Integracja
integracja
Zastanawia mnie to dlaczego zaczynam to pisać. Jest 16.57, wtorek, 2 grudnia. Przecież zalegam ze slajdami do Ilony. Ania jest na urlopie więc jest dziś urwanie głowy z masą papierów. Myślę, że wystawianie faktur mogłoby zabić entuzjazm u psa, który ujrzał swojego pana po miesięcznej przerwie. Ogon by nie latał. Po prostu śmierć. Tak się mniej więcej czuję teraz ja, więc chciałem wrócić do miłych chwil.
Miłe chwile rozpoczęły się ok. 5 nad ranem. Wstać nie było łatwo, budzik dzwonił jakby sam był zaspany. Po 30 minutach mocowania się z sobą udało mi się dotrzeć do łazienki znajdującej się w linii prostej jakieś 2 metry od łóżka. Tak swoją drogą, można by wprowadzić nową konkurencję olimpijską - kto wolniej dotrze do łazienki. Myślę, że byłbym w stanie załapać się do reprezentacji Polski.
Po walce z nocnym zmęczeniem i zbiórce o 6.00 pod Pałacem udaliśmy się w miejsca zakoszarowania. Podróż pomimo pogody, chcącej powiedzieć nam “zawróćcie, nie jedźcie!”, minęła bez większych problemów. Po drodze udało się nam odwiedzić przydrożną kawiarnię serwującą pyszne ciastka.

Na miejsce dotarliśmy jako druga ekipa. Część z nas rozgościła się tak bardzo, że miała czas na sesje fotograficzne jeszcze przed rozpoczęciem integracji. Agnieszce, co widać na poniższym zdjęciu bardzo podobało się łóżko (po naszym wyjeździe mieliśmy informacje, że ekpia sprzątająca zgłosiła brak jednego łóżka, jednak łączenie tego z Agnieszką uważamy za mocno przesadzone!).

Później skończyły się żarciki. Skończyły się przechwałki. Nadszedł czas aby oddzielić chłopców od mężczyzn a ziarna od plew (nie wiem od czego oddziela się kobiety, ale mniejsza o to). Rozpoczął się trening. Oczywiście nie wyciskaliśmy żadnych ciężarów. Trening odnosił się do naszych umysłów. Zadanie było ciężkie i wymagające - u niektórych po przeczytaniu poleceń, było można zauważyć nerwowy śmiech.
Co się okazało. Każdy z nas dostał się do zarządu fabryki. Zespół tworzący nowy zarząd miał za zadanie zapewnić uśmiech na kapitalistycznej twarzy właściciela (prawie jak w normalnym życiu, żarcik ;-), jako, że fabryka w roku poprzednim nie przyniosła zysków. Spokojnie, poprzedni zarząd nie skończył w rzece, co jest raczej pozytywne. Negatywne było to, że poprzedni zarząd już nie zarządzał. To dało nam do myślenia i walczyliśmy, przy pomocy dzielnych (i cierpliwych!) trenerów. Zabawa trwała, z przerwami 6 godzin. Przerwy składały się z kawy i papieroska :-).

Później przyszedł czas na publikację wyników. Okazało się, że każda z grup nadaje się do zarządu a nasze zaangażowanie w grę planszową zostało określone jako legendarne. Przed nami świetlana przyszłość… kwiaty, restauracje, wielbiciele…. ale rozmarzyłem się czas wracać do rzeczywistości.
Rzeczywistość, okazała się bardzo przyjemna jak i przyziemna. Po części oficjalnej rozpoczęły się tańce, hulanki i swawole. Oczywiście wszystko w ramach BHP.

Jak widać wszyscy dobrze się bawili. Tak dobrze, że pod koniec oddtańczyliśmy wszyscy co do jednego taniec wojenny :-).
Mój obowiązek kronikarski zmusza mnie aby wspomnieć, że zabawę zakończyliśmy około 4 nad ranem, po to by rześcy i wyspani wstać następnego dnia na kolejną porcję dobrej zabawy.
I to by było na tyle :-). Więcej zdjęć w wykonaniu Ani Wieckiej tutaj.
PS. Odpowiadając na pytania. Tak pisanie tej notki zajęło 10 dni. Ale tym czasie robiłem także inne rzeczy - pracowałem… etc. itd. itp.




Gratuluje świetnego podsumowania integracji Marcin:), co do nerwowego śmiechu jak na to wpadłeś:)? - a tak na serio w życiu na lepszej integracji nie byłem aż miło wspominać
Spoko. Dzięki. Rumienię się :-). Teraz czas na twoje notki !
W ramach sprostowania: łóżko nie mieściło się w drzwiach, tak więc nie mogłam go wynieść
nie to, żebym próbowała