe!!
Elementem łączącym te kampanie jest to, że marki dają użytkownikom to co lubią – dużo zabawy i informacje na tematy które ich interesują. Warto więc pomyśleć co lubią użytkownicy naszego produktu i.. zadziałać! Taki krótki przepis na społeczność FMCG
Marcin pisał o alternatywnej dla Google wyszukiwarce Wolfram alpha. Widać, że gigant na literę G bacznie obserwuje konkurencję i nie pozostaje wobec niej obojętny. Wprowadza zatem nowe rozwiązania do wyszukiwarki, które są opisane na oficjalnym blogu. Zmiany są narazie widocznie w angielskiej wersji Google. Mamy zatem nowy link w lewym górnym rogu Show options… , po naciśnięciu którego ukazują się naszym oczom rzeczone opcje.
Nowe opcje wyszukiwarki Google
Mamy do wyboru 4 główne warianty precyzujące nasze wyniki wyszukiwania. Chcąc zatem znaleźć opinie o jakimś nowym produkcie nie musimy konstruować jakiegoś wymyślnego zapytania. Zaznaczmy zatem, że szukamy wśród forów, wybieramy czasokres wyszukiwań np. ostatni rok, możemy wybrać więcej tekstu pomijając obrazki. Related searches podpowiada nam inne zapytania, być może bardziej własciwe do tego czego oczekujemy.
Ciekawym narzędziem jest Wonder Wheel. Po kliknięciu w link rozwija nam się kształt pajączka w wyszukiwarce, gdzie na środku jest wpisana wyszukiwana fraza, a w końcówkach odnóg powiązane frazy. Klikając powiązaną frazę rozwija się kolejny pajączek (powiązany z poprzednim) gdzie w centrum znajduje się wybrana nowa fraza, a przy kolejnych odnogach - frazy powiązane z nowo wybraną itd. itd. Wiem wiem, brzmi to jak galimatias, ale w istocie Wonder Wheel jest łatwy w obsłudze. Przypomina mi trochę grę z dzieciństwa, gdzie trzeba było powiedzieć wyraz, a kolejna osoba wymyślała wyraz kojarzący się z poprzednim.
Wonder Wheel
Mnie najbardziej interesuje oczywiście jaki wpływ będą miały te poprawki na nasz seowy świat. Czy brak konieczności wpisywania długich zapytań spowoduje odwrócenie się trendu dotyczącego zwiększania się średniej ilości fraz wpisywanej w wyszukiwarkach. Czy nowe opcje to zagłada dla long tail? Z mojego punktu widzenia raczej tak nie będzie. Mam raczej nadzieję na nowe techniki SEO w związku dodatkowymi opcjami wyszukiwania. Być może większą wagę będzie się przykładać do obrazków? Może zwiększy się ilość forów tematycznych? Już widzę oczami wyobraźni forowe SWLe. Z drugiej strony użytkownicy internetu, przyzwyczajani coraz bardziej do wszelkiego rodzaju wygód, mogą nie chcieć tracić czasu na precyzowanie wyszukiwań. Czas pokaże.
Co jakiś czas pojawiają się informacje na temat nowych bardzo konkurencyjnych dla Google wyszukiwarek. Czasami nazywanych pogromcami Google. Do takich, w zamierzeniu należy, wyszukiwarka WolframAlpha.com. W czym ma być lepsza od Googla? Teoretycznie powinna odpowiadać na zapytanie zadane w języku naturalnym, coś w stylu: “Who won Super Bowl in 2008″ .
Czy odpowiedź Wolfram alpha jest zadowalająca? Na dzień dzisiejszy niestety nie.
Brak odpowiedzi.
Czy Google odpowiada lepiej? Zdecydowanie tak otrzymujemy listę serwisów, które w pełni odpowiadają na zadane zapytanie. W pierwszych 3 wynikach mamy 100 % potrzebnych mi informacji.
Kto wygrał Super Bowl w 2008?
Sama idea wyszukiwarki semantycznej jest słuszna. Czy jest to możliwe technologidznie, bez nakładów olbrzymich środków? Kto jest w stanie stworzyć wyszukiwarkę semantyczną? Wydaje się, że jeśli nawet pojawi się konkurencja to potentaci tacy jak Google, MSN , Yahoo po prostu kupią śmiałków.
Czy ktoś z Was słyszał o takiej grze jak America’s Army (w skrócie AA – nie mylić z anonimowymi alkoholikami )? Jeżeli nie, to opowiem o niej troszeczkę. Jest to największe advergaming’owe przedsięwzięcie jakie powstało na potrzeby marki w Internecie. Rząd Stanów Zjednoczonych wymyślił sobie, że stworzy grę promującą wojsko amerykańskie. Projekt wystartował w 2002r. Na dzień dzisiejszy w grze zarejestrowanych jest ponad 10 milionów graczy. Niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, że AA pobiło 5 rekordów Guinnes’a:
1. Największa wirtualna armia - od 2002 do końca 2008 roku gra liczyła 8 milionów graczy.
2. Najczęściej ściągana gra wojenna – przez 6 lat grę pobrano ją prawie 44 miliony razy.
3. Największa ilość godzin spędzona przy darmowym FPS’ie - ponad 250 milionów godzin spędzili na serwerach gracze America’s Army, co przy ciągłej grze jednego gracza daję wynik 27,000 lat .
4. Największy podróżny symulator - dzięki jednemu z dodatków do AA mogliśmy przeżyć symulację jazdy pojazdem opancerzonym typu Humvee.
5. Pierwsza militarna strona, która wspiera grę wideo - americasarmy.com czyli dofinansowywana przez rząd strona militarna wspierającą gry video.
Gra zachwyca realizmem. Wirtualny „wojownik”, tak samo jak prawdziwi żołnierze w siłach zbrojnych USA, przechodzi różnego rodzaju szkolenia: od nauki strzelania z karabinów typu M16, AR, PSG-1 itp., po udzielanie pierwszej pomocy w czasie walki, kończąc na skakaniu ze spadochronem. W grze, na polu walki nie ma szans na błędy. Każdy prawie strzał jest śmiertelny albo przynajmniej powoduje poważne obrażenia – najlepiej wtedy wezwać medyka ,o ile jeszcze żyje . Co kilka miesięcy powstają kolejne, nowe odsłony America’s Army . Dzięki temu dla przeciętnego użytkownika gra nie robi się nudna. Łatwy dostęp do gry (do ściągnięcia za darmo z Internetu) powoduje, że ciągle rośnie rzesza fanów. Poniżej kilka screenów: